Tag: Szczepan Twardoch

  • Skala trudności tłumaczenia „Pokory” na język śląski? W skali 1-10, to tak 7

    Pokora” to szumny rōman ô miyłości, wojnie i rewolucyji. Epickŏ gyszichta ô Berlinie i Ślōnsku, ô Niymcach i Polŏkach, ô społecznych i etnicznych podziałach. Ô pożōndaniu, władzy, usuchliwości i cynie, co sie jã płaci we walce ô godność.

    Brzmi znajomo, a może egzotycznie? „Pokora” Szczepana Twardocha ukaże się w języku śląskim już 27 lipca nakładem Wydawnictwa Literackiego. Za przekład odpowiada Grzegorz Kulik, z którym rozmawiam o historii jego rodziny, pracy nad tłumaczeniem „Pokory”, ale też o „Hobbicie” i „Kajś”, które jeszcze w tym roku będziecie mogli przeczytać po śląsku.

     

  • Fragment monodramu „Byk” Szczepana Twardocha

    Pamiętasz, zanim nie dostałem się na prawo, to Pyjter zawsze wykablował, że spotykam się tam z jakąś dziouchōm. I jedyne o co pytałeś, to skōnd ôna je. I jo godoł: ze Glywic, a ty żeś pytoł: a ôjce ôd tyj dziouchy, to sōm stōnd, abo gorole?

    Może właśnie tak zrobiłeś ze mnie Ślązaka, ucząc mnie tej ksenofobii. I zażartości. I surowości. I gniewu płonącego do środka. Marek mi pomógł, bo też jest Ślązak. Polokowi by nie pomógł. Ja też nie. Jebać Polokōw.

    Może tylko w ten sposób da się być Ślązakiem, wypeł­niając się tą tchórzliwą nienawiścią do Polokōw. Poloki puloki, hehe…

    Ech.

    I po co mi to było, kurwa, całe życie udowadniania, że nie jestem małpą, że w ogóle jestem godzien miana człowieka, że nie jestem jakimś gnomem z kopalni, ładnie mówię po polsku… I potem, kurwa, to zdziwienie, jak im mówię, że nie jestem Polakiem.

    A oni już byli niemal gotowi przyznać, że jestem prawie tak dobrym Polakiem jak oni.

    A ja, że nie, nie, dzięki, w dupę se wsadźcie tę Polskę, sorry, ale, kurwa, mnie to wcale nie interesuje.

    A oni: Cooooooo? Jak tooooooo? Taki zdolny chłopiec, tak ładnie po polsku mówi i nie chce być Polakiem? Kto to widział? Kurwa.

    Hoho, ale żenada, Mamok znowu o Śląsku. Już to słyszę, kurwa. Nie ma innych tematów? Ale wy, kurwa, to możecie o tej waszej Polsce zasranej gadać cały czas.

    Robert Talarczyk, fot: smakksiazki.pl

    Taki ładny chłopiec, a tak brzydko mówi, powiedziała taka miła pani małemu Robercikowi, bo mały Robercik miał wyraźny akcent.

    A potem, kurwa, duży Robert niby bryluje, hoho, to tu, to tam, na bankietach, wygadany jak szcziga, na zewnątrz to wszystko pięknie wygląda, a w środku siedzi mu taki mały aktor, zbyt świadomy swojego ciała, cały czas nie wiem, kurwa, co zrobić z rękami, jak stanąć, co się odezwę, to mi się wydaje, że głupio, bez sensu, za głośno, w złym momencie, kurwa. Ech.

    Telefon odzywa się dźwiękiem przychodzącego e-maila. Robert podnosi, czyta, zadowolony. Pokazuje e-mail publiczności, potem czyta na głos.

    Szanowny panie, zgodnie z naszą rozmową telefoniczną na temat projektu, który pozwalam sobie roboczo nazwać Wyznaniami skandalisty, proponowałabym następujące warunki. Licencja na siedem lat, zaliczka trzysta tysięcy złotych netto, na poczet honorariów w wysokości czternastu procent od ceny detalicznej… Z poważaniem, Marianna Kuczyńska, Wydawnictwo Opera spółka z o.o.

    No i proszę, kurwa, nawet negocjować nie ma co, od razu widać, że wiedzą, z kim gadają, i nie próbują zaczynać od gównianych propozycji.

    No i, kurwa, co? Jestem nie do zajebania, mówiłem! Nie do zajebania, kurwa!

    Robert mówi niby do publiczności, ale nie zwraca się do nikogo konkretnie, tak jakby adresatem jego słów był ktoś wyimaginowany, kogo realnie tu nie ma.

    W końcu, kurwa, dwadzieścia lat pracy. Się, kurwa, wyrobiło jakąś pozycję. Pazurami wydarło. Drogę, kurwa, z Katowic do Warszawy mógłbym z zamkniętymi oczami przejechać, łącznie, kurwa, z tankowaniem na pierwszej stacji po zjeździe na S8, kartą, faktura, proszę NIP podać, i jeszcze hot dog z kabanosem. Zawsze, kurwa, tam, potem na S8 można pocisnąć, rzadko tam psy jeżdżą, niby jest ograniczenie do 120, ale tempomat na 180 i ciśniesz. A jak, kurwa,

    A1 otworzyli, to w dwie i pół godziny jestem.

    Jebana Warszawa. A czemu się pan nie przeprowadzi do Warszawy? Bo temu, kurwa. Bo temu. Bo w War­szawie ōpy nie było.

    Premiera „Byka” w formie książkowej 13 kwietnia nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

     

     

  • Wszysko wy mie umarło, ōpa. Nic już wy mie niy ma. „Byk” wchodzi na scenę, w kwietniu do księgarń

    Robert Mamok to zmagający się z własną tożsamością pięćdziesięcioletni rozwodnik. Mężczyzna uwikłany jest w wizerunkowy skandal, z którego, jak się zdaje, nie ma dobrego wyjścia. Całości dopełnia rodzinna tajemnica i skomplikowane relacje z bliskimi wynikające z surowego śląskiego wychowania.

    Mamok wkracza na scenę i rozpoczyna intensywny monolog, słowo za słowem rozlicza się ze swoją przeszłością, z sobą i całym światem. Z siłą dzikiego zwierzęcia rzuca oskarżenia, zadaje pytania, chce odkryć, co się z nim dzieje. I kim jest.

    Yno tyś tak dō mie godoł, Roboczku, pamiyntosz? Nic niy pamiyntosz, nic już we tyj gowie niy mosz, nic. No i Roboczek pokazywał świadectwo, idiota. W liceum zaczęło się „taki zdolny, a taki leniwy”. Ale za świadectwo zawsze były pieniądze od ciebie. Ukradkiem, kiedy nikt nie widział. Yno ōmie niy godej. A potem przychodziła ōma Hilda, i też wciskała mi w dłoń banknoty. Yno ōpie niy godej, pra?”

    Premiera „Byka” już jutro w Teatrze Studio. Spektakl będzie też grany w najbliższym czasie w Teatrze Korez oraz Teatrze Łaźnia Nowa. Kamera Telewizji Wydawnictwa Literackiego zajrzała do próbę dla mediów, czego efektem jest poniższy materiał i rozmowa ze Szczepanem Twardochem i Robertem Talarczykiem.

  • Historia człowieka, który wszędzie jest cudzy. „Pokora” Szczepana Twardocha na deskach

    Alois nie należał do starego świata, nie należy też do nowego. Syn górnika z Górnego Śląska, zrządzeniem losu wyrwany z proletariackiej rodziny, wszędzie spotyka się z pogardą i odrzuceniem. Samotny i prześladowany, wierzy tylko w erotyczną relację z perwersyjną, dominującą Agnes. Jednak w świecie, który się skończył, nic nie jest prawdziwe. Jak bardzo adaptacja teatralna „Pokory” różni się od powieści? Co było najtrudniejszego w wejściu w rolę Aloisa Pokory? Czy można być wszędzie cudzym i nigdzie u siebie? „Pokora” Szczepana Twardocha wchodzi na teatralne deski, z tej okazji porozmawiałem z autorem powieści, reżyserem – Robertem Talarczykiem oraz odtwórcą głównej roli – Henrykiem Simonem.

  • Kazik Staszewski: jestem nieustającym fanem Szczepana Twardocha

    Wszystko kręci się wokół liter, bo rozmawiamy o pisaniu i uczeniu się tekstów, ale też o ich zapominaniu. Pojawia się Władysław Hańcza, Trevor Noah, alkomat przed koncertami i piłka nożna. Nie zabraknie Szczepana Twardocha, historii RPA oraz basisty, który pierwszy raz trzymał w rękach gitarę kilka minut przed wejściem na scenę. Czy Kazik ma na scenie ściągi? Ile koncertów zagrał za darmo? Czy wstydzi się pewnego koncertu w Katowicach? Punktem wyjścia do naszej rozmowy jest książka „ Idę tam gdzie idę. Dalej. Kazik Staszewski. Autobiografia”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Kosmos Kosmos. Możecie ją kupić tutaj.

    Rozmowę nagraliśmy w Worku Kości, za co bardzo dziękuję. Ujęcia wykonał Remigiusz Setnik, a zmontował to wszystko Michał Proksa, za co kłaniam się nisko. Dziękuję przede wszystkim Wam, którzy to oglądacie, bo parafrazując Kazika – „bez Was, nie byłoby mnie”.

    PS: Już po nagraniu rozmowy Kazik przypomniał sobie jeszcze jednego autora, którego poleca wszystkim, czyli Wojciecha Albińskiego.

     

  • „Co wypada pisarzowi”, listopadowy felieton Krzysztofa Domaradzkiego

    Zamieszanie wokół zaostrzenia przepisów aborcyjnych przypomniało, że ludzie uprawiający szermierkę słowną mogą być znakomitymi reprezentantami pewnych przekonań. Mogą, choć oczywiście nie muszą. Tyle że milczenie może być kosztowne.

    Jak wiecie, nie wypowiadam się publicznie w sprawie polityki i religii, ale…”. „Normalnie nie zabieram głosu w tematach politycznych, ale…”. „Nie znam się na polityce, ale w tym przypadku…”.

    Mogę się założyć, że w ostatnich dniach nie tylko moja, ale również Wasze banieczki społecznościowe wypełniły się wypowiedziami, które zaczynały się od takich słów. Wypowiedziami osób niezaangażowanych politycznie, wstrzemięźliwych w publicznym wyrażaniu opinii, stroniących od przepychanek światopoglądowych. A także wypowiedziami autorów, którzy uznali, że złamanie kompromisu aborcyjnego wymaga komentarza. Czasem bardzo dosadnego.

    Niektórzy pisarze na kilka dni przeprofilowali swoje kanały społecznościowe: z osobisto-literackich na publicystyczne. Oczywiście autorzy często felietonują w swojej przestrzeni społecznościowej, dzieląc się tym, co leży im na bebechach, ale odniosłem wrażenie, że jeszcze nigdy tak ewidentnie nie zepchnęli na boczny tor zawodowego życia na rzecz spraw społeczno-politycznych. Tak, mam wrażenie, zrobili m.in. Wojciech Chmielarz, Szczepan Twardoch czy Jakub Żulczyk. Zwłaszcza ten ostatni, znany z dzielenia się bezkompromisowymi spostrzeżeniami na temat polskiej rzeczywistości, zbombardował swoją facebookową przestrzeń protestowymi publikacjami, jednocześnie przebijając się z nimi do mainstreamowych mediów (takich jak Onet).

    www.unsplash.com/Zuza Gałczyńska

    Ale równocześnie wielu autorów w żaden sposób nie odnotowało publicznie protestów. Dalej żyli w promocyjnym trybie: informowali o premierach, spotkaniach autorskich, pochlebnych recenzjach, promocjach. Postowali tak, jakby ich pisarska rzeczywistość nie stykała się z rzeczywistością ulic, czołówek mediów czy prywatnych dyskusji Polaków.

    Nie wiem, która postawa jest lepsza. Domyślam się, która jest uczciwsza.

    W marcu tego roku, jeszcze przed pandemią, namawiałem Was na smakksiazki.pl do starannego wyboru lektur. Sugerowałem, aby nie sięgać po utwory osób, z których poglądami fundamentalnie się nie zgadzacie. Za przykład podałem Zachara Prilepina, rosyjskiego narodowego bolszewika (walczył w Czeczenii, najechał Donbas), którego styl nawet mi się podoba, ale nie potrafię odseparować twórczości od poglądów autora. Przez to odczuwam poważny czytelniczy dyskomfort, stykając się z prozą Prilepina. A właściwie – odczuwałem, ponieważ podjąłem decyzję, aby już nie brnąć w tę literaturę.

    Prilepin nie kalkuluje. Nie zastanawia się, czy przez swoje opinie i zachowanie straci czytelników. Podejrzewam, że czuje się bardziej zdefiniowany przez światopogląd niż fach, jakim się zajmuje. W wywiadzie dla Booklips sprzed kilku lat stwierdził, że jest mu wszystko jedno, jak środowisko literackie (a pewnie także i czytelnicy) reagują na jego aktywności w sferze publicznej. Wierzę mu. Uwierzyłbym także Szczepanowi Twardochowi czy Jakubowi Żulczykowi, gdyby powiedzieli, że całkowicie im zwisa, w jaki sposób środowisko reaguje na wyrażane przez nich poglądy. Ale nie uwierzę, że autorzy regularnie odzywający się na Facebooku nie zabierają głosu na temat wyroku Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ nie czują takiej potrzeby. Nie uwierzę, że sprawa zmian w prawie aborcyjnym nie wywołuje emocji w ludziach, którzy żyją ze sprzedawania emocji na kartach powieści. To coś zbyt osobistego (wszyscy mają żony, matki, siostry czy koleżanki), aby nie mieć nic do powiedzenia.

    Uwierzyłbym, gdyby wyznali, że milczą z powodu pieniędzy (nie chcą zantagonizować czytelników myślących inaczej) albo lenistwa.

    Sam odnosiłem się do protestów skromnie, co początkowo tłumaczyłem słabym publicystycznym refleksem (miałem wrażenie, że inni już dawno powiedzieli to, co sam chciałbym wyrazić) i brakiem czasu. Jednak brak czasu to łamliwy konstrukt, więc uczciwej powiedzieć, że nie publikowałem z lenistwa. I bardzo tego żałuję. Bo choć nie uważam, żeby autorzy mieli obowiązek zabierania głosu na każdy temat (wręcz przeciwnie: istnieje pierdyliard zagadnień, które w przestrzeni publicznej powinny być zarezerwowane dla ludzi z ekspercką wiedzą), to akurat w tym przypadku trudno milczeć. Tak uważa moja bańka społecznościowa. Podejrzewam, że Wasze również.

    Przekonałem się, że koszty milczenia mogą być srogie, kiedy kilka dni temu, wracając od wydawcy, na dwie godziny utknąłem w centrum Warszawy, tuż przed grupą protestujących. I gdy pomyślałem, że mój brak reakcji (w końcu zamiast strajkować, toczyłem normalne życie) mógłby zostać zinterpretowany jako poparcie dla decyzji TK, jako sygnał, że nie mam nic przeciwko odbieraniu kobietom wolności wyboru, zrobiło mi się potwornie głupio. Dlatego wyszedłem z samochodu i zacząłem krzyczeć. Dlatego dwa dni później przespacerowałem się w okolice Sejmu. Dlatego wziąłem udział (choć spóźniony) w piątkowej manifestacji. Bardzo, ale to bardzo nie chciałem być reprezentantem milczącej części społeczeństwa.

    PS. Jeśli się zastanawiacie, dlaczego protesty mają taką moc, obejrzyjcie dokument „The Last Dance” o legendarnej ekipie Chicago Bulls. Zwróćcie uwagę na fenomen doskonałych występów Michaela Jordana w starciach z ludźmi, którzy zaleźli mu za skórę. Gwiazdor Byków najlepiej grał wtedy, kiedy konfrontacja stawała się dla niego sprawą osobistą. Kiedy zwykła gierka przeobrażała się w prywatną wojną. Oczywiście w egocentrycznym świecie Jordana nie trzeba było zrobić wiele, aby mu podpaść – wystarczyło wyrazić opinię niezgodną z jego poglądem, wręczyć nagrodę komuś innemu niż on albo porównać go z niewłaściwym zawodnikiem. A wyrok TK – wraz ze wszystkimi społecznymi przyległościami – sprawił, że zmieniło się wiele. Dla mnie, dla autorów, dla was. Dla nas wszystkich.

    Krzysztof Domaradzki

  • „Historia jest dla mnie podstawowym pożywieniem literackim”. Rozmowa ze Szczepanem Twardochem

    Pokora” to opowieść o synu górnika z Górnego Śląska, który wyrwany z jednego świata nie jest w stanie zapuścić korzeni już nigdzie indziej, ale też historia o wojnie, Europie, świecie i miłości. Rozmawiamy o samotności bohatera, podziałach klasowych, jarmarcznym postrzeganiu Śląska oraz serialu „Król” na podstawie książki Szczepana Twardocha, który już wkrótce pojawi się na ekranach dzięki Canal+.

  • Prof. Krzysztof Łęcki: „Szczepan Twardoch nie jest gejzerem, jest wulkanem tematów”

    Już za kilkanaście dni premiera „Pokory” Szczepana Twardocha. Książki, którą pisarz zadedykował Krzysztofowi Łęckiemu. Spotkałem się więc z profesorem, spytałem o kulisy tej dedykacji, o kolejne pomysły Szczepana na książki, a także o to, jak Krzysztof Łęcki ocenia „Pokorę”. Doszliśmy też do wniosku, że najnowszą powieść śląskiego pisarza powinien przeczytać każdy Polak, który chce zrozumieć Ślązaka. Premiera już 16 września.

  • „Zawsze chciałem napisać książkę o UFO”

    Powiem szczerze, że gdy dwa lata temu Łukasz Orbitowski opowiedział mi o tematyce swojej najnowszej książki, czyli o objawieniach maryjnych, to byłem przekonany, że właśnie padłem ofiarą kiepskiego żartu. Jak się to wszystko potem potoczyło – wiemy. „Kult” okazał się kapitalną książką, którą zresztą umieściłem wśród najlepszych książek 2019 roku. Przyznacie, że miałem prawo poczuć się dość nieswojo, gdy kilka dni temu Łukasz powiedział, że… chce napisać książkę o UFO. Mam nadzieję, że efekt będzie podobny jak z „Kultem”, ale o tym przekonamy się wiosną przyszłego roku, bo wtedy ma pojawić się w księgarniach „Chodź ze mną”. Rozmawiamy też o śmierci Jerzego Pilcha, a także o „Pokorze” – nadchodzącej książce Szczepana Twardocha.