Tag: Wydawnictwo Albatros

  • Jezus jak Herkules Poirot, czyli Yann Martel w rozmowie ze smakksiazki.pl

    Ten sympatyczny szympans, który spogląda na Was ze zdjęcia głównego, to być może jeden z bohaterów najnowszej książki Yanna Martela. „Wysokie góry Portugalii” to opowieść o miłości, przemijaniu, śmierci. Momentami smutna, chwilami rozbawiająca do łez. Przeczytajcie krótką rozmowę o najnowszym tytule, a także o innych, ponadczasowych tematach. 

    Śmierć to stały element pana powieści. Ten temat powraca także w „Wysokich górach Portugalii”. Dlaczego akurat motyw wciąż się pojawia?

    Nie jestem pewien, to chyba naturalna skłonność. Być może rezultat moich studiów filozoficznych. Inną przyczyną może być wieloletni wolontariat w centrum opieki paliatywnej. Nie jestem ponurakiem ani też jakimś szczególnym wielbicielem makabry, ale mam takie spostrzeżenie, że wartość życia doceniamy najbardziej w obliczu śmierci. Życie, które ignoruje obecność śmierci, staje się błahe, pozbawione głębi. Patrzeć w twarz śmierci to rozumieć znaczenie życia, a z tego zrozumienia płynie akceptacja i satysfakcja.

    Dlaczego zdecydował się pan osadzić akcję powieści w Portugalii? Wiążą się z tym krajem jakieś szczególne wspomnienia?

    Tym razem, inaczej niż w przypadku „Życia Pi”, gdzie Indie były po prostu częścią historii, lub książki „Beatrycze i Wergili”, w której metafora narzucała umiejscowienie opowieści, osadzenie akcji „Wysokich gór Portugalii” było w znacznej mierze dziełem przypadku. Temat powieści, czyli zmaganie z cierpieniem, jest na tyle uniwersalny, że wydarzenia mogłyby właściwie rozgrywać się w dowolnym miejscu na świecie. Mam jednak wielki sentyment do Portugalii – wybrałem się tam w pierwszą w moim życiu samotną podróż z plecakiem i jakąś część tego kraju noszę w sobie do dziś.

    Porównanie Herkulesa Poirota do Jezusa Chrystusa nie jest nieco ryzykowne?

    Cóż, ta daleko idąca paralela, która pojawia się w książce, może wydawać się zaskakująca, jednak śmierć – jej bliskość i życie w jej cieniu – łączy obydwie postaci. Chrystus pokonuje śmierć przez zmartwychwstanie, Agatha Christie czyni z niej najwyższej klasy rozrywkę. Zbawiciel i detektyw oswajają śmierć i sprawiają, że staje się ona mniej przerażająca.

    Będę szczery, moim ulubionym bohaterem tej książki jest Odo, który staje się ważną częścią życia Petera. Jest tu też druga małpa, ta ukrzyżowana przez ojca Ulissesa. Dlaczego właśnie małpy?

    Zależało mi na zwierzęciu, które jest biologicznie jak najbliższe człowiekowi. Jeśli Bóg stał się człowiekiem – a fundamentem chrześcijaństwa jest przekonanie, że tak się właśnie stało – to stał się także zwierzęciem, jako że my ludzie dzielimy ze zwierzętami znaczną część materiału genetycznego, przy czym z szympansami aż 98,8%. Jeśli w człowieku jest choćby najmniejszy pierwiastek boski, to jest on też w zwierzęciu. A jeśli Bóg umarł na krzyżu za nas ludzi, to umarł też za wszystkie inne żywe stworzenia, a Jego cierpienie jest nie tylko cierpieniem ludzkim, ale też cierpieniem zwierząt. Choć różnimy się od zwierząt, jesteśmy z nimi związani bardziej, niż się pozornie wydaje.

    Czy Agatha Christie jest Pana ulubioną pisarką?

    Tak. W swoich książkach Christie osiąga dokładnie to, co osiągnąć zamierza. Tylko czytając jej opowiadania, byłem czasami w stanie odgadnąć, kto okaże się mordercą. W jej powieściach tożsamość mordercy pozostaje zagadką aż do samego końca. Czy nie tak samo jest w życiu? Miejsce, czas i okoliczności naszej śmierci są do końca nieznane. W tej bliskości śmierci, życiu w jej cieniu, jest coś prawdziwie religijnego.

    Literacki Nobel dla Alice Munro i Nagroda Bookera, którą pan otrzymał, miały duże znaczenie dla Kanadyjczyków i literatury kanadyjskiej?

    Nagroda Nobla w dziedzinie literatury to wielki zaszczyt dla Kanady – Polacy zdobyli ją aż trzy razy, Munro jest pierwszą kanadyjską laureatką tego prestiżowego wyróżnienia. Jeśli chodzi o mojego Bookera, to dzięki tej nagrodzie „Życie Pi” dotarło do ogromnej rzeszy czytelników.

    Zna pan jakichś polskich pisarzy, lubi pan polską literaturę?

    Czytałem poezje Szymborskiej i Miłosza, trochę prozy Gombrowicza i Kapuścińskiego.

    Jakie wrażenia z pobytu w Polsce? 

    Polska to fascynujący kraj, o wiele większy i geograficznie bardziej zróżnicowany niż się spodziewałem. Macie wspaniałą kulturą i bardzo skomplikowaną, smutną historię.

  • Bigos, latająca prezerwatywa i książki Kinga.

    Najpierw chciałem Wam zaserwować 15-minutowy wywiad z Grahamem Mastertonem. Nikt by tego pewnie nie obejrzał, bo kwadrans to jednak kawał czasu. Szczególnie w sieci. Podzieliłem więc rozmowę na kilka osobnych plików. Każdy więc kliknie sobie w to, co go interesuje. Ja Was nie wkurzam, Wy oglądacie co chcecie. Rozmawialiśmy o Stephenie Kingu, prezentach od fanów, polskim jedzeniu i książkach o seksie. Smacznego. 

    O bigosie i innych smacznych potrawach:

     

    Wiecie o tym, że Masterton i King nigdy się nie poznali? Co więcej, Masterton…albo nie, zobaczcie sami 😉 

     

    Jak pewnie wiecie, Masterton napisał blisko 30 książek o seksie. Będą kolejne? 

     

    I na koniec prawdziwa torpeda. Jak się domyślacie, Graham dostaje sporo prezentów od fanów. Jaki był najdziwniejszy? 

  • Lee Child ciągle w formie.

    Nawet nie majcie pojęcia jak Wam zazdroszczę. Jesteście jeszcze przed lekturą „Stu milionów dolarów”. Słuchajcie, wciągnie Was na amen i nie wypuści do ostatniej strony, a na końcu powiecie, że chcecie jeszcze i jeszcze. Premiera już 11 stycznia. Lepiej, żebyście wzięli urlop, po co zawalać pracę.

    Nie przez przypadek na świecie sprzedało się ponad 100 milionów (przypadek?) książek Lee Childa. Również nie przez przypadek Jack Reacher stał się bohaterem i ikoną popkultury. Blisko dwa metry wzrostu, około stu kilogramów żywej wagi, blond włosy i niebieskie oczy − oto jego cechy charakterystyczne. Kurtka 3XLT, jedna koszula na grzbiecie oraz szczoteczka do zębów służą mu za cały ekwipunek. Reacher jest człowiekiem od rozwiązywania problemów: pojawia się, robi, co trzeba, i znika. To ostatni sprawiedliwy, kierujący się prostymi zasadami i trwający niezmiennie przy wyznawanych przed siebie wartościach: honorze, prawdzie i sprawiedliwości. O najnowszej książce więcej przeczytacie tutaj, a z  okazji zbliżającej się premiery „100 milionów dolarów”, przypominam Wam fragment mojej rozmowy z Lee Childem, praktycznie dokładnie sprzed roku. 

    Jackowi Reacherowi starczy jeszcze siły na wiele książek, w których strzela, ucieka, uwodzi kobiety? Przecież wszystkie te zajęcia wymagają kondycji nastolatka.

    Reacher nigdy nie biega; jest za ciężki na sprintera.  Co do reszty? Nie wierzę, że powinno być ograniczenie wiekowe co do uwodzenia kobiet … lub też do czynienia rzeczy właściwych. Musimy poczekać I zobaczyć co się stanie kiedy się zestarzeje.

    Jak wyglądały Pana relacje z Tomem Cruisem, który wcielił się w rolę Jacka Reachera? Jest Pan zadowolony z efektu?

    Zostawiam robienie filmów fachowcom. Byłem zawsze mile widzianym gościem na planie, Tom i inni producenci sprawiali, że zawsze czułem sie tam dobrze (mam małe role w , „Jack Reacher” i „Jack Reacher: Never Go Back” , który wchodzi na ekrany kin jesienią). Jestem bardzo zadowolony z pierwszego filmu i bardzo się cieszę na oglądanie następnego.

    Pana ulubieni pisarze, również kryminałów?

    Mówiąc szczerze jest ich zbyt wielu aby tu wszyskich wymienić.

    Kiedy planuje Pan przyjazd do Polski?

    Te decyzje należą całkowicie do mojego wydawcy. Bardzo bym chciał odwiedzić Polskę.

    Przy pisaniu książek sporo Pan podróżuje po miejscach, w których osadza Pan książkę?

    Nie podróżuję dla badań do książki. Ale ogólnie dużo podróżuję, I zawsze dużo podróżowałem. Kiedy piszę I potrzebuje miejsca, które wygląda w określony sposób przypominam sobie miejsce, w którym byłem przed laty I korzystam ze wspomnień.

    Możemy porównać Jacka Reachera, np. do Kurta Wallandera ?

    Można porównywać jak się komu podoba… albo lepiej, przeciwstawić. Reacher nie ma pracy, ani rodziny (poza bratem w pierwszych częściach), nie nosi też w sobie żalu. Jest właściwie wolny od poczucia winy.   

    Wśród pisarzy ma pan kolegów, czy traktuje ich pan w kategorii rywali?

    Środowisko pisarzy, a zwłaszcza pisarzy kryminałów, to wspaniała grupa utalentowanych ludzi I uważam ich wszystkich za przyjaciół.

  • „Wiedziałem, że maczeta z Ghany mi się przyda”, powiedział mi ostatnio sąsiad. Alex Marwood dla smakksiazki.pl

    Pseudonim literacki zaczerpnęła od nazwiska swojej praprababci. Fabułę swojej najnowszej książki, chociaż to trudne do wyobrażenia, oparła na rzeczywistej historii. Ostatnio zauważyła, że jej sąsiad używa maczety, a sama jest fanką serialu „Dexter”. Przed wami Alex Marwood i jej najnowsza książka, czyli „Zabójca z sąsiedztwa”. 

    alex-marwood-zabojca-z-sasiedztwa1Pani sąsiedzi czytali książkę? Jeśli tak, to czy nadal żyjecie w dobrych relacjach?

    Haha – tak! Chyba czworo z nich ją przeczytało i nie mają pretensji! Mam aktualnie bardzo dobre stosunki z sąsiadami; kilkoro z nich jest nawet moimi dobrymi przyjaciółmi. Wahałam się czy dać to mojemu sąsiadowi z dołu, bo pomysł na książkę przyszedł mi do głowy kiedy zapchały się jego odpływy, ale na szczęście, nie miał z książką problemu. Chociaż, ostatnio wróciłam do domu i zastałam go przed domem wycinającego chwasty metrową maczetą. „Czy to jest maczeta?” zapytałam. „Tak, pochodzi z Ghany”, odpowiedział. „Wiedziałem, że się przyda.” Potem uniósł brwi i dodał „tak naprawdę to trochę jak w twojej książce.”

    Jaki był w ogóle pomysł na fabułę, chciała Pani pokazać, że w Londynie każdy może być tym złym?

    Pomysł był luźno oparty na przypadku Dennisa Nilsena, jednego z najbardziej znanych londyńskich seryjnych morderców. We wczesnych latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku zamordował 14 młodych mężczyzn we wspólnym domu, takim jak ten w książce. Pokroił ich, ugotował i pozbył się ich spuszczając w toalecie. W końcu wpadł, gdy jego odpływy zapchały się tkanką tłuszczową. Co mnie zawsze fascynowało to fakt, że żaden z jego sąsiadów niczego nie zauważył, mimo, że musiały dobiegać stamtąd jakieś odgłosy czy zapachy. Książka tak naprawdę jest o miejskiej samotności i okolicznościach, które ją tworzą. Miasto takie jak Londyn jest tak zatłoczone – do mojego mieszkania bezpośrednio przylega dziewięć innych – że trzeba nauczyć się udawać, że nie wiesz co robią twoi sąsiedzi, bo wszyscy by zwariowali.. Jak już mówiłam, przyjaźnię się z moimi sąsiadami ale często udajemy że nie zdajemy sobie sprawy ze swojej obecności. Bawiłam się samą koncepcją mordercy. Niektórzy czytelnicy nie zrozumieli tego mówiąc, że zgadli kto jest mordercą. W ogóle nie zauważyli, że pod koniec książki jest więcej niż jeden morderca.

     Każda z postaci skrywa jakiś mroczny sekret. Są indywidualnościami, którym przez przypadek przyszło żyć w tym samym miejscu. To dlatego decydują się na współpracę?

    Tak – pod koniec wszyscy mają dużo do stracenia robiąc inaczej (przepraszam, staram się unikać spoilerów) – i jedna osoba w grupie stara się tak manipulować tym faktem żeby osiągnąć swój cel. Ale już w tym momencie, ze względu na instynkt Vesty i talent do tworzenia społeczności, kiedy przychodzi kryzys,to między nimi istnieją już relacje, które powodują, że są bardziej skorzy do chronienia się nawzajem. Gdy już przeszli razem przez próbę ognia, to ich więzi – choć woleliby żeby to nigdy nie miało miejsca – stają się mocniejsze.

    Kto jest Pani ulubionym bohaterem? Dla mnie Cher jest postacią, z którą sympatyzuję najbardziej.

    Tak naprawdę są dwie. Choć wydaje się, że śledzimy Collette, to dla mnie tak naprawdę historia Cher i Vesty jest najciekawsza. Te dwie osoby, które los pozbawił tego, czego naprawdę potrzebują czyli rodziny, poprzez ciemność odnajdują drogę do siebie i do nieortodoksyjnej wizji happy endu – albo przynajmniej szczęśliwego nowego początku. Bardzo je obie pokochałam kiedy je pisałam. Są duszą tej książki.

    Sądzi Pani, nie licząc przykładu, który podała Pani na początku, że taka fabuła nadal jest możliwa w realnym świecie? Ludzie potrafią ze sobą współpracować przy okazji śmierci ich wroga, ukryć jego ciało, itd.?

    Podejrzewam, że dzieje się tak cały czas. Nie śledziłam ostatnio statystyk osób zaginionych w Wielkiej Brytanii, ale kiedy ostatnio je przeglądałam, to każdego roku tysiące ludzi po prostu rozpływa się w powietrzu. Myślę, że wielu z nich, mimo bardzo daleko posuniętej inwigilacji elektronicznej, przeprowadza się do nowego miasta, zmienia nazwisko, ale przecież nie wszyscy. Zwłaszcza na niższych szczeblach drabiny ekonomicznej, gdzie ludzie żyją w większości za gotówkę, można łatwo zostać pominiętym. I szczerze mówiąc, jeżeli nie ma kto zrobić zamieszania, to policja jest szczęśliwa mogąc uznać, że to co wygląda na wypadek albo samobójstwo faktycznie nim jest. To jest bardzo smutne, ale prawdziwe i myślę, że była to jedna z tych rzeczy którą chciałam omówić w książęce. Każdy w tym domu mógł zniknąć, a reszta by się tym nie przejęła.

    Jak możemy opisać Thomasa, który jest cichym spokojny, ale tak naprawdę skrywa największy sekret?

    Samotny. Jest bardzo samotnym człowiekiem. To nie samotność powoduje usterkę w funkcjonowaniu mózgu i sprawia, że robi to co robi, ale ona z pewnością „karmi” jego działania. Podczas gdy Vesta równie mocno cierpi z powodu samotności, jej reakcją jest znalezienie sposobu by dawać miłość, a nie tak jak w jego przypadku znajdować sposoby by kimś zawładnąć. Ale każdy człowiek jest inny i nikt nie jest w 100% dobry albo zły, dlatego sprawiłam, że Thomas uratował Cher. Dennis Nilsen był niezmordowanym bojownikiem o prawa pracowników. Był powszechnie szanowany przez swoich kolegów. Poczynania niektórych znanych seryjnych morderców były wielkim szokiem dla ich oddanych rodzin.

    Strzelam w ciemno. Jest Pani fanką serialu „Dexter”.

     Tak! I książki też uwielbiam. Najbardziej lubię w nich to, że są takie zabawne, pełne czarnego humoru. Również „Most nad Sundem”, który jest moim ulubionym serialem. Można naprawdę zgłębić bardzo mroczne tematy, jeśli dorzuci się trochę komedii, przynajmniej takiej subtelnej komedii wynikającej z irracjonalnego myślenia – nawet Stephen King to robi od czasu do czasu.

    alex-marwood-author-picOdbiegając nieco od książki, dlaczego zdecydowała się Pani na pisanie pod pseudonimem?

    Wydałam cztery książki pod własnym nazwiskiem, ale moja pierwsza, która została bestsellerem, została wydana jako literatura kobieca. I choć z książki na książkę moje historie były coraz mroczniejsze, to ciągle byłam pisarką kobiecą, a niestety ciągle jest dużo snobizmu jeśli chodzi o gatunki literackie czytane przez kobiety. Wielu moich znajomych uprawia ten gatunek z dużymi sukcesami i bardzo szanuję ich pracę, ale kiedy twój wydawca odwraca się i mówi „to nie pasuje do okładki, którą wymyśliliśmy”, to wiesz, że doszłaś do końca drogi. Wybrałam Alex Marwood, bo chciałam żeby nie było wiadomo czy to mężczyzna czy kobieta. Moje własne imię, Serena, było zdecydowanie częścią problemu. No i Marwood jest zdecydowanie łatwiejsze do prawidłowego wymówienia niż moje nazwisko, Mackesy, które jest irlandzkie i sprawia różnorakie problemy angielskim mózgom. To nazwisko mojej praprababci. Pochodziła z domu w północnej Anglii, w którym jej rodzina została odnotowana już w Domesday Book, który był pierwszym spisem ludności od upadku Imperium Rzymskiego, została napisana w 1086 roku. Ciągle tam mieszkają – po tysiącu lat. 

    Co sprawia, że historia jest dobra, że książka wciąga?

    Szczerość, uczciwość wobec bohaterów i zrozumienie decyzji, które podjęliby w sytuacjach, w których ich stawiasz. Nie musisz lubić tych bohaterów ani im współczuć, ale muszą cię interesować. W zasadzie mówię, że „postać” jest najważniejsza. O, i nie oszukiwanie w zakończeniu. Nie musisz pięknie wykończyć każdego wątku i zaserwować sprawiedliwości na talerzu. Ale musisz mieć dobre rozwiązanie. I nie wprowadzać kogoś, kogo nie było przez całą książkę jako winowajcę.

    Nie mogę nie spytać o wynik wyborów w USA. Zaskoczenie?

    O Boże, to jedno z tych pytań, które mogą być podstawą książki. Jestem tym głęboko poruszona, ale jestem też poruszona różnymi politycznymi wydarzeniami na całym świecie. Teraz, kiedy minęło już kilka dni, ochłonęłam i mogłam się nad tym zastanowić, okazuje się, że jestem bardzo zmartwiona z różnych powodów. Aktualnie czytam książkę psychologiczną z 2000 roku o sektach politycznych i o tym, jak działają. Wydaje się dla mnie jasne, że zarówno lewica jak i prawica pogrążyły się w sekciarskim zachowaniu. Prawica, przynajmniej w Ameryce, jest pod ogromnym wpływem Kościołów Ewangelickich, które mają okropne poglądy, ale nie bardziej okropne niż ekstremistyczny Islam. Zakłócenia spowodowane globalizacją i światowy kryzys spowodowały, że wielu ludzi szuka odpowiedzi, które jeszcze nie istnieją. A ludzie lubią mieć pewność, ponieważ lubią upraszczać sprawy, więc w niepewnym świecie wszyscy poczuli się podatni na te wszystkie zmiany. „Paranoja,” mówi książka, „jest najbardziej podobna do mechanizmu perpetuum mobile.” I to, wziąwszy pod uwagę paranoję, którą wzbudził Trump w swojej kampanii, jest istotą problemu. Ale lewica też odniosła się do tego trendu głosząc „kto się z nami nie zgadza jest zły”, co zostawia nas z niczym. Mam poczucie obezwładniającego strachu. Staram się mieć to pod kontrolą, zachęcać do dialogu i rozmowy, a nie do wyzwisk i krzyków.

    zdjęcie główne: David Dipert/Unsplash.com

  • „Fabuła mojej najnowszej książki? Po prostu mi się przyśniła”. Tess Gerritsen dla smakksiazki.pl

    Zbierała pieniądze na budowę kostnicy, zamordowała kota, nie oglądała bajek dla dzieci. Wolała horrory. To Tess Gerritsen w skrócie. Łapcie rozmówkę z amerykańską autorką, której książki przełożono na dwadzieścia języków. Polki i Polacy zaczytują się w jej najnowszej powieści „Igrając z ogniem”. Łapcie rozmówkę z Tess Gerritsen.

    d_3629Nawiązując do okładki „Igrając z ogniem” nasuwa się od razu pytanie, jak ważna jest dla Pani muzyka?

    Muzyka jest bardzo ważną częścią mojego życia. Nauczyłam się grać na pianinie, kiedy miałam sześć lat. Rok później umiałam już grać na skrzypcach. Większość moich przyjaciół to muzycy, do tej pory spotykamy się i wspólnie gramy.

    W Pani najnowszej książce skrzypaczka trafia na nuty niezwykłego walca. Kiedy zaczyna go grać, z jej małą córką zaczyna się dziać coś dziwnego. Skąd pomysł na właśnie taką fabułę?

    Wiem, że to może głupio zabrzmieć, ale to wszystko mi się przyśniło. To właśnie dzięki snom wiedziałam co napisać. To jest historia o sile muzyki. O tym, że muzyka może zmienić czyjeś życie, nawet kilka pokoleń po tym gdy powstała. Dla mnie muzyka jest językiem i jeśli jest smutna, to smucą się ludzie na całym świecie. To nieprawdopodobna siła, która nie potrzebuje słów.

    Pani matka wyjechała z Chin do USA i angielskiego uczyła się z horrorów. Na swoim profilu facebookowym napisała Pani, że gdy wszystkie dzieci oglądały bajki Disneya, to mała Tess była wychowywana właśnie wśród horrorów. To wpłynęło w jakiś sposób na Pani pisanie?

    No tak, rzeczywiście tak było (śmiech). Nauczyłam się, że strach przy oglądaniu horroru, to także element rozrywki. Więc tak, można powiedzieć, że te filmy miały decydujący wpływ na to kim teraz jestem.

    Z zupełnie innej beczki. Lubi Pani koty?

    Czy lubię koty? Tak, lubię…dlaczego Pan pyta? Już wiem, dlatego, że w najnowszej książce zabiłam jednego z nich?

    Właśnie dlatego.

    Naprawdę, uwielbiam koty, ale to była kwestia fabuły. Utwór, który gra w książce Julia sprawiał, że jej córka stała się brutalnym dzieckiem. Wpadła więc w szał i zabiła kota. Mogła zabić chomika, świnkę morską, psa. Ja wybrałam kota.

    Nie wszyscy wiedzą, ale udziela się też Pani w działalności dobroczynnej. W 2011 roku wsparła Pani akcję zbierania pieniędzy na kostnicę w Dundee. Każdy z internautów mógł wpłacić funta na jednego z pisarzy. Do wyboru był między innymi Lee Child, Harlan Coben, a także Pani. Dlaczego wzięła Pani w tym udział?

    Zaangażowałam się, bo przecież kostnica to jest ostatnia rzecz, na którą ludzie chcą wydać pieniądze. Nikt nie chce finansować umarłych, oni nikogo nie obchodzą, oprócz pisarzy, oczywiście. Bardzo się cieszyłam, że mnie zaproszono do tego projektu i finalnie udało się zebrać całą kwotę.

    Często pytam autorów o ich ulubione okładki własnych książek. Ma Pani jakieś swoje ulubione?

    Uważam, że amerykańska okładka „Igrając z ogniem” jest piękna. (Okładka poniżej).

    playing-with-fire gerritsen-tess

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Zdjęcie autorki: Wydawnictwo Albatros/Leonardo Cendamo