Kategoria: Aktualności

  • Nadchodzi okres urodzaju. Po jakie premiery sięgnąć w najbliższym czasie?

    Kazik Staszewski w jednej ze swoich piosenek śpiewa tak: „wybrałem Cię spośród milionów, wybrałem tak jak mogłem wtedy najlepiej”. Jak z setek zbliżających się premier wybrać te najlepiej zapowiadające się tytuły? My już wiemy. Zobaczcie po co warto sięgnąć do końca września. 

    dziewiaty-grob-b-iext41105164

    damski-fryzjer-tom-5-tajemnica-zaginionej-slicznotki-b-iext3938589420375b72fd5c49Fiona Barton_Wdowa grzbiet 37.inddHouellebecq_Interwencje 2_m3dd8c58190cc0c04f7e9aae84403babd618bd940c3KiK-NP-Obled-Hegemona-072wanda_okladka_2_1bracia-burgess-390Kalanithi_Jeszcze jeden oddech_mEngelking_Lekcje-anatomii_mzszywka_druk
    90095910 akuszerka.inddminiatured_373014088450_1266431203389570_6166787766483527238_nvernon2_500px

  • „Gdyby nie pisanie felietonów, to pewnie jadłbym muchy w szpitalu psychiatrycznym”. Peadar de Burca dla smakksiazki.pl

    Pamiętacie piosenkę Stinga „Englishman in New York”? Pewnie tak. Zmieńmy więc słowa na Irishman in Gliwice i pojawi się Peadar de Burca, który mieszka tutaj już od 6 lat. Ma żonę, dzieci, obserwuje jacy jesteśmy my, Polacy. Swoje spostrzeżenia publikuje na łamach „Gazety Wyborczej”. Zbiór jego felietonów ukazał się też  jako książka „Uporczywie pogodne myśli”. Jaka jest więc Polska oczami Irlandczyka?

    13912813_10208703896212399_8221510944185696480_n

    Chwilę temu zakończyły się Światowe Dni Młodzieży. Setki tysiące osób były w Polsce po raz pierwszy. Jakie masz rady dla tych, którzy dopiero poznają nasz kraj?

    Osobom, które przyjeżdzają tu po raz pierwszy, powiedziałbym, żeby nie zwracały uwagi na budynki, które wyglądają, jakby miały zaraz się zawalić, wyścigi na śmierć i życie kierowców chcących zamordować wszystkich na drodze, udawały, że nie widzą psich gówienek, żeby nie przejmowały się stadami nieuśmiechających się ludzi i centrami miast, które zieją pustką. Postarajcie się zapomnieć o zanieczyszczonym powietrzu i armiach meneli na rogu każdej ulicy, nie martwcie się rasizmem, homofobią albo brakiem wartości liberalnych. Nie przejmujcie się żadną z tych spraw. Poprawcie sobie humor wycieczką do któryś ze wspaniałych atrakcji turystycznych, jak kopalnia węgla kamiennego czy Auschwitz.

    Przyjechałeś tutaj 6 lat temu, co było dla Ciebie najbardziej niezrozumiałe, najśmieszniejsze, najgłupsze?

    Hmmm…najgłupsza rzecz jaka mi się przytrafiła to fakt, że zostałem zaatakowany (fizycznie) przez członków ekipy filmowej z Warszawy za to, że szedłem ulicą z córkami. Najbardziej niezrozumiały był pies próbujący odgryźć mi penisa, kiedy biegałem po parku przy moim domu (całe szczęście było zimno i nie miał za bardzo w czym zatopić zębów). Najzabawniejsze – moja córka zamordowała psa, robiąc na niego kupę. Dobra, nie dosłownie- ale naprawdę, wypróżniła się na psa. Zdażyło się to pewnego dnia, kiedy poczuła większą potrzebę . Nie jest w stanie załatwić jej na zewnątrz, więc musiałem wjechać do pewnej wsi i zapytać, czy moja córka może skorzystać z toalety. Zanim zdążyłem zapukać, corgi wybiegł i zaczął mnie gryźć, Klęknąłem, próbując przytrzymać to stworzenie i właśnie wtedy pojawiła się pani domu- zobaczyła coś, co uznała za gwałt na jej psie. Próbowałem wyjaśnić, co się dzieje, ale jedyne, co przychodziło mi do głowy to ’ siu siu, kupa’- to ją dopiero przeraziło. Pobiegła do domu po męża, który zaczął na mnie krzyczeć. Więc poszedłem po córkę, dwuletnią wtedy Malinę. Miałem nadzieję, że jeśli ją zobaczą, to zrozumieją o co chodzi. Ale kombinacja dwójki krzyczących Ślązaków, szczekającego pod nią psa pobudziły jej jelita i wystrzeliła wielki, brązowy pocisk na biednego corgi. Jak się domyślacie, prędko się stamtąd ewakuowaliśmy.

    Czym więc Ci imponują Polacy?

    Najbardziej rozbrajająca w Polakach jest wasza skromność. Na porządku dziennym jest, że poznaję tu zdumiewająco utalentowanych ludzi- wynajdują rzeczy, mówią w kilku językach, podróżują do miejsc, o których nie wiedziałem, że istnieją. I robią to wszystko bez poczucia wyższości, bez arogancji. Raz po raz piszę w moich felietonach, że Polska mogłaby powtórzyć skces Holandii , Niemiec czy Danii. Macie wystarczająco talentu. W kraju nie brakuje surowców naturalnych, Ludzie pracują ciężko, są inteligentni. Wasz problem? Ci, których wybieracie, sprzedaliby was za bezcen. To mógłby być wspaniały kraj, wystarczyłoby kilka prostych zmian, gdyby promowano rozwój rodzimych przedsiębiorstw zamiast międzynarodowych, gdyby zamiast podziałów promowano kulturę użyteczności i zaufania, gdyby pozwolono rozwijać się waszej pomysłowości. Mam nadzieję, ze względu na moje córki, że te zmiany nadejdą.

    13988264_10208703895612384_3990301826776045897_oTwoja książka to zbiór felietonów, które ukazały się w „Gazecie Wyborczej”. Jak to wszystko się zaczęło?

    Jak większość dobrych pomysłów, ten również pochodził od mojego teścia. Widział, że cierpię w Polsce, że nie mam ujścia dla mojej ekspresyjności. To niezwykle ważne dla Irlandczyków. Jesteśmy ekspresyjni i żeby przetrwać, musimy się porozumiewać. Nie inaczej jest ze mną. W Irlandii robiłem tzw. stand up comedy. Reżyserowałem Shakespeara, pisałem komedie. Po prostu nie przestawałem się uzewnętrzniać. A potem znalazłem się w Polsce, gdzie nie jestem w stanie porozmawiać z sąsiadami. Ten ogrom frustracji doprowadzał mnie do szaleństwa. Teść przekonał lokalną gazetę z Prudnika do publikowania moich przemyśleń o Polsce. Po kilku felietonach zgłosiła się Wyborcza- podobał im sie zabawny styl i chcieli wiedzieć, czy pisałbym dla nich raz w tygodniu. Felietony są więc moim zaworem bezpieczeństwa. Gdyby nie one, zapewne jadłbym muchy w oddziale psychiatrycznym. Są ujściem mojej złości i formą terapii.

    Uporczywie pogodne myśli” to książka, przy której można się uśmiechnąć, ale można pomyśleć: „ten facet ma rację, rzeczywiście tacy jesteśmy”. Czym różni się Polak od Irlandczyka?

    Opowiem Ci coś. Ta historia jest zdaje się w książce, felieton pod nazwą 120 000 historii sukcesu. Pewien Polak w Irlandii założył firmę zajmującą się mediami społecznymi. Początkowe lata dla jakiegokolwiek przedsięwzięcia są trudne, nie inaczej miało się z nim i jego pracownikami. Miał umowę z irlandzkim urzędem podatkowym, że będzie potrącał podatek z jego banku poprzez polecenie zapłaty- co jest normą dla większości firm. Ale pewnego miesiąca, po tym, jak urząd pobrał należność z konta firmy, okazało się, ze były to ostatnie pieniądze. Nie zostało nic na pensje pracowników czy dalsze działanie przedsiębiorstwa. Myśląc, że to koniec firmy, umówił się z irlandzkimi przyjaciółmi, by na mieście topić smutki. Opowiedział im o swoich problemach, a oni kazali mu zadzwonić do urzędu podatkowego i poprosić o więcej czasu. Polak uznał to za szaleństwo- urząd podatkowy nie pomaga, odbiera należne pieniądze – jeśli twój interes padnie- trudno, takie życie. Ale irlandzcy znajomi przekonali go, żeby zadzwonił i poprosił o przesunięcie terminu pobrania opłaty o miesiąc. Tak też zrobił. I wiecie co? Urząd oddał mu pieniądze – na miesiąc. Pomogli mu. Jego firma przetrwała i przynosi spore zyski. To jest różnica pomiędzy Polakami a Irlandczykami- w Irlandii próbujemy znaleźć rozwiązania , które będą dobre dla każdego. Nie mordujemy gęsi znoszącej jajka.

    Jakie są Twoje ulubione polskie słowa?

    Ślimak. Wieki nie wiedziałem, co oznacza ale nie powstrzymało mnie to przed bieganiem po domu i wymawianiem go na głos. Miało moc, jak imię bohatera Gry o Tron- jestem Lord Ślimak, Odetnę wasze jądra i nakarmię nimi mojego smoka. Na kolana przed Ślimakiem!’. Potem spytałem moją Praktyczną Śląską Żonę i powiedziała mi, że to ślimak. Ślimak? To właśnie jest angielski. Coś słabego i bez znaczenia brzmi na słabe i bez znaczenia. Ale po polsku wszystko brzmi epicko. Czy jesteście w stanie wyobrazić sob bohatera 'Gry o Tron ’ o imieniu 'Snail’?Przeżyłby może pięć minut. Ślimak oderwałby mu głowę i wypił krew. Uwielbiam też słowo 'ciocia’ – brzmi jak nazwa seksownego tańca. Moja PŚŻ ma ciocię Jolę. Ciocia Jola- te dwa słowa razem działają lepiej niż viagra. Pamiętam moje pierwsze urodziny tutaj – usłyszałem, że przyjdzie ciocia Jola. Dotąd jej nie spotkałem, lecz oczyma wyobraźni ujrzałem kobietę w obcisłej, czerwonej sukience, z dekoltem – i że będziemy zmysłowo pląsać całą noc. W połowie przyjęcia ciocia Jola przybyła. Była to drobna kobieta z krucyfiksem na piersi i sernikiem w ręku.

    Podobno piszesz kolejną książkę, możesz zdradzić coś więcej?

    Tak, od pół roku piszę thriller z akcją dziejącą się na współczesnym Śląsku. Pozbawione skóry ciało zostaje znalezione w gliwickich lasach. Tej samej nocy znika nastolatka, a jej sąsiadka, dziennikarka cierpięca na paraliżujęce ataki paniki, postanawia spróbować ją odnaleźć. Jej własne życie, małżeństwo, praca są o krok od katastrofy. Jej życie jest porażką a co gorsza – z jej winy. Zatem poszukiwania dziewczyny są dla niej ucieczką. Śląsk to miejsce idealne dla takiej opowieści. To miejsce, gdzie wiele historii mniejszych i większych kataklizmów splata się ze sobą. To kraina zrujnowanych pałaców, epickich lasów i ludzi o cieniach większych niż ich dusze.

    Zdjęcia: Wydawnictwo Fabryka Słów/archiwum własne autora

     

     

     

  • „Wzięłam urlop, napisałam książkę, zaczęłam wysyłać ją do wydawców. Odpisało dziesięciu”.

    Naga, zakrwawiona dziewczynka wchodzi w biały dzień do banku w centrum Sztokholmu i wychodzi z kilkoma milionami koron. Niemożliwe? Przeczytajcie więc kryminał Jenny Rogneby. Rozmawiamy o debiucie literackim, sprzedaży praw do ekranizacji i hazardzie.

    Przede wszystkim chciałbym zacząć od gratulacji, bo Twoje książki zostaną wydane w USA. To szczyt marzeń?

    Dziękuję. Cieszę się, że moje książki ukażą się w tak wielu krajach. Podpisałam już umowy w Europie, w Azji oraz z Australią, więc oczywiście to radość, że trafią także do amerykańskich czytelników. Nie mogę doczekać się tej premiery.

    (C)Mikael ErikssonDo tej pory w Polsce ukazała się Twoja pierwsza książka „Leona. Kości zostały rzucone”. Z perspektywy czasu uważasz swój debiut za udany? I co w ogóle zdecydowało, że zaczęłaś pisać?

    Inspiracją do pisania kryminałów stała się dla mnie praca w wydziale śledczym sztokholmskiej policji. Wymyśliłam wtedy dość nietypową bohaterkę, Leonę, i czułam, że muszę o niej napisać. Wzięłam urlop, wyjechałam za granicę (bo nie chciałam, żeby mnie coś rozpraszało) i napisałam pierwszą książkę z serii. Po powrocie do Szwecji wróciłam do pracy i wysłałam tekst do kilku wydawców. W moim kraju nie jest łatwo znaleźć wydawcę, a już szczególnie dla kryminału, ponieważ mamy bardzo wielu utalentowanych autorów, którzy zajmują się tym gatunkiem, a do wydawnictw trafiają rocznie tysiące propozycji. Mogłam tylko czekać i trzymać kciuki. Byłam zaskoczona, gdy otrzymałam pozytywne odpowiedzi od dziesięciu z nich. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że napisałam rzecz, która może okazać się sukcesem wydawniczym.

    Pomysł na stworzenie postaci policjantki, która jest w zmowie z przestępcą, uważam za „efekt wow”. Czytasz i myślisz: to jest coś, nowe spojrzenie na powieść kryminalną. Jak powstawała postać Leony Lindberg?

    Chciałam napisać historię o policjantce, która nie postępuje zgodnie z zasadami oczekiwanymi tradycyjnie od kobiety, matki czy pracownika policji. Leona zawsze próbowała wieść idealne, spokojne życie u boku męża i dwójki dzieci, ma świetną pracę. Ale kiedy to wszystko osiągnęła, ogarnęły ją wątpliwości. “Czy naprawdę jestem tym, kim chcę być, może po prostu tylko nauczono mnie, że takie zadania powinnam realizować?”. Czuje się jak robot, który codziennie wykonuje te same czynności. Myślę, że wielu ludzi ma podobne odczucia. Leona nie jest w stanie dłużej tego znosić. Szuka jakiegoś wyjścia. A ponieważ ma też dość mroczną przeszłość, nie potrafi określić tego, co czuje. To wszystko powoduje, że wybiera zupełnie nową drogę życiową, dość niebezpieczną. Ale zainteresowała mnie także możliwość napisania kilku rozdziałów z perspektywy siedmiolatki, dziewczynki, która w biały dzień wchodzi do banku w Sztokholmie i wychodzi z majątkiem. I sytuacja, gdy spotyka się z Leoną, która prowadzi śledztwo w tej sprawie.

    Pojawił się już temat ekranizacji Twoich książek?

    Dostałam propozycje od wielu producentów, zarówno ze Szwecji, jak i z całej Europy, a także ze Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie prawa zostały już sprzedane Johnowi Lesherowi, producentowi z Los Angeles, który ma na koncie wielkiego Oscarowego tryumfatora ostatnich lat – film “Birdman”. To on także wyprodukował “Furię”, w której zagrał Brad Pitt i “Pakt z diabłem” z Johnnym Deppem. W przypadku “Leony” planowana jest współpraca z niemiecką firma producencką DCM. Bardzo mnie to cieszy. To ciekawe, że właśnie ci producenci czytając moją książkę mogli wyobrazić sobie sceny, które ja wymyśliłam podczas pisania.

    f9937553afb0a9eadce6d709090c465f_fullZdradź proszę, o czym jest Twoja druga książka, która już ukazała się w Szwecji, jakie są dalsze losy Leony?

    W tej książce Leona musi sprostać kolejnym wyzwaniom i wplątuje się w różne skomplikowane sytuacje. Druga książka rozpoczyna się sceną, w której pewien człowiek wysadza się w powietrze przed siedzibą parlamentu w Sztokholmie. Nikt nie wie, kim jest ten mężczyzna, czy należy do jakiejś organizacji terrorystycznej. Udaje mu się przeżyć, choć jest ciężko ranny, a Leona ma go przesłuchiwać w szpitalu. A ponieważ sama ma różne problemy, które poznaliśmy już w pierwszym tomie, działa w sposób drastyczny i dość zaskakujący – ale to akurat w jej przypadku nie powinno dziwić.

    Sądzisz, że mogłabyś umieścić całą fabułę kryminału na bliskiej Ci Malcie?

    Niektóre wydarzenia z pierwszego tomu dzieją się na Malcie, choć głównie akcja toczy się w Sztokholmie, gdzie Leona pracuje i mieszka. Ale jej marzeniem jest inne życie, więc czytelnicy, którzy poznają kolejne książki z serii, będą mogli się przekonać, czy w końcu uda jej się osiedlić w innym kraju.

    Leona oprócz zaangażowania w przestępstwo, ma też olbrzymi problem z hazardem, przegrywa praktycznie wszystkie pieniądze, łącznie z tymi przeznaczonymi na operację syna. Według Ciebie hazard jest poważnym problemem w Szwecji, na świecie?

    W Szwecji hazard jest zakazany, jest tylko jedna firma kontrolowana przez rząd, „Svenska Spel”, która zajmuje się grami hazardowymi. Prowadzone są działania uświadamiające, ale wciąż zdarzają się ludzie, którzy wpadają w ten nałóg. Leona, która jest hazardzistką, traci mnóstwo pieniędzy, pogrąża siebie i rodzinę w długach – a to dość często zdarza się wśród osób z takim uzależnieniem. Problem polega na tym, że Malta, czyli kraj, w którym Leona chciałaby zamieszkać, jest hazardową mekką. Zobaczymy, jak sobie z tym poradzi, o ile w ogóle uda jej się tam dotrzeć.

    Zdjęcia: Mikael Eriksson, Wydawnictwo Marginesy

  • Szczęśliwa trzynastka. Oto nominacje do prestiżowej nagrody The Booker Prize.

    Członkowie jury nie mieli łatwego zadania, bo musieli wybierać ze 155 tytułów. Nagrodą dla zwycięzcy jest czek na 50 tysięcy funtów oraz wieczna sława. Teraz lista zostanie okrojona do 6 tytułów, który poznamy w pierwszej połowie września. Natomiast 25 października już wszystko będzie jasne. Booker Prize jest przyznawana od 1969 roku. Poniżej wszystkie 13 książek, które mają szansę na jej zdobycie. 

     

    large_MoshfeghEileen mam-na-imie-lucy-390Booker_Coetzee-xlarge_trans++DrhvVznI9plYhFKodIA-H5Yy9T9XruKYfJwnno6n5UQ9780374260507_custom-a5577e692c31aaaec861e24510041dd8dc38b8d2-s400-c85cover.jpg.rendition.460.707coverhis-bloody-project9781471151248-us26903.books.origjpg9781784630485eileen-ottessa-moshfeghwork-like-any-other-9781471152214_hrUnknownBooker_Szalay-xlarge_trans++b8-6w4uu9UArYOpx5QzFo5qjIpVPX8DqdhCjItYgGCU9781783782666

  • ” Moje osobiste przekonanie jest takie, że strzelaliśmy do Niemców diamentami”. Jerzy Ciszewski opowiada o swojej książce „Ojciec 44”

    Wielkimi krokami zbliża się kolejna rocznica Powstania Warszawskiego. To dobry moment, żeby przeczytać „Ojca 44”. Jak wskazuje tytuł, ojciec Jerzego Ciszewskiego walczył w Powstaniu. Książka jest mieszkanką rzeczywistości i fikcji, ale przede wszystkim jest książką o honorze, bohaterstwie, miłości do Polski.

    588877337Jak długo dojrzewała w Panu ta książka i co zadecydowało, że zdecydował się Pan ją napisać?

    Jak dziś o tym myślę, to wydaje mi się, że byłem na nią skazany; choć oczywiście wcześniej nie zdawałem sobie z tego sprawy. Powstanie Warszawskie i mój ojciec zalegały i zalegają w mojej duszy od samego początku (początkiem jest moje świadome życie). Te wydarzenia są po prostu częścią mojego życia. Od zawsze kupowałem książki o Powstaniu i od zawsze je kartkuję i czytam jakieś fragmenty. Robię tak ponieważ nie jestem w stanie przeczytać żadnej książki o Powstaniu od początku do końca, za kadym razem głęboko przeżywam lekturę. Myślenie o tamtych wydarzeniach bardzo mnie boli. Psychicznie i fizycznie. Postanowiłem wziąć się za tą pracę z bardzo prostego powodu: kilka lat temu zdałem sobie sprawę, że gdy umrę, pamięć o moim ojcu odejdzie wraz ze mną. Tuż po wojnie z racji prześladowań prowadzonych przez nową władzę, mój stary regularnie był wzywany do Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i był maltretowany. Starałem się to opisać w pierwszej scenie książki… W każdym razie, w tamtych latach robił wszystko aby o nim zapomniano i nie wspominano. Z tego wynikło, że w nader ograniczonym stopniu jest obecny w historycznej literaturze powstańczej. Trudno gdziekolwiek doczytać się o zniszczeniu czołgu Pantera oraz zestrzeleniu ju 87, czyli popularnego Stukasa. Kilka lat temu zrozumiałem – już jako bardzo dorosły człowiek – że muszę wziąć sprawy we własne ręce i w taki czy inny sposób opisać te wydarzenia. Uznałem, że formuła powieści będzie dla mnie najbardziej optymalna. Nigdy nie wygram konkurencji z historykami, biografii również nie byłbym w stanie napisać bo bardzo mało wiem o moim ojcu. Gdy byłem bardzo mały, wyemigrował on do USA. Pod koniec życia wrócił bardzo chory do Polski, w pół roku później umarł, jest pochowany na warszawskich Powązkach. Formuła powieści pozwoliła mi na pomieszanie prawdy z fikcją literacką.

     Jak więc wygląda stosunek prawdziwych wydarzeń do fikcji?

    Ponieważ prawie nie znałem mojego ojca z racji jego wyjazdu do USA, miałem dość ograniczone informacje o jego walce w Powstaniu. Zatem scena z Panterą i Stukasem są w miarę precyzyjnie światłem odbitym wobec artykułów, które mój ojciec wydrukował w różnych gazetach w latach sześćdziesiątych. Reszta jest zlepkiem tego co utkwiło mi w pamięci i w duszy z powstańczej historii. Tak więc w sensie dosłownym, większość książki to fikcja literacka i moja wizja tego, jak mogło wyglądać Powstanie Warszawskie. 

    Nie ukrywajmy, książka jest momentami bardzo brutalna. Niektóre fragmenty sprawiają, że czytelnik może być wściekły na wojska hitlerowskie. O to chodziło? 

    Gdy jest mi sugerowane, że akcja w książce jest momentami brutalna czy też bardzo brutalna, mam jedną odpowiedź. Poczytajcie sobie biografie powstańcze, opracowania historyczne; postarajcie wczuć się w treść, zróbcie sobie wizualizację tych informacji – wtedy wyjdzie Wam brutalność tego okresu. Ja się nawet nie zbliżam – bo nie jestem w stanie – do okolic wojennej brutalności. W czasie pisania miałem jeden problem, którego nie rozwiązałem – zapach spalonego miasta i ciał ludzkich leżących długo na ulicy. Jak to opisać, że: „trupi zapach ?” „smród ciał ?” „śmierdziało?” – sądzę, że żadne z tych określeń nie jest w stanie przybliżyć nas do zrozumienia tych zapachów, które były w sierpniu 44 roku w Warszawie…

    Sądzi Pan, że w trudnych momentach zachowałby się jak Ojciec?

    Nie mam pojęcia, nie byłem wystawiony na takie próby jak jego pokolenie. Wiem natomiast, że różni przedstawiciele mojej rodziny brali udział we wszystkich narodowych powstaniach jakie mieliśmy w przeszłości. Sądzę więc, że czy mi się podoba czy nie, mój kod genetyczny ma podobny układ.

    Jerzy Cieszewski miał wątpliwości, czy decyzja o wznieceniu powstania była słuszna. Jakie jest Pana zdanie?

    Unikam dyskutowania w tej sprawie, nie dokonuję ocen. Z jednej podstawowej przyczyny. Dziś jesteśmy obudowani różnoraką literaturą, opracowaniami historycznymi, relacjami naocznych świadków. Wiemy praktycznie wszystko o tamtym czasie. Znamy cenę jaką zapłaciliśmy i płacimy do dziś za ten zryw. Więc ja włożyłem – moje własne wątpliwości w usta ojca w drugiej scenie. Uczyniłem to raz w kilku zdaniach, skupiając się bardziej w tej historii na żołnierskim obowiązku, a nie dywagacjach. Moje osobiste przekonanie jest takie, że strzelaliśmy do Niemców diamentami. Pamiętam jeszcze Zamek Królewski w Warszawie w postaci kupy gruzów. Byłem dzieckiem gdy oglądałem ten zniszczony kompleks. Obraz tamtego Zamku noszę w sobie. 

    Jak wyglądała praca nad „Ojcem 44″? Godziny spędzone nad mapami, dokumentami, książkami?

    … za długo pisałem tę książkę, ponad cztery lata. Nie zdawałem sobie sprawy, jak trudne emocje przy tej okazji w sobie uwolnię. Miesiącami nie dotykałem klawiatury w tej sprawie; później rzucałem się do roboty jak narkoman na haju. Bardzo pomógł mi mój przyjaciel Rafał Jemielita, znawca Warszawy, można nawet powiedzieć, że historyk amator. Duży udział miał mój wuj, profesor medycyny Andrzej Langner. Dostarczał mi informacje dotyczące mojej rodziny od strony ojca. Wielką i podstawową pracę wykonała redaktor Milena Schefs, która zmierzyła się z wyprodukowaną przeze mnie wysoko oktanową bombą emocjonalną. … Pani Milena trochę się natrudziła z moim tekstem, a ja z jej decyzjami, ale podobno to normalne w relacje autor/redaktor

    Sądzi Pan, że lekcja historii podana w postaci książki sensacyjnej przypadnie do gustu młodemu pokoleniu?

    Mam nadzieję! Wykonałem tę pracę również z myślą o młodych ludziach, stąd również styl książki – nieco komiksowy, z nieco przerysowanymi scenami. Trzeba się chyba zgodzić z twierdzeniem. że czuć w tym tekście wpływ nowoczesnego kina akcji. Wydaje mi się, że zrobiłem co mogłem aby przypochlebić się młodzieży i ich oczekiwaniom. Czas pokaże, czy mi się udało ….

    Czego dowiedział się Pan o Ojcu, czego o sobie w trakcie pisania?

    … moja żona twierdzi, że duch mojego ojca mieszka razem z nami w naszym mieszkaniu i cały czas pilnuje by nic nam się nie stało. Nie wiem na ile to babskie gadanie … Mam wrażenie jakbym miał w ciele ranę, która w sposób ciągły, aplikuje mi ból. Wcześniej chyba jej nie miałem.

    zdjęcia: Wydawnictwo Czarna Owca

  • Niepublikowane opowiadania Marka Hłaski już we wrześniu!

    Książka zostanie wydana w dwóch wersjach, tak jak w przypadku „Wilka”- jedno popularne, z krótkim posłowiem Radosława Młynarczyka. Drugie będzie opracowaniem krytycznym. Premiera zaplanowana jest na 28 września. Książka ma mieć około 270 stron. 

    OPOWIADANIA OPARTE NA FAKTACH

    najlepsze-lata-naszego-zyciaZamieszczone w niniejszym tomie utwory w przeważającej części powstały w atmosferze fascynacji i zauroczenia pisarza socrealizmem. Co więcej, pisząc je, odgrywał Hłasko legendarną, sprowokowaną przez siebie i podjętą później przez popkulturę, rolę szofera, który tworzy w chwilach wolnych od prowadzenia wozu. A więc mistyfikacja, jakiej dopuszczał się wobec Bohdana Czeszki, Igora Newerlego, a później całego środowiska literackiego Warszawy, nie była całkowicie zmyślona, lecz zawierała w sobie sporą dozę prawdy (choć zmanipulowanej).

    DLACZEGO NIGDY NIEPUBLIKOWANA?

    Fakt, że wszystkie teksty zostały przez pisarza odrzucone, schowane do szuflady, świadczy o krytyce, jakiej poddawał swoją pracę literat. Dla edytora i wydawcy najważniejszym sygnałem pozostaje jednak to, że Hłasko swych juweniliów nie zniszczył. Być może uznał je za niewystarczająco dobre, być może stanowiły jedynie wprawki warsztatowe, być może chciał zadebiutować czymś bardziej spektakularnym. Kluczowa kwestia zachowania tekstów upoważnia niejako do ich publikacji, tym bardziej, że – biorąc pod uwagę wiek autora – stwierdzić trzeba, że nie są one ani marne, ani kompromitujące. Otwierają natomiast na nowo dyskusję nad obecnością socrealizmu w twórczości Marka Hłaski.

    DLACZEGO TERAZ?

    Niniejszy tom stanowi kontynuację powziętego ubiegłoroczną publikacją Wilka zamiaru uzupełnienia spuścizny literackiej Marka Hłaski. Ustalenia wówczas poczynione dowodziły, że na młodzieńczy dorobek pisarza składają się dwie powieści – Sonata marymoncka oraz Wilk – a także kilka opowiadań: Baza sokołowska, Trudna wiosna i Pamiętasz, Wanda. Tymczasem kolejne kwerendy w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu, gdzie znajduje się archiwum pisarza, uważne studiowanie teczek ze szkicami i brudnopisami, pozwoliły na odkrycie kolejnych tekstów, co z kolei znacznie poszerza świadomość juwenilnej twórczości Hłaski. Okazało się, że na przestrzeni pięciu lat – od podjęcia pierwszych prób warsztatowych w 1951 roku do momentu debiutu wydawniczego w kwietniu 1956 roku – powstało kilkanaście tekstów, które uznać można za pełnoprawne utwory. Dziesięć opowiadań i dwa artykuły zamieszczone w niniejszym tomie uzupełniają i jednocześnie wypełniają młodzieńczy dorobek literacki Hłaski. W zachowanym archiwum nie ma już ani jednego tekstu, który uznać można za skończony, stanowiący osobną całość literacką. Rozpoczęte w ubiegłym roku przedsięwzięcie wypełnienia literackiej spuścizny Marka Hłaski uznać można za zakończone. Wzbogacenie kanonu o juwenilia pisarza stanowi nie tylko atrakcję, ciekawostkę czytelniczą, ale przede wszystkim rzuca nowe światło na całą twórczość autora Cmentarzy. Pozwala na prześledzenie genezy jego dojrzałego pisarstwa, ukazuje młodzieńcze inspiracje Hłaski, a także początki poszukiwań własnej poetyki, która wykwitła w pełni już w Pierwszym kroku w chmurach. Ponadto – co może najważniejsze – teksty zgromadzone w niniejszym tomie posiadają niezaprzeczalną wartość literacką. Stanowią niezwykle odważne próby uchwycenia (czy raczej odkłamania) otaczającej pisarza rzeczywistości.

    żródło: materiały prasowe.

  • „Fabuła mojej najnowszej książki? Po prostu mi się przyśniła”. Tess Gerritsen dla smakksiazki.pl

    Zbierała pieniądze na budowę kostnicy, zamordowała kota, nie oglądała bajek dla dzieci. Wolała horrory. To Tess Gerritsen w skrócie. Łapcie rozmówkę z amerykańską autorką, której książki przełożono na dwadzieścia języków. Polki i Polacy zaczytują się w jej najnowszej powieści „Igrając z ogniem”. Łapcie rozmówkę z Tess Gerritsen.

    d_3629Nawiązując do okładki „Igrając z ogniem” nasuwa się od razu pytanie, jak ważna jest dla Pani muzyka?

    Muzyka jest bardzo ważną częścią mojego życia. Nauczyłam się grać na pianinie, kiedy miałam sześć lat. Rok później umiałam już grać na skrzypcach. Większość moich przyjaciół to muzycy, do tej pory spotykamy się i wspólnie gramy.

    W Pani najnowszej książce skrzypaczka trafia na nuty niezwykłego walca. Kiedy zaczyna go grać, z jej małą córką zaczyna się dziać coś dziwnego. Skąd pomysł na właśnie taką fabułę?

    Wiem, że to może głupio zabrzmieć, ale to wszystko mi się przyśniło. To właśnie dzięki snom wiedziałam co napisać. To jest historia o sile muzyki. O tym, że muzyka może zmienić czyjeś życie, nawet kilka pokoleń po tym gdy powstała. Dla mnie muzyka jest językiem i jeśli jest smutna, to smucą się ludzie na całym świecie. To nieprawdopodobna siła, która nie potrzebuje słów.

    Pani matka wyjechała z Chin do USA i angielskiego uczyła się z horrorów. Na swoim profilu facebookowym napisała Pani, że gdy wszystkie dzieci oglądały bajki Disneya, to mała Tess była wychowywana właśnie wśród horrorów. To wpłynęło w jakiś sposób na Pani pisanie?

    No tak, rzeczywiście tak było (śmiech). Nauczyłam się, że strach przy oglądaniu horroru, to także element rozrywki. Więc tak, można powiedzieć, że te filmy miały decydujący wpływ na to kim teraz jestem.

    Z zupełnie innej beczki. Lubi Pani koty?

    Czy lubię koty? Tak, lubię…dlaczego Pan pyta? Już wiem, dlatego, że w najnowszej książce zabiłam jednego z nich?

    Właśnie dlatego.

    Naprawdę, uwielbiam koty, ale to była kwestia fabuły. Utwór, który gra w książce Julia sprawiał, że jej córka stała się brutalnym dzieckiem. Wpadła więc w szał i zabiła kota. Mogła zabić chomika, świnkę morską, psa. Ja wybrałam kota.

    Nie wszyscy wiedzą, ale udziela się też Pani w działalności dobroczynnej. W 2011 roku wsparła Pani akcję zbierania pieniędzy na kostnicę w Dundee. Każdy z internautów mógł wpłacić funta na jednego z pisarzy. Do wyboru był między innymi Lee Child, Harlan Coben, a także Pani. Dlaczego wzięła Pani w tym udział?

    Zaangażowałam się, bo przecież kostnica to jest ostatnia rzecz, na którą ludzie chcą wydać pieniądze. Nikt nie chce finansować umarłych, oni nikogo nie obchodzą, oprócz pisarzy, oczywiście. Bardzo się cieszyłam, że mnie zaproszono do tego projektu i finalnie udało się zebrać całą kwotę.

    Często pytam autorów o ich ulubione okładki własnych książek. Ma Pani jakieś swoje ulubione?

    Uważam, że amerykańska okładka „Igrając z ogniem” jest piękna. (Okładka poniżej).

    playing-with-fire gerritsen-tess

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Zdjęcie autorki: Wydawnictwo Albatros/Leonardo Cendamo

  • Znamy kolejną autorkę, która odwiedzi Śląskie Targi Książki. Skąd jest? Ze Szwecji!

    Catharina Ingelman-Sundberg, to kolejna pisarka, która w październiku przyjedzie do Katowic. Polscy czytelnicy mieli już okazję przeczytać „Seniorów w natarciu”, a za tydzień w księgarniach pojawi się kontynuacja przygód Emeryckiej Szajki, „Pożyczanie jest srebrem, a rabowanie złotem”. 

    Przypomnę, że „Seniorzy w natarciu” ukazali się też w wersji audio, a książkę czyta Artur Barciś. Prawa do najnowszej książki Ingelman-Sundberg zostały sprzedane do 29 krajów, w tym tak egzotycznych, jak Wietnam. W Polsce tytuły szwedzkiej pisarki ukazują się nakładem Wydawnictwa Sonia Draga.

    C1 C2

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Zwiększa się więc liczba zagranicznych autorów, którzy odwiedzą Katowice. Do tej pory swoją obecność potwierdzili Graham Masterton oraz Stefan Ahnhem.

     

     

    Zdjęcie autorki: Wydawnictwo Sonia Draga/Mirella Hetekivi.

  • Nie ocenia się książki po okładce? TOP 10 najładniejszych okładek ostatnich miesięcy.

    Było już o najlepszych książkach, czas więc na najładniejsze okładki tego roku. Każda jest inna, ale każda ma w sobie coś pociągającego. Pewnie ilu czytelników, tyle rankingów. Ja przedstawiam swój TOP 10 okładek 2016 roku. 

    1916

    kingptakgrimmcity-front_500pxGolowanow_Wyspa_m90096959 instytut SU frontLunde_Historia pszczol_m_Ryan Gattis_MIASTO GNIEWU.inddofiara-bez-twarzy-b-iext35306194krivoklat-b-iext36257209

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    zdjęcie główne: freeimages.pl/Piotr Lewandowski