Kategoria: Aktualności

  • Kurczab-Redlich, Orbitowski, Rudzka, Bralczyk – za tydzień rusza Plener Literacki w Gdyni!

    Plener Literacki w Gdyni zbliża się wielkimi krokami. Plaża, książki, spotkania z autorkami i autorami, czyli trzy dni uczty dla moli książkowych. Cały program oraz listę wystawców znajdziecie tutaj, a ja zapraszam Was do obejrzenia rozmowy z Jackiem Orylem, wiceprezesem Fundacji Historia i Kultura, organizatora imprezy. Czego możecie się spodziewać w Gdyni? Jak wygląda organizacja? Czy wydawcy wracają do zwyczajów przedpandemicznych? Zobaczcie, posłuchajcie. Do zobaczenia w Gdyni!

     

  • Syndrom sztokholmski (odc. 1). Skandynawskie lato z kryminałem. Zaprasza Rafał Chojnacki

    Witam w pierwszym, jednocześnie już wakacyjnym, odcinku mojej skandynawskiej sagi. Wprawdzie nie jestem Margit Sandemo, jednak zamierzam opowiadać tu również o Ludziach Lodu. Może, nieco dokładniej rzecz ujmując, o mieszkańcach Północy i ich krwawych pomysłach na literaturę. Jednym słowem będzie to cykl w dużej mierze skoncentrowany na skandynawskim kryminale lub też tym, co modnie określa się jako nordic noir.

    I co ja robię tu…

    Niektórzy z Was zapewne kojarzą mnie ze wpisów na smakoksiążkowej grupie na Facebooku, uczestniczyłem też w kilku panelach online, organizowanych przez Adama Szaję w trakcie pandemii. Inni czytelnicy mogą znać portal „Deckare.pl Skandynawskie Kryminały”, na którym od ponad dekady zbieramy informacje o tym, co dzieje się w tym podgatunku, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Ja sam zajmuję się od wielu lat popularyzacją tego nurtu w literaturze, a także działalnością naukową, w której badam specyfikę skandynawskiej odmiany kryminału. Zajmuję się też kilkoma innymi aspektami literatury popularnej, ale w tym miejscu pozostaniemy przy zbrodniach z północy.

    Cykl Syndrom sztokholmski ma być w założeniu sposobem na przybliżenie nieco mniej zauważalnych aspektów skandynawskiego kryminału. Z jednej strony będę tu pisać o tematach i autorach dość znanych, z drugiej zaś postaram się przybliżyć tych, którzy w Polsce nie zdobyli dużej popularności, lub nawet w ogóle do niej nie trafili. W pierwszym przypadku będę zwykle proponował jakieś nieco odmienne spojrzenie na znane tematy, w drugim zaś będzie się często kryła zachęta do poszukania jakiegoś niedocenionego kryminału, lub też – na ile to możliwe – do zapoznania się z twórczością niektórych pisarzy w innych językach.

    Od czasu do czasu mogą się zdarzyć sytuacje, w których będę sięgał po true crime. Zawsze jednak w odniesieniu do literackiego kryminału, który nierzadko ma swoje korzenie w rzeczywistych sprawach. Zabójstwo Olofa Palmego, morderstwo w Knutby, dramat przy Norrmalmstorg czy afera Geijera – to wydarzenia, które mają szansę zaistnieć na łamach Syndromu sztokholmskiego.

    Sztokholm, fot: www.unsplash.com/Raphael Andres

    Przed wyjazdem na wakacje

    Chociaż ze wszystkich pór roku lato najmniej kojarzy nam się ze zbrodnią, to właśnie latem, okresie wakacyjnym, wiele osób sięga po kryminał. Wtedy właśnie mamy trochę więcej czasu. Na urlopie nadrabiamy jednak zazwyczaj czytelnicze zaległości, dlatego też wydawcy dość oszczędnie gospodarują w tym czasie premierami, czekając na jesień. Nie znaczy to jednak, że nie będzie kilku nowości, które możemy zabrać ze sobą na urlop, lub nawet kupić gdzieś w podróży.

    Do takich książek, które warto już teraz przygotować sobie do spakowania na wakacje, należy niewątpliwie Krąg polarny Lizy Marklund. Autorka, która ma na koncie bardzo dobrą serię dziennikarskich kryminałów o Annice Bengtzon, wraca do swojego ulubionego gatunku, prezentując nam powieść przewrotną i wielowarstwową. Oto bowiem mamy do czynienia z niespodziewanym rozwiązaniem zagadki zniknięcia przed czterdziestoma laty jednej z członkiń klubu czytelniczego. Jest to jednak dopiero początek prawdziwego śledztwa, które trzyma w napięciu i dalekie jest od fabularnych schematów.

    Interesującym powrotem jest również książka Puk, puk Andersa Roslunda. Były dziennikarz samodzielnie kontynuuje serię, którą tworzył wcześniej ze zmarłym przed pięcioma laty Börge Hellströmem. To nadal mroczne i nieco nieprzyjemne w swej społecznej wymowie kryminały, które pokazują czytelnikom to, na co chętnie od siebie odsuwamy. Dziewiąty tom serii z Ewertem Grensemto również historia, która sięga w przeszłość. Tym razem chodzi o jego dawną sprawę, a także o próbę zemsty na świadku koronnym.

    Spośród już wydanych rzeczy, chciałbym też polecić coś nietypowego. Oto bowiem Mikael Niemi, autor kojarzony przede wszystkim z literaturą głównonurtową, nie tylko napisał powieść Ugotować niedźwiedzia, z silnym wątkiem kryminalnym, ale na dodatek jej głównym bohaterem uczynił historyczną postać. Lars Levi Læstadius to słynny luterański pastor i biolog, który odpowiada za konserwatywny zwrot w nordyckim chrześcijaństwie. Od jego nazwiska swoją nazwę wziął cały nurt religijny, który zapamiętano m.in. z walki z alkoholizmem wśród rdzennych mieszkańców Północy. Niemi uczynił z Læstadiusa również detektywa, który ma za zadanie rozwiązać zagadkę śmierci znalezionej na bagnach martwej dziewczyny.

    www.unsplash.com/Lance Asper

    Skandynawskie lato w Polsce

    Warto wreszcie przejść do tytułów, których wydanie zaplanowano na lato tego roku. U progu wakacji, 29 czerwca, pojawiła się najnowsza powieść Camilli Grebe pt. Wszyscy kłamią. Autorka ma już w Polsce liczne grono czytelników, więc jej kolejny thriller kryminalny powinien spotkać się z dobrym przyjęciem, zwłaszcza że – jak przystało na powieść skandynawską – nie obejdzie się tu bez poruszenia ważnych społecznie tematów. Tym razem mamy do czynienia z problemami, z jakimi w egalitarnej Szwecji mogą się spotkać imigranci z krajów arabskich.

    Długo wyczekiwany Ostatni gwóźdź Stefana Ahnhema to ostatni tom cyklu o Fabianie Risku. Polskie wydanie pojawi się w sprzedaży 13 lipca. Jako że powieść bezpośrednio łączy się z poprzednimi tomami, warto wcześniej przypomnieć sobie, o czym czytaliśmy w Motywie X i X sposobach na śmierć. Wraz z zakończeniem cyklu, poznamy wreszcie finał rozgrywki między szwedzkim policjantem, jego duńską koleżanką i jej psychopatycznym szefem.

    Miłośnicy niewątpliwego talentu Jørna Liera Horsta czekają zapewne na nową powieść o komisarzu Williamie Wistingu. Książka zatytułowana Bez granic ma się ukazać około 15 sierpnia. O tym, że żyjemy w świecie bez granic, ma nas zapewne przekonać fakt, że niewielki norweski Larvik połączy się w tym śledztwie ze słoneczną Hiszpanią, w której zaginęła australijska turystka…

    W sierpniu pojawi się również druga powieść Elina Backman, której wcześniejsza powieść Kiedy umiera król był jednym z najciekawszych fińskich kryminałów ostatniego czasu. W nowej książce, której polskiego tytułu jeszcze nie podano, powrócą bohaterowie pierwszej części, dziennikarka Saana i policjant Jan Leino.

    Tymczasem za Bałtykiem

    Wycieczkę po skandynawskich zapowiedziach zacznijmy od wizyt w domach znajomych. W Szwecji ukazała się właśnie kolejna „hiszpańska” książka. Nowa powieść Mari Jungstedt Andra sidan månen (Druga strona księżyca) to drugi tom jej serii, której bohaterami są Szwedzi pomieszkujący w hiszpańskiej Maladze.

    Powraca również Håkan Nesser, z trzema krótszymi tekstami o komisarzu Van Veeterenie. Zbiór nosi tytuł En främling knackar på din dörr (Nieznajomy puka do twoich drzwi) i oprócz tekstu tytułowego zawiera również mikropowieści Beundran (Podziw) i Botgöring (Pokuta).

    Na drugą połowę lipca zapowiedziana jest premiera powieści Tala med de döda (Porozmawiaj ze zmarłymi) z serii o Kristofferze Barku z wydziału kryminalnego policji w Örebro. Jej autorką jest Anna Jansson, znana w Polsce jako autorka cyklu o policjantce Marii Wern. Tymczasem jej nowa seria ma już trzy tomy, a jak na razie żaden z nich nie trafił do naszych czytelników.

    Nad Sundem i wśród fiordów

    Duńscy i norwescy miłośnicy kryminałów wprawdzie również mają na co czekać tego lata, jednak wśród wydawanych tam powieści niewielu będzie autorów, których znamy nad Wisłą. Duńczycy lubią książki z wątkiem politycznym, dlatego sporym zainteresowaniem cieszy się powieść Kim Leine, zatytułowana Karolines kærlighed (Miłość Karoline), opowiadająca o córce konserwatywnego polityka, która idzie w ślady swojego ojca. Praca w duńskiej ambasadzie w Rosji sprawia jednak, że jej życie zaczyna się komplikować. Wreszcie przystojny mężczyzna oferuje jej możliwość pomocy w dotarciu na fotel premiera Danii.

    Ciekawie zapowiada się również debiut dziennikarza Ole Nørskova, który napisał książkę… rzecz jasna o dziennikarzu. Mikael Eriksen to dziennikarz pracujący głównie zza biurka. Jednak kiedy w redakcji odbiera telefon z informacją o śmierci starego przyjaciela, postanawia dowiedzieć się, co się za tym wszystkim kryje. A tropy zawiodą go aż do czasów II wojny światowej.

    W Norwegii popularny jest z kolei czwarty tom serii, której bohaterką jest telewizyjna dziennikarka Kajsa Coren. Powieść Den tavse kvinde (Cicha kobieta), autorstwa Trude Teige pokazuje dziennikarskie śledztwo, dotyczące zabójstwa starszej kobiety, która wiedziała za dużo o prominentnych mieszkańcach swojej okolicy.

    A po wakacjach…

    Po wakacjach czekamy w Polsce na nową powieść Åsy Larsson. Jej sensacyjny powrót do postaci Rebecki Martinsson, będący jednocześnie zamknięciem serii, okazał się na tyle dobry, że Szwedzka Akademia Kryminału wybrała go książką roku 2021. Powieść zapowiadana jest u nas na drugą połowę roku, ale nie znamy jeszcze szczegółów.

    Prawdziwy wysyp nowości czeka nas za to po wakacjach w Szwecji. Wśród nich m.in. Kärlekens algoritm (Algorytm miłości) pierwszy tom nowej serii Monsa Kallentofta, a także kolejna powieść Camilli Läckberg, zatytułowana Gökungen (Kukułcze pisklę). Jeżeli interesuje Was jakie straszne wydarzenia wstrząsną Fjällbacką, to zdecydowanie macie na co czekać. Książka ta trafi do Polski zapewne dopiero po drugim tomie serii pisanej przez Läckberg z Henrikiem Fexeusem. Kult trafił do szwedzkich czytelników wiosną, więc u nas możemy się go spodziewać na jesieni.

    W następnym odcinku: przyjrzymy się temu, co przydarzyło się 25 lat temu pewnemu policjantowi z Oslo.

    Rafał Chojnacki

  • „Zachód zobaczył w Putinie demokratę”. Krystyna Kurczab-Redlich o „Pandrioszce”

    Kiedy świat zobaczył w Putinie człowieka, który wprowadzi Rosję na salony demokracji? Czy przywódcy największych mocarstw są odpowiedzialni za to, co dzieje się teraz w Ukrainie, bo przez lata przymykali oko na jego działania? Czy gdyby Bill Clinton inaczej zachował się wobec Borisa Jelcyna w trakcie wojny w Czeczenii, a nie grał przy nim na saksofonie, to być może sprawy by się potoczyły zupełnie inaczej? Co z władzami Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii?

    Krystyna Kurczab-Redlich opowiada o „Pandrioszcze”, w której przeczytacie o mentalności Rosjanek i Rosjan, jeździe maluchem przez puste ulice Moskwy, awanturze o bilety lotnicze, karmieniu psów w metrze, a także o wielu innych, arcyciekawych historiach.

  • Skala trudności tłumaczenia „Pokory” na język śląski? W skali 1-10, to tak 7

    Pokora” to szumny rōman ô miyłości, wojnie i rewolucyji. Epickŏ gyszichta ô Berlinie i Ślōnsku, ô Niymcach i Polŏkach, ô społecznych i etnicznych podziałach. Ô pożōndaniu, władzy, usuchliwości i cynie, co sie jã płaci we walce ô godność.

    Brzmi znajomo, a może egzotycznie? „Pokora” Szczepana Twardocha ukaże się w języku śląskim już 27 lipca nakładem Wydawnictwa Literackiego. Za przekład odpowiada Grzegorz Kulik, z którym rozmawiam o historii jego rodziny, pracy nad tłumaczeniem „Pokory”, ale też o „Hobbicie” i „Kajś”, które jeszcze w tym roku będziecie mogli przeczytać po śląsku.

     

  • Gorące premiery lipca, czyli co zabrać na wakacje?

    Jestem zaskoczony lipcem, ale pozytywnie. Sporo ciekawych książek, interesujących historii, które możecie zabrać na wakacyjne wyprawy. Po kliknięciu w okładkę przeniesiecie się na stronę wydawcy, gdzie przeczytacie więcej o interesującym Was tytule. Smacznego i miłych lektur 🙂 Oczywiście wpisujcie swoje propozycje w komentarzach.

  • Chcę wprowadzić przestępstwa do powieści, a nie powieść do przestępstw. Karin Smirnoff o kontynuacji „Millennium”

    Stieg Larsson, David Lagercrantz, a teraz pałeczkę przejmuje Karin Smirnoff. Za dwa miesiące ma oddać swoją pierwszą, czyli siódmą w serii książkę z Lisbeth Salander i Mikaelem Blomqvistem w rolach głównych. Roboczy tytuł to „Havsörnens skrik”, czyli „Krzyk orła bielika”. Premiera w Szwecji już w listopadzie. Jak Karin chce poprowadzić bohaterki i bohaterów? Które tematy wpleść w swoją historię? Posłuchajcie i obejrzyjcie.

     

  • Jakub Kania powraca! O czym będzie „Kołysanka” Macieja Siembiedy?

    Wielki powrót Jakuba Kani! Tym razem w tle muzyka, Fryderyk Chopin oraz, jak to zawsze u tego pisarza, prawdziwa historia obudowana opowieścią sensacyjną. „Kołysanka” ukaże się jeszcze w tym roku – wiele wskazuje na to, że nową książkę powinniśmy przeczytać w październiku, w okolicach Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie. Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Agora. 

  • Czy seryjny morderca jest lepszy od konsoli? Tekst Jakuba Ćwieka

    Nie tak dawno miałem okazję trafić na filmowy zapis rozmowy Tomasza Raczka z Katarzyną Bondą. Tematem głównym była szeroko rozumiana twórczość oraz pasje autorki, ale rozmowa, jak to zwykle bywa w przypadku tych, przy których nie trzeba się spieszyć, raz po raz dryfowała na boki. I jednym z takich dryfów była rozmowa na temat spraw formacyjnych wśród młodych ludzi.

    W pewnym momencie autorka wspomina o tym, jak była na spotkaniu autorskim w szkole swojej nastoletniej córki i gdy rozmawiała z jej rówieśnikami, wyszło, że większość słucha pasjami podcastów na temat seryjnych morderców.

    Swoje stanowisko wobec takiego stanu rzeczy autorka wyjaśnia klarownie, więc i ja je klarownie przytoczę, posługując się cytatem:

    „Myślę, że to jest ten wiek. I bardzo dobrze, jestem za tym ponieważ uważam, że należy pokazywać młodym ludziom, że wilk jest w lesie”.

     

    Gdy natomiast Tomasz Raczek pyta, czy pisarka nie ma obawy, że to (w domyśle podcasty true crime’owe) może trafić do wyobraźni młodych ludzi i „będą chcieli spróbować jak to jest”, Bonda odpowiada:

    „Daj Boże, żeby trafiło to do ich wyobraźni, żeby wiedzieli, że istnieje zło i dobro. A to czy oni będą sprawdzać czy ten nóż jest ostry, to moim zdaniem zależy od czegoś zupełnie innego. Chodzi o taki fundament społeczno-rodzinny i elementy psychologiczne, które sprawiają, że młody człowiek wkracza na tę ścieżkę i to wynika z lęku (…) natomiast moim zdaniem to nie dzieje się tak, że my po lekturze kryminału czy obejrzeniu jakiegoś serialu kryminalnego najbardziej krwawego, czy horroru od razu pójdziemy i zostaniemy urodzonymi mordercami”

     

    I tu się na chwilę zatrzymajmy.

    Generalnie, nie wchodząc w jakieś drobne niuanse, ani moje prywatne zdanie na wyrażony tu pogląd, słychać, że Bonda zna temat i wyraża zwartą, konkretną opinię. Nie pierwszy raz zresztą. Nietrudno sprawdzić, że pytano ją o to setki razy, a i sama, jako autorka kryminałów, a wcześniej dziennikarka zajmująca się tematem, przewałkowała to sobie w każdą możliwą stronę do tego stopnia, że może jak z rękawa sypać przykładami, statystykami i konkretnymi twardymi wynikami badań na potwierdzenie swojej tezy. A ta teza, nieco upraszczając, brzmi następująco: to nie tak, że kryminały czy podcasty true crime’owe są szkodliwe same w sobie, bo jak każde ziarno, zależy na jaki trafią grunt. Ale co do zasady to nawet dobrze jeśli nastolatki będą słuchać pasjami o seryjnych mordercach, bo dzięki temu nauczą się że istnieje zło.

    Tomasz Raczek i Katarzyna Bonda, fot: Kanał YT – Onet Styl Życia

    Mija jednak niedługa chwila i narracja Bondy nagle się zmienia. Nagle znajduje się medium, które jednak nie łapie się na kategorię ziarna zależnego od gleby. I są to, uwaga, gry.

    Oddajmy raz jeszcze głos autorce:

    „Natomiast moim zdaniem to jest absolutnie sytuacja, w której rodzice i ludzie którzy są w środowisku widzą różne rzeczy niepokojące. Nie wiem, na pewno jest bardzo wielki problem z grami, z uzależnieniem od gier, które też jakby stępiają pewien rodzaj wrażliwości i mogą nie tyle zachęcać, co zdejmować poczucie odpowiedzialności u młodego człowieka.”

    I na tym etapie przyznam, że trochę zdurniałem. Po pierwsze dlatego, że w przeciwieństwie do wypowiedzi numer jeden tu autorka nie wypowiada się już tak konkretnie. Podnosi na przykład zarzuty stosowane wobec gier po prostu (że oswajanie i bagatelizowanie przemocy) i miesza je z uzależnieniem od gier, co jest dość drastycznym myleniem pojęć. Każde uzależnienie jest bowiem poważnym problemem, w pewien sposób szczególnie u młodego człowieka. I nieważne czy mówimy o cukrze, social mediach, grach sieciowych, mecie czy seksie.

    Skupmy się jednak na tym fragmencie o stępianiu wrażliwości i zachęcaniu do zdejmowania poczucia odpowiedzialności. A dokładniej na tej dziwnej rozbieżności z jaką Katarzyna Bonda traktuje poszczególne media.

    Dlaczego brutalne książki czy seriale nie mają tych strasznych skutków ubocznych, które rzekomo mają gry? Czy w ogóle możemy przyjąć takie odgórne założenie?

    Wszystko, jak zawsze, sprowadza się do wyboru przykładów.

    Generalnie nie słucham podcastów true crime’owych i ciężko mi oceniać ich wartość, ale jestem gotowy przyjąć założenie – podparte jakimś tam wąskim doświadczeniem jako odbiorca – że istnieją wśród nich programy wartościowe, nie tylko opisujące detalicznie daną zbrodnię, ale i przedstawiające sytuację społeczną, los ofiar, jakąś próbę zanalizowania problemu, który doprowadził do tego, że jakiś potwór w ludzkiej skórze zaczął dokonywać straszliwych zbrodni.

    Ale są też, i tu chyba zgodzimy się wszyscy, podcasty pisane na kolanie, stanowiące rynsztokowo-brukowy zapis zbrodni i będący po prostu tanią pożywką dla miłośników mocnych wrażeń. Których jest więcej? Pozostawiam to Waszej ocenie, sam, jak napisałem, nie czuję się ekspertem.

    www.unsplash.com/Igor Karimov

    Podobnie rzecz ma się z kryminałami, zarówno książkowymi jak i serialowymi. Tu znam się trochę lepiej, więc mógłbym bez trudu wskazać rzeczy ciekawe, mądre, niosące za sobą jakąś wartość. Przewagę jednak, w myśl zasady o pieniądzu lepszym i gorszym, stanowią nieudolnie sklecone bzdety oparte na tanim szoku. Tak jest w każdym medium i nie ma co się dziwić, ani specjalnie na to utyskiwać. Rzecz, żeby umiejętnie w tym przebierać.

    I teraz, wracając do meritum: czy potrafiłbym wskazać gry komputerowe, w które nie powinny grać młodzi ludzie? Tak, nawet po samych pudełkach. Wchodzę do sklepu, patrzę gdzie jest znaczek z osiemnastką i już wiem, że to są gry niedozwolone dla młodych ludzi. I rzecz jasna to nie jest doskonały system, wiele tu przecieka przez palce. Ale mimo wszystko jest tu jakiś model oznaczania niewłaściwych treści, prawda? Coś, czego raczej nie ma na książkach kryminalnych. Ba, często treści skrajnie przemocowe pojawiają się w książkach, które wcale tego nie sugerują, jak na przykład recenzowane kiedyś przeze mnie „Osiedle RZNiW”.

    Zatem zapytam inaczej – czy potrafiłbym wskazać gry, które są świetnymi przykładami wyśmienitej interaktywnej narracji? Niosące za sobą jakiś przekaz i dające do myślenia? Ależ proszę, od ręki: Red Dead Redemption 2, Wiedźmin 3, Detroit: Become Human, nowy God of war, The Last of Us (1 i 2), Plague Tale, Hellblade: Senua’s Sacrifice. I celowo wymieniam tutaj te gry, w których dzieje się przemoc, odpuszczając te niemal zupełnie przemocy pozbawione (na przykład wyśmienite „It takes two” czy kolorowe opowieści o „Ratchetcie i Clanku”.

    Do czego zmierzam? W zasadzie do tego, co na samym początku powiedziała Katarzyna Bonda, zanim zdryfowała na nieznane jej morza tematów growych: To, co będzie rozwijać albo spaczać następne pokolenie to nie tyle same media, co fundament, jaki im zapewnimy, ucząc ich odpowiednich wyborów.

    Bo Bonda – o Raczku nie wspomnę, bo na temat jego podejścia do mediów których nie rozumie, jak komiksy czy gry, mam zdanie jak najgorsze – zapomina najwyraźniej o jednym. Że jej spokój związany z pasją córki i jej koleżanek bierze się z tego, że ją (tę pasję) rozumie.

    Gdy wiesz cokolwiek o grach, możesz sugerować właściwe wybory. Tak samo jak wtedy, gdy wiesz coś o książkach, o filmach, o czymkolwiek. Możesz dzielić tę pasję, możesz doradzać, odradzać i twoje jako rodzica zdanie coś znaczy.

    Gdy nie znasz, ale potępiasz w czambuł, mieszając dodatkowo pojęcia, to można chyba powiedzieć, że nie w grach jest problem. Ani nie w dziecku.

    Jakub Ćwiek

  • Pippi Långstrump po śląsku już jest, za chwilę będzie Hobbit!

    Liczba książek wydanych w języku śląskim wciąż rośnie. Czytelniczki i czytelnicy mogą już sięgnąć po przygody Pippi w przekładzie Rafała Szymy, a już za rogiem czai się Hobbit, za którego tłumaczenie odpowiada Grzegorz Kulik. Czy literatura po śląsku się sprzedaje? Jak doszło do przekładu przygód Pippi? Kto najczęściej kupuje książki po śląsku? O tym Piotr Długosz z Wydawnictwa Silesia Progress.