Kategoria: Aktualności
-
Premiery lutego. Na które zarezerwować pieniądze?
Proszę szykować banknoty, karty płatnicze oraz miejsce na półkach. O ile styczeń nas rozpieścił, to luty nie jest wcale gorszy. Sporo ciekawych premier, dużo czytania, pewnie coś uda się odłożyć na marzec 😉 Po co sięgnąć w drugim miesiącu tego roku? Podpowiadam. Po kliknięciu w okładkę przeniesiecie się na stronę wydawcy lub księgarni, gdzie przeczytacie więcej o interesującym Was tytule. Smacznego!
-
Targi książki na PGE Narodowym zagrożone?
Targi Książki i Mediów Vivelo 2023 mają odbyć się na PGE Narodowym już za nieco ponad sto dni. Czy wszystko przebiegnie zgodnie z planem? To pytanie nurtuje praktycznie wszystkich: wydawców i wydawczynie, pisarki i pisarzy, czytelniczki i czytelników. Dziennikarzy i dziennikarki także. Co może być problemem? Oczywiście listopadowa awaria na PGE Narodowym.
Przypomnę, że chodzi o wadę konstrukcyjną dachu, która została wykryta ponad dwa miesiące temu. Co prawda część stadionu została już przywrócona do użytku, np. kilka dni temu odbyła się prezentacja nowego selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski, to jednak przeprowadzenie imprezy książkowej w takim rozmiarze, jaki znamy z przeszłości – czyli na promenadzie wewnątrz stadionu oraz na jego płycie jest na razie niemożliwe. Organizatorzy planują wykorzystać m.in. właśnie promenadę wewnętrzną. Na dziś nie ma również jasnego komunikatu, czy na PGE Narodowym odbędzie się mecz Polska – Albania, zaplanowany na 27 marca.
Na jakim etapie jest więc naprawa uszkodzenia konstrukcji? „Po bardzo czasochłonnym i żmudnym procesie opracowania technologii pobierania próbek z elementu, na którym została zdiagnozowana wada, w poniedziałek, 23 stycznia 2023 roku, pod nadzorem ekspertów, pobrano próbkę materiału do badań. To właśnie ta próbka zostanie teraz szczegółowo zbadana przez ekspertów z AGH, a wyniki badań pozwolą nam na opracowanie planu naprawczego. Nad procesem cały czas czuwa firma SBP z Niemiec”. Takiej informacji udzieliła mi Małgorzata Bajer, rzeczniczka PGE Narodowego. Ile może potrwać badanie próbki? Tego nie wiadomo.
Wiadomo natomiast jak poradzono sobie z usuwaniem wady konstrukcyjnej na Stadionie Śląskim, Od razu zaznaczam, że w Chorzowie usterkę wykryto na etapie podnoszenia konstrukcji dachowej, a nie w czasie użytkowania obiektu. Dach na specjalnych linach zaczęto podnosić w lipcu 2011 roku, wtedy też doszło do pęknięcia tzw. „krokodyli”, czyli elementów konstrukcji. Analiza tego co się stało trwała kilka miesięcy. Sprawie przyglądali się m.in. specjaliści z Politechniki Gdańskiej. Finalnie zamówiono nowy projekt dachu, a prace przy tej części Stadionu Śląskiego zakończono pod koniec 2015 roku.
Oby z awarią na PGE Narodowym udało się uporać o wiele szybciej, bo czekają czytelnicy, kibice, a także fani muzyki, bo przecież na tym stadionie w Warszawie odbywa się w ciągu roku wiele imprez. Tydzień po planowanych Targach Książki i Mediów Vivelo 2023 (18-21 maja), przed Pałacem Kultury i Nauki (a także w jego wnętrzu) odbędą się Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie (25-28 maja).
Do rozmowy na temat targów zaprosiłem wczoraj przedstawicieli zarówno Targów Książki i Mediów Vivelo 2023, jak i Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie. Jeśli się zgodzą, rozmowy zostaną wyemitowane w najbliższym czasie.
-
Zaliczki, ryzyko wydawnicze, płatne opinie o książkach. Anna Dziewit-Meller w „Cyklu bez nazwy”
Ile propozycji książkowych trafiających do wydawnictwa ujrzy światło dzienne, a ile z nich stanie się hitami? Czy łatwo jest się przebić? Wysoka zaliczka dla znanego nazwiska jest gwarancją sukcesu, a może lepiej „zbudować” autorkę lub autora od zera? Czy za każdą recenzję trzeba zapłacić? To tylko niektóre tematy, które poruszyliśmy w trakcie rozmowy. Do „Cyklu bez nazwy” wpadła Anna Dziewit–Meller, redaktorka naczelna Grupy Wydawniczej Foksal, a właściwie to „Cykl bez nazwy” wpadł do niej. Jaka jest recepta na sukces, i czy w ogóle coś takiego istnieje? Zapraszam do obejrzenia rozmowy. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że materiał nagrywaliśmy w połowie listopada.
-
Sztokholm śladami „Millennium” Stiega Larssona
Co ma wspólnego „Millennium” Stiega Larssona z twórczością Astrid Lindgren? Gdzie mieszka Mikael Blomkvist? Jaki widok z okna ma Lisbeth Salander? Ciekawią Was polskie wątki w trylogii? Jest ich całkiem sporo! Gdzie pierwszą noc w Szwecji spędził czarny charakter Alexander Zalachenko? W której knajpie najczęściej bywał Mikael?
Zapraszam na wycieczkę po Sztokholmie śladami „Millennium” Stiega Larssona. Pisarza, który nie dożył sukcesu swoich książek, a dziś byłby milionerem. W które miejsca stolicy Szwecji pójść, żeby poczuć klimat sagi? Dajcie się zabrać na spacer, zobaczcie miejsca ważne dla trylogii. Materiał powstał przy współpracy z Patronkami i Patronami smaku – jeśli chcesz dołączyć do tego grona, możesz to zrobić tutaj: klik. Partnerem bloga jest Legimi. Obejrzyjcie pierwszy odcinek cyklu „Smak on tour”, zostawcie lajka, komentarz, subskrypcję na kanale.
-
Dostojewski w Sztokholmie. Styczniowy felieton Katarzyny Tubylewicz
Kiedy wychodzimy z synem ze sztokholmskiego teatru Dramaten malowniczo położonego nad wodą, przy eleganckiej Strandvägen, znowu pada śnieg, a przyćmione światło latarń powoduje, że Sztokholm sprawia magiczne wrażenie. Jednak nie dlatego mamy poczucie, że to najlepszy wieczór od wielu tygodni. Zobaczyliśmy właśnie genialny spektakl, tak wizjonerski, mistrzowsko zagrany i poruszający, że długo nie możemy przestać o nim z rozmawiać. To „Zbrodnia i kara” w reżyserii Chorwata, Olivera Frljića, reżysera o którym od lat głośno w Europie. Mam poczucie, że to właśnie dzięki jego wschodnioeuropejskiej duszy po raz pierwszy (naprawdę!) zobaczyłam w szwedzkim, zazwyczaj mieszczańskim i nieciekawym teatrze, coś wybitnego. No a poza tym: Dostojewski to Dostojewski. Głębia.
„Drogę bombom i czołgom zawsze torują książki” napisała Oksana Zabużko w słynnym i przetłumaczonym na wiele języków eseju dowodzącym, że literatura rosyjska jest od wieków narzędziem rosyjskiego imperializmu. To radykalny, zrodzony z rozpaczy i przerażenia wojną tekst, w którym ukraińska pisarka dowodzi między innymi że: „(…) ci, którzy zgwałcili w Buczy 11-letniego chłopca, a matkę przywiązali do krzesła, żeby to oglądała, to ci sami bohaterowie wielkiej rosyjskiej literatury – zwykli Rosjanie, tacy sami jak sto i dwieście lat temu (…) literatura jest odpowiedzialna za to, na kogo wyrośli.” Według Zabużko nie powinno się już czytać Dostojewskiego, nie i jeszcze raz nie.
Tekst Zabużko wpisuje się w silnie rezonującą w Polsce myśl o tym, że z uwagi na trwającą agresję Rosji na Ukrainę, całą rosyjską kulturę, w tym oczywiście rosyjską literaturę, najlepiej po prostu „cancelować” czyli wykasować z pamięci. Teraz nie czytamy Rosjan, nie wypada. Nie chodzimy też na teatralne adaptacje rosyjskich powieści o ciemnej stronie ludzkiej duszy.
Esej Oksany Zabużko został opublikowany także w szwedzkim „Dagens Nyheter”, ale nie wywołał tu specjalnej dyskusji. Może dlatego, że Szwedzi nie mający jak na razie czegoś takiego jak kanon lektur obowiązkowych w szkołach, nie czytają dużo klasyki i nie czują się przez nią kształtowani. Zawsze trudno było mi wytłumaczyć szwedzkim znajomym znaczenie romantycznej literatury w Polsce, jej wpływ na nasze marzenia, narodowe mity i idiosynkrazje.
Tak czy owak, przyznam, że nie zastanawiałam się nad tym, czy w czasie wojny wypada mi iść na „Zbrodnię i karę”. Chciałam zobaczyć w roli Raskolnikowa młodego szwedzkiego aktora Gustava Lindha, którego jestem psychofanką i o którym niebawem usłyszy świat (wspomnicie moje słowa). Byłam też ogromnie ciekawa kolejnego spektaklu Olivera Frljića, tego samego, którego kontrowersyjna „Klątwa” w Teatrze Powszechnym doprowadziła do histerii polityków PiS oraz całą polską konserwę. Tego, który pracował w Teatrze Starym w Krakowie nad „Nie-boską komedią”, skandalizującym spektaklem, którego ostatecznie nie pokazano nigdy publiczności, bo Frljića szczególnie interesowało ukazanie antysemityzmu Krasińskiego, a Krasiński to przecież jeden z polskich romantycznych bogów. Wiem, że Dostojewski był nacjonalistą i miał nieprzyjemne poglądy polityczne, ale wiem też, że był zesłany na Sybir za lekturę niewłaściwych książek, a przede wszystkim uważam „Zbrodnię i karę” za książkę fascynującą i zawsze aktualną. Niezależnie od tego, co myślał o Ukraińcach i Polakach jej autor.

W sztokholmskiej wersji „Zbrodni i kary” wbrew temu, czego można by się spodziewać nie ma żadnych prób nawiązywania do aktualnej sytuacji politycznej na świecie. Frljić skupia się na pytaniach o istotę prawa i o to, czy kara może doprowadzić do moralnego odrodzenia. Interesuje go szukanie źródeł przemocy w społecznej niesprawiedliwości i głęboko ukrywany fakt, że choć lubimy mówić, że życie ludzkie jest najwyższą wartością, to jednak w ludzkim świecie wartość życia jednostek nie jest równo wyceniana. Eksponuje też wieloznaczność i polifoniczność tekstu Dostojewskiego.
Zapytany przez szwedzkiego dziennikarza – tylko jednego i co ważne, o polskich korzeniach – czy nie uważa, że wystawianie dzieła Dostojewskiego w czasie, gdy trwa wojna, jest nadużyciem, Frljić odpowiedział zdecydowanie, że jest przeciwny cancel culture. Poza tym gdybyśmy mieli usuwać z naszych półek książki pochodzące z krajów, które na jakiś inny kraj napadły lub go okupowały, strasznie mało bym nam zostało do czytania. Czy Wietnamczycy powinni zabronić czytania Balzaca, bo byli kolonizowani przez Francję? Czy z tego samego powodu w krajach kolonizowanych niegdyś przez Wielką Brytanię należy zakazać Dickensa?
Sam Frljić żyje od 1992 roku w Chorwacji, do której przyjechał jako uchodźca z Bośni w czasie wojny w Jugosławii. Twierdzi, że w tamtym okresie z chorwackich bibliotek wyrzucono książki serbskich autorów i …do dziś do nich nie powróciły. Używanie serbskich słów w czasie wojny groziło w Chorwacji pobiciem i teraz, dość długo po wojnie, nie jest tam dobrze widziane. Słowa te przypomniały mi moje rozmowy z Dianą, bardzo młodą uchodźczynią z Charkowa, którą przez jakiś czas zajmowałam się w Sztokholmie. Diana marzy o tym, żeby pisać książki. Jest Ukrainką, nienawidzi Putina i wojny, ale to nie zmienia faktu, że najbliższym jej sercu językiem, tym, którym najlepiej włada i w którym najlepiej pisze jest rosyjski, a nie ukraiński. Czy ma o nim zapomnieć? Czy ma zrezygnować ze swojego pierwszego języka, dlatego, że Putin jest tyranem, a rosyjscy żołnierze niszczą jej rodzinne miasto? Czy wyrzucenie z głowy języka, który się od dziecka kocha nie jest kolejną formą gwałtu? Czy po tym jak Putin zniszczył jej kraj i miasto, ma też prawo odebrać jej język?
Czy nie jest także gwałtem przymusowe zapominanie o książkach, które są dla nas ważne, ponieważ trwa wojna?
Tematy te zaprzątają moją polską głowę, ale dla szwedzkiej publiczności oglądającej „Zbrodnię i karę” w Dramaten nie wydają się specjalnie ważne, nie przeszkadzają po wielokroć zasłużonym, entuzjastycznym owacjom.
A poza tym wiecie co? Jeden z moich szwedzkich kolegów zapytał mnie podczas lunchu, czy ten Dostojewski to w ogóle był Rosjaninem czy Polakiem. Jak już pisałam, braki intelektualne zdarzają się w Szwecji w najlepszym towarzystwie, ale mam wrażenie, że „Zbrodnia i kara” w Dramaten tak naprawdę nie ma w sobie nic z Rosji. Jest głęboko uniwersalna, a jeśli aktualna, to w wyczuleniu reżysera na destrukcyjny wpływ różnic klasowych i majątkowych. To spektakl szwedzko-chorwacko-serbski (bo sam Frljić jest wychowanym w Bośni dzieckiem Chorwatki i Serba) z elementem polskim, bo w międzynarodowej ekipie pracującej nad nim znalazł się też Polak. A tak naprawdę: dzieło całkowicie ponadnarodowe i uniwersalne. Takie, który zmusza do myślenia, powala sceniczną wyobraźnią i czyni ludzi mądrzejszymi. A mądrzy ludzie nie wszczynają wojen. Tak by się przynajmniej mogło wydawać, albo…marzyć.
Katarzyna Tubylewicz
-
Najlepsze książki, które przeczytałem w 2022 roku
Rankingi, podsumowania, wybieranie najlepszych książek. Wycisnąłem książkowo zeszły rok i wyszła mi dwudziestka. Dwadzieścia tytułów, które zrobiły na mnie wrażenie, zostały w mojej głowie na dłużej. Każdy z nich polecam, z każdego się wybronię. Nikt z wydawców nie zapłacił za to, żeby jakaś książka się w tym zestawieniu znalazła. Dajcie znać, czy któryś z moich wyborów pokrywa się z Waszym, a ja jestem podekscytowany, bo zaczyna się nowy rok, będą nowe lektury, nowe wybory, nowe fascynacje oraz nowe zawody. Tak to już w literackim życiu bywa. Gdy klikniecie na okładkę, przeniesiecie się albo na stronę księgarni, albo wydawnictwa, gdzie przeczytacie więcej o danej książce. Jeszcze jedno – kolejność nie ma znaczenia, to moje TOP 20 zeszłego roku.
-
Ciekawe premiery stycznia, po co sięgnąć?
Bywały lata, kiedy w styczniu wydawcy wypuszczali w świat mało, albo bardzo mało książek. Te czasy to już jednak przeszłość. Rok ma tylko dwanaście miesięcy, więc każdy szuka miejsca dl swoich nowości. W styczniu będzie tłok, ale będzie z czego wybierać. Przygotowałem dla Was listę potencjalnie interesujących tytułów. Kliknijcie w okładkę, a przeczytacie więcej o książce na stronie konkretnego wydawcy lub księgarni internetowej. Smacznego!
-
Wojna nie powinna stać się memem. Michał Kempa w „Cyklu bez nazwy”
O wojnie w Ukrainie, smutnych sytuacjach na scenie, byciu autorem, ale jeszcze nie pisarzem, rowerach, jeździe mercedesem, której nie było, no i oczywiście o „Ostatnim roku lekkiego życia”. O tym wszystkim porozmawiałem z Michałem Kempą. Jest też o mundialu i urywaniu nóg, także zapraszamy, bo zobaczycie też dwóch kolesi, sprawdzających zawartość książki pod światło. Takie oto historie w najnowszym „Cyklu bez nazwy”.
Zerknijcie też na poprzednie odcinki:
Kazik Staszewski – https://youtu.be/ajTFTP1Vfso
Mariusz Szczygieł – https://youtu.be/zscU0l7nOno
Maciej Zaremba Bielawski – https://www.youtube.com/watch?v=p_vyhf37UvE&t=2s
Artur Barciś – https://www.youtube.com/watch?v=9jzP-DUDgQI&t=101s
Jan Englert – https://www.youtube.com/watch?v=yW8X3UImCNY
W styczniowym odcinku porozmawiam z Anną Dziewit-Meller.






























































