Kategoria: Aktualności

  • „Mój główny bohater to skrzyżowanie Marlowa z Dr Housem”. Igor Brejdygant opowiada o „Paradoksie”.

    W filmie „Vinci” zagrał kierowcę autokaru, był scenarzystą „Na dobre i na złe”, „Zbrodni”, ale też współpracował przy reżyserowaniu „Pułkownika Kwiatkowskiego”. Na podstawie scenariusza serialu „Paradoks” napisał kryminał o tym samym tytule. O Bogusławie Lindzie, inspiracjach, odnajdywaniu się w roli pisarza – o tym wszystkim opowiada Igor Brejdygant. 

     

    paradoks_front_1Paradoks” to Pański debiut powieściowy. Jak scenarzysta filmowy odnalazł się w roli pisarza?

    Scenariusz filmowy to oprócz wielu innych różnic wobec powieści forma, w której scenarzysta musi się dosyć ograniczać. Na temat świata przedstawianego, na temat relacji między bohaterami, ich uwarunkowań psychicznych, oraz na temat tego, co ich otacza, wie tak naprawdę znacznie więcej, niż może przekazać. Forma scenariuszowa jest bardzo ascetyczna, kilkuzdaniowe didaskalia na temat tego gdzie i kiedy rzecz się dzieje, opis działań bohaterów plus dialog to wszystko, co scenarzyści mają do dyspozycji jako narzędzia do opisania świata. Powieść to miejsce, w którym wreszcie możemy opowiedzieć wszystko to, czego nie mogliśmy opowiedzieć w scenariuszu. Odpowiadając więc na pytanie, w powieści jako scenarzysta odnalazłem się z pewną satysfakcją, a nawet ulgą, choć oczywiście jej napisanie było niezwykle pracochłonne.

    W serialu w rolę głównego bohatera, Marka Kaszowskiego, wcielił się Bogusław Linda. Czy właśnie tak wyobrażał Pan sobie tę postać?

    Z odpowiedzią na to pytanie wiąże się pewna zabawna anegdota, którą, jak sądzę, z powodzeniem mogę przytoczyć zamiast udzielać odpowiedzi wprost. Otóż, w czasie jednego ze spotkań z widzami po emisji serialu „Paradoks”, ktoś z widowni zapytał mnie, czy pisząc scenariusz do Paradoksu myślałem o Bogusławie Lindzie jako o tym, kto zagra rolę komisarza Kaszowskiego. Po krótkim namyśle odpowiedziałem, że wprawdzie pisząc nie myślałem kryteriami obsadowymi, a komisarz Kaszowski to po prostu ja, taki jakim chciałbym się widzieć powiedzmy za 10 lat, ale z drugiej strony, jako, że Bogusław Linda od czasów „Przypadku” Kieślowskiego, „Kobiety samotnej”, a także „Psów” był idolem mojej młodości, to w pewnym sensie idealizując siebie przy tworzeniu postaci Kaszowskiego, obsadziłem go siłą rzeczy Lindą.

    boczne_1

    Joanna Majewska trafia do wydziału zabójstw, ponieważ otrzymuje zlecenie, by sprawdzić, czy inspektor Kaszowski nie dopuścił się nieprawidłowości w prowadzonych śledztwach. To dwie całkowicie różne osoby, które odmiennie podchodzą do swoich obowiązków. A jednak znajdą porozumienie…

    Owszem, ale zajmuje im to długie miesiące i muszą przejść w drodze do zaakceptowania siebie nawzajem kawał drogi, na której pokonują wiele przeszkód w postaci własnych przekonań, przyzwyczajeń, często zasad. Uważam, że nie ma nic piękniejszego od tego, gdy ludzie różniący się w wielu obszarach spotykają się na drodze koncyliacji i zrozumienia. Wydaje mi się, że, żeby to mogło się dokonać, najlepiej jest spróbować zrozumieć najgłębsze motywacje drugiej osoby i uzbroić się w wyrozumiałość. Kiedy udaje nam się to w kontakcie z innym człowiekiem, otrzymujemy wielki bonus, bo później niejako z automatu łatwiej nam jest także zaakceptować samych siebie. Kaszowskiemu i Majewskiej w końcu to się udaje z zyskiem, jak sądzę, dla nich obojga i dla kształtu całej opowieści.

    Sprawa zabójcy młodych kobiet, śmierć w szpitalu psychiatrycznym, samobójstwo księdza – to niektóre ze spraw, nad którymi pracuje Marek Kaszowski. Gdzie szuka Pan tematów i inspiracji do pisania?

    Zasadniczo w głowie, ale ta nie funkcjonuje przecież w pustce tylko co dzień na okrągło bombardowana jest milionami informacji, historii, które często wpadają do niej nawet w sposób niekoniecznie zauważony, ale później wrastają, łączą się z innymi, kiełkują i przy dobrych wiatrach wyrastają do rangi pomysłów, którymi mam ochotę, a nawet często przymus wewnętrzny, podzielić się ze światem.

    d%c2%b3ugi-portret_1

    Pisząc scenariusz, a później książkę musiał Pan poznać tajniki pracy w policji. W jaki sposób odkrywał Pan ten świat i czy jest coś, co w nim Pana zaskoczyło?

    W czasie pisania scenariusza współpracowałem z policjantami konsultantami. Najbardziej zaskoczyło mnie, a nawet poruszyło, kiedy jeden z nich powiedział mi, że lubi ten serial, ponieważ on odkrywa pewną ważną prawdę o pracy policjanta śledczego zajmującego się morderstwami. Otóż policjant taki w gruncie rzeczy ma ogromną władzę wynikającą z tego, że jeśli po rozważeniu w sobie wszystkich za i przeciw uzna kogoś za potencjalnie winnego przestępstwa i godnego poniesienia kary, to tak naprawdę on, a nie prokurator czy sędzia, decyduje o dalszym losie takiego człowieka. Bardzo odpowiedzialna praca, w której niezwykle ważne jest, żeby owo rozważenie w sobie przebiegło w jak najwłaściwszy sposób.

    Czy Kaszowski ma jakiś literacki pierwowzór? Jakie książki Pan czytuje?

    Książki czytuję wszelakie, również kryminały, acz nie stanowią one głównej pozycji w kanonie moich lektur. Przed wielu laty lubiłem bardzo chandlerowskiego Marlowa, może on siedzi w mojej głowie jako swoisty wzorzec policjanta czy raczej detektywa? W Kaszowskim jest też jednak niewątpliwie trochę z serialowego Dr Housa, jeśli bliżej mu się przyjrzeć.

    Czy ogląda Pan także inne seriale telewizyjne oprócz „Dr House’a”? Czy jest wśród nich taki, o którym Pan pomyślał – „szkoda, że nie ja pisałem ten scenariusz”?

    Oglądam seriale i o ile w lekturach książkowych kryminał nie jest u mnie gatunkiem wiodącym, to już w przypadku seriali rzeczywiście głównie oglądam albo seriale kryminalne, albo jeszcze lepiej szpiegowskie. Żałuję trochę, że nie piszę „Homelandu”, ale z drugiej strony, jest to serial pisany tak precyzyjnie i ma tyle poziomów narracji, że nie jestem pewien, czy bym podołał.

    Nad czym Pan teraz pracuje? Nowa książka czy scenariusz filmowy?

    Jedno i drugie. Piszę scenariusz do nowej produkcji serialowej TVN pod tytułem „Belle epogue”, do której zdjęcia rozpoczęły się już we wrześniu, a jednocześnie zaczynam pracę nad kolejną powieścią, do której napisania zaprosiły mnie także tym razem Marginesy. Powieść będzie się nazywała „Mgła”, będzie kryminalna, ale też społeczna i obyczajowa. W największym skrócie „Mgła” będzie opisywała losy trójki ludzi, policjantki o bardzo skomplikowanych życiowych losach i nie mniej skomplikowanej osobowości, seryjnego mordercy psychopaty o osobowości skomplikowanej z definicji i losy młodej dziewczyny będącej kolejną planowaną ofiarą tego ostatniego. Napędem dramaturgicznym historii będzie zaś wyścig pomiędzy policjantką a seryjnym mordercą, wyścig o mord lub ocalenie, wyścig, na mecie którego czekać będzie owa młoda, kolejna, potencjalna ofiara zbrodniarza.

    zdjęcia: Magdalena Wolna

  • Bob Dylan z literackim Noblem. Co na to ludzie ze świata książek?

    Jakub Ćwiek, pisarz:

    Jestem zachwycony tym, że komisja noblowska doceniła Dylana, który jak dla mnie jest wcieleniem idei Rock&Read – niech słowa i opowieści niosą się głośno i zostają całymi frazami w sercu. Cieszy mnie, że tym wyborem powiedziano: nie medium jest kluczowe, a opowieść, a ważny, odautorski komentarz wobec rzeczywistości wyrażony umiejętnie dobranym językiem. Także Dylan cieszy. A ja czekam na Nobla dla komiksu.

    Marta Guzowska, pisarka:

    W zeszłym roku reportaż, w tym poezja. Czy Anno 2016 ogłaszamy, że powieść umarła?

    Piotr Bratkowski, szef działu kultury w „Newsweeku”:

    Nikt rozsądny nie może mieć wątpliwości, że Noblem uhonorowano nie tylko jednego z największych artystów XX wieku, ale i – jednego z najważniejszych artystów naszych czasów. Różniącego się od poetów usankcjonowanych akademicko tylko tym, że swoje wiersze śpiewa. Przed laty zaśpiewał niby oczywistą frazę o tym, że „czas wszystko zmienia”. W Akademii Noblowskiej też przecież następuje powolna wymiana generacyjna; dla pokolenia, które obecnie decyduje o nagrodach, jest – przypuszczam – oczywiste, że najważniejszy pieśniarz XX wieku jest artystą co najmniej tej samej rangi,co poeta zaczerniający kartki papieru. I nie widzę w tej nagrodzie cienia populizmu.

    Małgorzata Omilanowska, była minister kultury:

    Doceniono wielki talent poetycki. Odważna, ale dobra decyzja. Cieszy mnie też radość polskich miłośników Dylana, a zwłaszcza niestrudzonego Filipa Łobodzińskiego.

    Anna Dziewit – Meller, pisarka:

    Chyba komitet noblowski odczuwa jakiś kryzys ostatnimi laty, skoro tak a nie inaczej nagradza, ale ja jako osoba z gruntu pełna miłości do muzyki cieszę się, bo to fajnie, że można posłuchać noblisty jak śpiewa.

    Łukasz Orbitowski, pisarz:

    Bob nie ma czterech oktaw, ale znakomite pióro. Nobel przyjmuje jako w pełni zasłużony lecz i jako dobrą wróżbę dla Marcina Świetlickiego. Dopowiem jeszcze ze nie ma co się podniecać bo po Dario Fo i Doris Lessing Nobla może dostać każdy. 

    Sylwia Chutnik, pisarka:

    Huraaaa!!!!

    Dla mnie muzyka i literatura SĄ równie ważne, dlatego z entuzjazmem przyjęłam informacje o Noblu dla Dylana. Rock ma wielka siłę oddziaływania zbiorowego, a literatura jest bardziej intymną, indywidualna przygodą. Dylan potrafi pisać teksty w ten sposób, ze śpiewając je przed tysięczną publicznością masz poczucie, że śpiewa dla Ciebie. Że opowiada coś ważnego.

    Tomasz Pietrzak, poeta:

    Chociaż nazwisko Dylana typowano od lat, to wybór zaskakuje. Akademia na ostatniej prostej zrobiła gwałtowny skręt i pojechała dziką drogą po literackich obrzeżach. Podobne zaskoczenie zafundowano w zeszłym roku, nagradzając doskonałą białoruską reporterkę. Mnie ten wybór cieszy i satysfakcjonuje, nie jest on ani nudny, ani banalny, aczkolwiek nie pozbawiony kontrowersji. Wielu postrzega bowiem Dylana wyłącznie poprzez jego muzykę, tymczasem jest to wybitny poeta, który od dekad ma ogromny wpływ na całe pokolenia literatów i muzyków na całym świecie.

    Justyna Czechowska, tłumaczka:

    Uważam, że to bardzo odświeżająca nagroda. Ludzie zamiast jęczeć, że trudna literatura, zaczną słychać dobrej muzyki. To dobre też dla wyborów w Ameryce. Wczoraj czytałam, że Amerykanie obrazili się na Akademię i maja ją w nosie. Ale skoro dostali, to może się ucieszą! Ta nagroda wspaniale świadczy o Akademii, że to nie żadna zastygła instytucja, ale idąca z duchem czasu grupa mądrych ludzi.

    Cezary Łazarewicz, dziennikarz, pisarz:

    Świetny, zaskakujący wybór. Gratuluję odwagi komitetowi noblowskiemu. A tych, którzy uważają, że Dylan nie ma nic wspólnego z literaturą, zachęcam by wysłuchali jego płyt. I niech traktują je jak audiobooki.

    Mariusz Sergiusz Przybyłek, pisarz:

    Cóż ja mogę powiedzieć. Jest mnóstwo doskonałych pisarzy i tylko jedna nagroda. Dlaczego w tym roku Bob Dylan a nie ktoś inny? Nie mam pojęcia. Może w komisji już nikomu nie chce się czytać i łatwiej posłuchać. Czy nie zasłużył? Zasłużył. Podobnie, z pewnością jak krocie innych, nienagrodzonych…

    Marcin Podlewski, pisarz:

    „There must be some way out of here” said the joker to the thief

    „There’s too much confusion”, I can’t get no relief

    Businessmen, they drink my wine, plowmen dig my earth

    None of them along the line know what any of it is worth.”

    Taki drobiazg. Kawałek „All Along the Watchtower” Dylana, rozreklamowany swojego czasu przez świetny serial „Battlestar Galactica”. Ale Bob to nie tylko błazen i złodziej, to nie tylko filozof uśmiechający się do nas zza ćmiącego peta, szepczący nam do ucha, że jest wielu spośród nas, którzy czują, że życie to tylko żart. Literacki Nobel dla Dylana jest uzasadniony choćby w tym względzie, że dowodzi, iż istnieją piosenki inteligentne – muzyczne poezje, literacki majstersztyk krótkiej formy. Na tle pompowanych, ogłupiających kawałków o miłości i wzięciu kogoś w aucie, za wąskim światkiem Agnieszek, co tu już nie mieszkają, bycia kobietą co nigdy, nigdy nie podda się i podskakujących Koreańczyków („umc, umc, gangnam style) jest bowiem świat światła, które nigdy nie odejdzie, dziewcząt, które są nieco większe od innych, świat Czarnej Gwiazdy i majorów Tomów, świat miłości, która znów nas rozdzieli, a nie połączy… i świat Dylana, który zasłużył na Nobla nie dlatego, że wypadało mu go dać. Zasłużył na niego, bo jest po prostu dobry.

    Tomasz Kowalski, pisarz:

    Mnie to cieszy. Doceniono twórcę, który utożsamiany jest (i słusznie) z muzyką, bluesową, rockową i jej wszystkimi odmianami . Oczywiście z jej najszlachetniejszym nurtem. Jego teksty i muzyka były inspiracją dla nieskończonej grupy muzyków rockowych, nie tylko w Stanach. Ta nagroda, to doskonały przyczynek do tego, by przyjrzeć się tekstom rockowym bardziej uważnie i nie oceniać piosenki jedynie przez pryzmat decybeli. Można przy tej okazji, na przykład zastanowić się, co się stało ze społeczeństwem, które nagle przestało szukać wartości w warstwie tekstowej utworu muzycznego, sprowadzając historię i morał piosenki do kilku jęknięć cycatej wokalistki. To tylko jeden element wart uwagi przy okazji tej nagrody. Inny to sam nagrodzony. Dylan to historia buntu młodych Amerykanów, przemian i konfliktów społecznych w XX wieku, a przede wszystkim bardzo nietuzinkowa postać w sztuce, mająca wpływ na popkulturę porównywalną z Andy Warhol’em. Warto przy tej okazji przypomnieć też film Todd’a Haynes’a „I’m not There” właśnie o Bobie Dylanie. Jak dla mnie, literacka nagroda Nobla dla Boba Dylana, jak najbardziej zasłużona i spokojnie potraktowałbym ją jako nagrodę za całokształt.

    fot: nobelprize.org

  • „Dobra zmiana? Nadal mnie to boli”. Tomasz Zimoch w rozmowie ze smakksiazki.pl

    Najbardziej rozpoznawalny głos polskiego sportu. Komentuje tak, że wystarczy zamknąć oczy i wyobrazić sobie boisko, skocznie narciarską, bieżnię. Tomasz Zimoch porozmawiał z nami o wielu fajnych rzeczach, które sukcesywnie będziemy wklejać. Było i o Legii Warszawa, o Lidze Mistrzów, ale nie mogło zabraknąć też tematu dobrej zmiany i rozstania Pana Tomka z Polskim Radiem. 

    W książce znajdziecie wiele anegdot nie tylko ze świata piłki nożnej. Po 38 latach pracy dziennikarza sportowego, tych opowieści nazbierało się naprawdę sporo. 

    Czy to koniec kariery komentatorskiej? Pewnie nie. Czy to była pierwsza i ostatnia książka? Pewnie też nie. 

    Mamy jeszcze kilka wątków rozmowy, przede wszystkim o sporcie. Czy Legia wygra z Realem Madryt? Co czeka polską reprezentację? W odpowiednich momentach będziemy wrzucać na profilu facebookowym wycinki z rozmowy. Książkę Tomasza Zimocha możecie kupić tutaj: https://fabulafraza.pl

  • Kokaina na szklanym ekranie.

    Dzieje się. Jakub Żulczyk poinformował na swoim facebookowym profilu, że „Ślepnąc od świateł” przeniesie się z papieru na ekran. Co, gdzie, kiedy? Zobaczcie wpis autora. 

    „Ponad dwuletnie prace nad adaptacją Ślepnąc od świateł zaowocują pierwszym klapsem na planie zdjęciowym już w listopadzie tego roku. Wszystkie sześć odcinków miniserialu reżyserować będzie Krzysztof Skonieczny, twórca „Hardkor Disko”. Scenariusz całości jest wspólnym dziełem Jakuba Żulczyka i Krzysztofa Skoniecznego.

    Sześć dni z życia dilera kokainy w trakcie świąt Bożego Narodzenia to materiał na thriller, czarne kino, z akcją, sensacją i mocnym, autorskim głosem – mówi Izabela Łopuch, [Head of Original Production HBO Polska]. Ale chcemy również, żeby ‘Ślepnąc od świateł’ było mocną, może nawet brutalną w swojej szczerości – ale wypełnioną także romantyzmem i czarnym humorem – elegią o Warszawie. Opowieścią o świecie, w którym wszelkie wartości zostały odrzucone, a ludzie ze swoimi uczuciami, marzeniami, brakiem kontaktu z samym sobą, dryfują w pustkę. Być może jedyną ucieczką z tej pustki jest przyznanie się przed samym sobą, kim jest się naprawdę.”

    NIE MOGĘ POWIEDZIEĆ WAM NIC WIĘCEJ, ALE CHYBA NA RAZIE WYSTARCZY.

     

  • „Kolejna powieść w 2018 roku, „Czerwony pająk” będzie rozgrywał się w Gdyni i okolicach”.

    Dopiero co pojawiły się „Lampiony”, a my już rozmawiamy o kolejnej powieści Kasi Bondy. To jednak nie wszystko, bo autorka podtrzymała swoją deklarację, że po skończeniu historii Saszy Załuskiej wróci w swoich książkach na Śląsk i do Zagłębia. Będzie się działo. Obejrzyjcie naszą rozmowę. 

  • Październikowe żniwa, czyli jesienny wysyp nowości.

    Październik jest miesiącem szczególnym. Dopiero co skończyły się Śląskie Targi Książki, za chwilę cały świat zjedzie do Frankfurtu, a na zakończenie miesiąca spotkamy się na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie. Nie może więc dziwić wysyp nowości. Przejrzeliśmy, poczytaliśmy o nich i przedstawiamy Wam nasze propozycje. Po co warto sięgnąć w październiku? Oto nasza odpowiedź. 

    twardoch_krol_m

    lampionykubisiowska_pilch_500pcx2118smutek_cinkciarza_front190097692 hillary clinton.inddt199740wajda-kronika-wypadkow-filmowychzacznij-kochac-dizajn-jak-kolekcjonowac-polska-sztuke-uzytkowa-b-iext44553907james_krotka-historia_mkrwawa-luna-390r-i-p-b-iext43203516szymborska_filipowicz_listy_500pcx2130617798678o90096017 historia nazistowskich obozow koncentracyjnych.indd605599124d_1562szesc-kobiet-w-sniegu-nie-liczac-suki-b-iext44577506herbich_dziewczyny-z-solidarnoscizapach_suszy_front12133miniaturesprzedawca-arbuzow-390paradoks-b-iext45601439d_3638polki-ktore-zadziwily-swiat2017-wojna-z-rosja-b-iext44636336herbert_chrzanowski_listy_500pcx0b41a12b49

  • „Życie jest czasem jak dansing. Bawimy się, bawimy, a tu nagle zawał serca”. Sylwia Chutnik opowiada o swojej najnowszej książce.

    Laureatka Paszportów Polityki, nominowana trzykrotnie do NIKE, autorka „Cwaniary”, „Jolanty”, a teraz „Smutku cinkciarza”. Sylwia Chutnik powraca z wesołą książką o zbrodni. Jaka jest fabuła? Zobaczcie sami:

    Opowieść zainspirowana jest śmiercią cinkciarza, którego zabił w windzie jego syn. Sprawa została umorzona we wrześniu 2015 roku. Nie udowodniono nikomu winy, ale wszelkie poszlaki na to wskazują, że była to sprawa rodzinna. Autorka przeniosła akcję z Trójmiasta do Warszawy i tradycyjnie dla serii, przedstawiła swoją wizję wydarzeń.

    Sylwia Chutnik podkreśla, że w książce zawarła liczne elementy autobiograficzne. Posłuchajcie zresztą sami.

    „Smutek cinkciarza” ukaże się na rynku już 26 października. Okładka prezentuje się tak:

    smutek_cinkciarza_front1

    Zdjęcie główne oraz zdjęcie okładki: Wydawnictwo Od Deski Do Deski

    Wideo: smakksiazki.pl

  • Jak zarobić fortunę na książkach? Pomoże literacki Nobel.

    Trzynasty dzień października. To będzie ważna data dla fanów literatury, bo właśnie wtedy zostanie przyznana Literacka Nagroda Nobla. Jak co roku nie brakuje spekulacji, komentarzy, a od jakiegoś czasu, do gry włączają się nawet bukmacherzy. Kto jest faworytem w tym roku? 

    Swoje typy przedstawiła firma Ladbrokes. Według jej ekspertów faworytem jest Haruki Murakami, na którego kurs wynosi 5/1. Oznacza to, że na japońskim pisarzu wiele zarobić się nie da. No chyba, że postawi się sporą kwotę. Nie obłowimy się też typując Adunisa (6/1) oraz na Philipa Rotha (7/1).

    Na kim można więc zarobić najwięcej? 

    Jeśli zdecydujemy się postawić pieniądze na Jamesa Kelmana, to w przypadku jego wygranej dostaniem sto razy więcej niż zainwestowaliśmy (100/1). Nie brakuje też polskiego akcentu. Jeśli Nobla zgarnie Adam Zagajewski, to możemy pomnożyć swój wkład 33-krotnie. Jeśli natomiast Olga Tokarczuk, to 50-krotnie.

    Wieczni faworyci

    Są nazwiska, które w zestawieniach faworytów pojawiają się co roku. Amos Oz, Milan Kundera, Bob Dylan, a do niedawna jeszcze, Umberto Eco. Kto więc sięgnie po wieczną sławę i pieniądze? Wytrzymajmy jeszcze nieco ponad tydzień.

  • Tego nie możecie przegapić. Eduardo Mendoza w Polsce!

    „Tajemnica zaginionej ślicznotki” to najnowsza książka, w której powraca ulubiony bohater stworzony przez Eduarda Mendozę – damski fryzjer. Najbardziej nieoczywisty detektyw powraca! Bardziej przenikliwy niż Poirot, skuteczniejszy niż James Bond, mądrzejszy od samego Sherlocka Holmesa – damski fryzjer we własnej osobie! Postanawia znów – tylko o wiele bardziej – rozbawić Was do łez.

    mendoza_tajemnicazaginionejslicznotki_500pcxWszystkich fanów katalońskiego pisarza zapraszamy na spotkania – w Warszawie i Krakowie.

    Warszawa, wtorek, 4 października, godz. 18, Księgarnia Matras ul. Solidarności 113.

    Kraków, czwartek 6 października, godz. 18, MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej, ul. Lipowa 4.
    Rozmowa w Krakowie odbędzie się w języku hiszpańskim. Zapewniamy polskie tłumaczenie. Liczba miejsc jest ograniczona. W przypadku większej liczby uczestników przeprowadzona będzie transmisja w kawiarni Muzeum i streaming online na stronie www.mocak.pl