Od lat powtarzam, że pisanie to jest głównie rzemiosło. I jak każdego rzemiosła, da się go po prostu nauczyć. Żeby to zrobić, trzeba robić dwie rzeczy. Po pierwsze pisać, po drugie czytać. Ale czytać krytycznie, z namysłem, zastanawiając się, co w danej książce działa, co nie i czego ja, jako twórca, mogę się z niej nauczyć.
Dlaczego o tym wspominam? Bo kilka tygodni temu odbyła się na mojej facebookowej stronie dyskusja na temat tego, czy pisarz ma prawo krytykować/recenzować pracę innego pisarza. Nie wchodząc w szczegóły tej dyskusji, uważam, że tak. Z trzech podstawowych powodów. Po pierwsze, i najważniejsze, oprócz tego, że jestem pisarzem, jestem także czytelnikiem. Poświęcam czas na lekturę książek, czytam je starannie, i uważam (może na wyrost, ale to inna historia), że mam coś ciekawego na ich temat do powiedzenia. Po drugie, jako pisarz ma pewną unikalną wiedzę i perspektywę. Wydaje mi się, że patrząc/czytając z tej perspektywy widzę inne rzeczy niż zwykły czytelnik i chciałbym się swoimi przemyśleniami podzielić. Po trzecie w końcu, bo nikt inny tego nie zrobi.

Serio, serio… Krytyka literacka w Polsce generalnie leży i kwiczy. Miejsca na rozmowy o książkach jest niewiele, a jeśli już się odbywają, to są bardzo płytkie. Podobało się lub nie, kilka słów argumentacji i tyle. Gdzie tu miejsce na namysł? Gdzie miejsce, żeby zastanowić się nad daną powieścią? Pomyśleć, co z niej wynika, dlaczego jest taka, a nie inna? Jasne, od razu zaznaczmy, są wyjątki. Ale to… no cóż… wyjątki właśnie. Ale nawet, gdyby było inaczej, gdyby poświęcono w szeroko pojętej literaturze więcej miejsca, to mielibyśmy inny problem. Mianowicie mało jest krytyków literackich, którzy znają się na literaturze gatunkowej, rozumieją, po co ona jest i jak działa.
No dobra, ale po co mamy w ogóle o książkach rozmawiać? Pisząc z mojego punktu widzenia, żebym mógł pisać lepsze powieści i lepsze powieści czytać. Bo dobra literatura powstaje właśnie wtedy, kiedy się o niej dyskutuje! W tej chwili po prostu brakuje sensownego sprzężenia zwrotnego. Nikt nam, autorom, pisarzom, nie wskazuje błędów, jakie popełniliśmy podczas pisania, nikt nam nie pokazuje, co się nam udało, a co nie. W rezultacie te same pomyłki popełniamy w kolejnych powieściach i przestajemy się rozwijać. Albo próbujemy na oślep różne rzeczy, nie wiedząc, czy w ogóle idziemy we właściwym kierunku. Skutek jest tego taki, że cholera, różne moim zdaniem, negatywne zjawiska w gatunku, zamiast zanikać, pogłębiają się. Dostajemy coraz więcej kiepskich książek, ale wszyscy udajemy, że wszystko jest ok i poklepujemy się radośnie po plecach, jak to nam się gatunek znakomicie rozwija.
Trochę to przypomina sytuację w polskiej piłce nożnej. Mamy coraz ładniejsze stadiony, coraz więcej ludzi chodzi na mecze, budżety klubowe puchną, podobnie jak piłkarskie pensje (tak, wiem koronawirus sporo zmienił), wszyscy się uśmiechają i zachwycają, ale potem przychodzą eliminacje do europejskich pucharów i mistrz Polski przegrywa z drużynami ze Słowacji, Mołdawii, Cypru, Białorusi czy Luksemburga. Więc jeśli zastanawiacie się Państwo, dlaczego świat nie oszalał na punkcie naszych kryminałów, to może odpowiedź jest taka, że nie oszalał z tego samego powodu, dla którego Legia nie podbiła Ligii Mistrzów.


