Kategoria: Aktualności

  • „Śnią mi się już sceny nowej książki”.

    Rozmawialiśmy na chwilę przed rozpoczęciem Gali Bestsellerów Empiku, ale widać było, że Katarzyna Bonda żyje już w świecie swojej najnowszej książki. Posłuchajcie kiedy zaczyna pisać „Czerwonego pająka”, a także kiedy wróci ze swoim bohaterem na Śląsk. 

     

  • Jezus jak Herkules Poirot, czyli Yann Martel w rozmowie ze smakksiazki.pl

    Ten sympatyczny szympans, który spogląda na Was ze zdjęcia głównego, to być może jeden z bohaterów najnowszej książki Yanna Martela. „Wysokie góry Portugalii” to opowieść o miłości, przemijaniu, śmierci. Momentami smutna, chwilami rozbawiająca do łez. Przeczytajcie krótką rozmowę o najnowszym tytule, a także o innych, ponadczasowych tematach. 

    Śmierć to stały element pana powieści. Ten temat powraca także w „Wysokich górach Portugalii”. Dlaczego akurat motyw wciąż się pojawia?

    Nie jestem pewien, to chyba naturalna skłonność. Być może rezultat moich studiów filozoficznych. Inną przyczyną może być wieloletni wolontariat w centrum opieki paliatywnej. Nie jestem ponurakiem ani też jakimś szczególnym wielbicielem makabry, ale mam takie spostrzeżenie, że wartość życia doceniamy najbardziej w obliczu śmierci. Życie, które ignoruje obecność śmierci, staje się błahe, pozbawione głębi. Patrzeć w twarz śmierci to rozumieć znaczenie życia, a z tego zrozumienia płynie akceptacja i satysfakcja.

    Dlaczego zdecydował się pan osadzić akcję powieści w Portugalii? Wiążą się z tym krajem jakieś szczególne wspomnienia?

    Tym razem, inaczej niż w przypadku „Życia Pi”, gdzie Indie były po prostu częścią historii, lub książki „Beatrycze i Wergili”, w której metafora narzucała umiejscowienie opowieści, osadzenie akcji „Wysokich gór Portugalii” było w znacznej mierze dziełem przypadku. Temat powieści, czyli zmaganie z cierpieniem, jest na tyle uniwersalny, że wydarzenia mogłyby właściwie rozgrywać się w dowolnym miejscu na świecie. Mam jednak wielki sentyment do Portugalii – wybrałem się tam w pierwszą w moim życiu samotną podróż z plecakiem i jakąś część tego kraju noszę w sobie do dziś.

    Porównanie Herkulesa Poirota do Jezusa Chrystusa nie jest nieco ryzykowne?

    Cóż, ta daleko idąca paralela, która pojawia się w książce, może wydawać się zaskakująca, jednak śmierć – jej bliskość i życie w jej cieniu – łączy obydwie postaci. Chrystus pokonuje śmierć przez zmartwychwstanie, Agatha Christie czyni z niej najwyższej klasy rozrywkę. Zbawiciel i detektyw oswajają śmierć i sprawiają, że staje się ona mniej przerażająca.

    Będę szczery, moim ulubionym bohaterem tej książki jest Odo, który staje się ważną częścią życia Petera. Jest tu też druga małpa, ta ukrzyżowana przez ojca Ulissesa. Dlaczego właśnie małpy?

    Zależało mi na zwierzęciu, które jest biologicznie jak najbliższe człowiekowi. Jeśli Bóg stał się człowiekiem – a fundamentem chrześcijaństwa jest przekonanie, że tak się właśnie stało – to stał się także zwierzęciem, jako że my ludzie dzielimy ze zwierzętami znaczną część materiału genetycznego, przy czym z szympansami aż 98,8%. Jeśli w człowieku jest choćby najmniejszy pierwiastek boski, to jest on też w zwierzęciu. A jeśli Bóg umarł na krzyżu za nas ludzi, to umarł też za wszystkie inne żywe stworzenia, a Jego cierpienie jest nie tylko cierpieniem ludzkim, ale też cierpieniem zwierząt. Choć różnimy się od zwierząt, jesteśmy z nimi związani bardziej, niż się pozornie wydaje.

    Czy Agatha Christie jest Pana ulubioną pisarką?

    Tak. W swoich książkach Christie osiąga dokładnie to, co osiągnąć zamierza. Tylko czytając jej opowiadania, byłem czasami w stanie odgadnąć, kto okaże się mordercą. W jej powieściach tożsamość mordercy pozostaje zagadką aż do samego końca. Czy nie tak samo jest w życiu? Miejsce, czas i okoliczności naszej śmierci są do końca nieznane. W tej bliskości śmierci, życiu w jej cieniu, jest coś prawdziwie religijnego.

    Literacki Nobel dla Alice Munro i Nagroda Bookera, którą pan otrzymał, miały duże znaczenie dla Kanadyjczyków i literatury kanadyjskiej?

    Nagroda Nobla w dziedzinie literatury to wielki zaszczyt dla Kanady – Polacy zdobyli ją aż trzy razy, Munro jest pierwszą kanadyjską laureatką tego prestiżowego wyróżnienia. Jeśli chodzi o mojego Bookera, to dzięki tej nagrodzie „Życie Pi” dotarło do ogromnej rzeszy czytelników.

    Zna pan jakichś polskich pisarzy, lubi pan polską literaturę?

    Czytałem poezje Szymborskiej i Miłosza, trochę prozy Gombrowicza i Kapuścińskiego.

    Jakie wrażenia z pobytu w Polsce? 

    Polska to fascynujący kraj, o wiele większy i geograficznie bardziej zróżnicowany niż się spodziewałem. Macie wspaniałą kulturą i bardzo skomplikowaną, smutną historię.

  • „Zamęt” będzie moim hołdem dla zamordowanego Piotra Stańczaka.

    Jesienią ukaże się „Zamęt”, pierwsza część nowej serii książek Vincenta Severskiego. Rozmawiamy o nowym otwarciu, „Stawce większej niż życie”, serialu Canal+ na podstawie książek autora, a także o…zaliczce za napisanie książki 😉 

  • Tylko na smakksiazki.pl: Powstaje serial internetowy na podstawie scenariusza Kuby Ćwieka. [wideo].

    Wyobrażacie sobie połączenie”Zabójczej broni” i „Kłamcy”? Już wkrótce zobaczycie efekt tej mieszanki wybuchowej, bo autor tego drugiego tytułu napisał scenariusz serialu internetowego.  „Stróże”, bo taki będzie miał tytuł,  będą wrzucani do sieci raz w tygodniu, odcinki będą miały… albo nie, oddaję głos Kubie, który najlepiej opowie Wam o serialu. 

  • Dan Brown w Polsce? Być może jeszcze w tym roku! [wideo]

    Dana Browna przedstawiać nikomu nie trzeba. Zapewnie wiecie, że już jesienią będzie już można kupić jego najnowszą książkę „Pochodzenie”. Jak się okazuje, to może nie być jedyna dobra informacja dla fanów bestsellerowego pisarza. Okazuje się bowiem, że spore szanse na to, że autor, m.in. „Kodu Leonarda da Vinci” odwiedzi Polskę. Co więcej, może się to zdarzyć jeszcze w tym roku. Posłuchajcie zresztą sami. 

     

     

  • Biblioteka w ogniu, potrzebna pomoc!

    Pomożecie? Pomożemy! Hasło znane od lat, teraz trzeba zastosować w realiach książkowych. W ostatnich dniach stycznia spłonęły zbiory biblioteki w Cieszynie. Na pomoc ruszył Program Rozwoju Bibliotek, który apeluje do wszystkich, żeby pomogli odbudować księgozbiór. Wszystkie potrzebne informacje znajdziecie tutaj – klik

    Bibliotekarze proszę przede wszystkim o literaturę piękną wydaną po 2007 roku. Jeśli macie ochotę pomóc, to książki możecie wysłać na adres:

    Biblioteka Miejska w Cieszynie, ul. Głęboka 15, 43-400 Cieszyn.

    Udostępniajcie znajomym, pomóżmy razem.

    Zobaczcie co zarejestrował swoją kamerą portal ox.pl.

     

  • Dobra literatura już się nie broni. Felieton Wojciecha Chmielarza.

    Samych królowych polskiego kryminału naliczyłem trzy. Do tego dochodzi pierwsza dama polskiego kryminału retro, a niedawno ujawniła się pierwsza dama polskiego kryminału noir. Prawie każda tytuł zawdzięcza nie czytelnikom, ale została pasowana przez dział promocji.

    Od pewnego czasu prowadzę kursy pisarskie na temat tego, na czym się znam najlepiej, czyli tworzenia kryminałów. Oprócz omawiania sposób tworzenia bohaterów, konstrukcji fabuły, sposobów na zmylenie czytelnika z uczestnikami rozmawiamy trochę o samym rynku księgarskim. O tym, co się teraz sprzedaje i co ważniejsze, dlaczego się sprzedaje. I z zajęć na zajęcia coraz więcej czasu poświęcamy na omawianie roli promocji w sukcesie księgarskim. Podczas jednych zajęć przez kilkanaście minut opowiadałem na przykładach różnych pisarzy, o tym jak pewne nazwiska zostały wypromowane, a innym się nie udało. Starałem się zdiagnozować, dlaczego tak się stało. Kiedy skończyłem jeden z uczestników spojrzał na mnie poważnie i powiedział (a może zapytał)

    – Wszytko to fajne, ale dobra literatura sama się wybroni.

    Nawet się nie zorientowałem, bo zrobiłem to całkowicie automatycznie, kiedy z moich ust wydobyło się proste

    – Niestety, nie.

    Może najsmutniejszy w tej sytuacji był wyraz twarzy innych uczestników kursu, którzy milcząco przyznawali mi rację.

    Żyjemy w czasach, kiedy dobra literatura nie obroni się sama. Zastanawiam się zresztą, czy kiedykolwiek takie istniały. Może kiedyś, dawno, dawno temu. Chociaż i wtedy przekonująco wykreowana literacka legenda potrafiła tylko pomóc. Teraz jednak mam wrażenie z roku na roku jest coraz gorzej. Rośnie rola działań promocyjnych. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest moim zdaniem jedna i ta sama. Wyjątkowy zły stan rynku książki w Polsce. Jest do tego stopnia kiepsko, że jedyną dobrą rzeczą, którą można powiedzieć, jest to, że może być już tylko lepiej. O ten niewielki skrawek walczą dziesiątki wydawnictw i setki tytułów. Każdy próbuje się przebić i każdy prowadzi coraz ostrzejszą walkę o uwagę czytelnika. Reklamy. Stoiska w empiku. Wyrafinowane, ale i często prostackie akcje promocyjne. Aktywność na portalach społecznościowych i czytelniczych. Skupienie się na stworzeniu wizerunku autora (jego legendy, jak podpowiedział mi jeden z kursantów). Mało w tym miejsca dla samej powieści, prawda? I nic dziwnego. Sama książka jest może w tym wszystkim najmniej ważna. Bo też, jak słusznie zauważył Krzysztof Cieślik (tutaj), krytyka literacka w Polsce już prawie nie istnieje. I dlatego, że mało kto się nią zajmuje, i dlatego, że po prostu nie ma dla niej miejsca w czołowych gazetach, tygodnikach, w telewizji. Jeden z czołowych krytyków powiedział mi niedawno, że pięć lat temu tworzył eseje na temat książek. Dwa lata temu recenzje. Obecnie pisze już tylko aforyzmy. Jedynym w miarę popularnym pismem poświęconym literaturze obecnym w kioskach są „Książki. Magazyn do czytania”. Kwartalnik. Z rzeczy bardziej branżowych istnieje jeszcze kryminalny „Pocisk” i „Nowa Fantastyka”. Łącznie trzy czasopisma na trzydzieści osiem milionów obywateli (przepraszam, jeśli jakieś pominąłem, ale nawet jeśli – ogólnego obrazu sytuacji to nie zmienia). W efekcie coraz mniej miejsc, gdzie można o książkach poczytać i porozmawiać, gdzie wypowiadają się na ich temat ludzie wykształceni, oczytani, z odpowiednim warsztatem. Pozostaje jeszcze blogosfera. I chociaż są ciekawe i wiarygodne blogi o literaturze, to nie ukrywajmy – opowieści o tym, ile kosztuje pozytywna recenzja (niekoniecznie z przeczytanej książki) nie są wyssane z palca.

    Dlatego nie mam wątpliwości. Przegapiliśmy wiele dobrych książek właśnie dlatego, że nie stała za nimi maszyna promocyjna wielkiego wydawnictwa, że nie znalazł się nikt, kto wyłożyłby pieniądze na billboardy w metrze i stoiska w Empiku. Ale też mam nadzieję, że koniec końców na trwałe przebijają się, nawet przy dużym wsparciu działu reklamy, ci, którzy na to zasłużyli. A przynajmniej tak mówię moim kursantom.

    Jeszcze.

    Wojciech Chmielarz

  • „Czerpię garściami z Hrabala i Zembatego”.

    Tę książkę wydał najpierw za swoje pieniądze za zasadach self publishingu. Później napisał „Mędrca kaźni” i wydawnictwo postanowiło opublikować „Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć”. Co ciekawe, książka ukazała się już w Niemczech. Z Tomaszem Kowalskim rozmawiam o Hrabalu, kontestacji otaczającego nas świata, a także temperaturze panującej w mogile. Smakksiazki.pl jako pierwszy publikuje nową okładkę książki.

    Już za kilka tygodni na rynku księgarskim ukaże się drugie wydanie twojej książki pod tytułem „Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć”. Czy to nie za wcześnie na drugie wydanie tego samego tytułu?

    Pierwsze wydanie „Grabarzy”, tak jak moja poprzednia powieść, wydane zostało w procesie tzw. self publishing’u. Formuła ta, przynajmniej w moim przypadku, zupełnie się nie sprawdziła. Wydawanie książek we własnym zakresie, niesie ze sobą niebezpieczeństwo, że nasza twórczość dotrze do bardzo ograniczonego kręgu odbiorców. I tak też się stało. Dopiero podjęcie współpracy z profesjonalnym wydawnictwem, w moim przypadku, jest to Wydawnictwo MG z Warszawy, daje szansę na to, by książka, która kosztowała autora tyle pracy, dotarła do czytelnika. Ewentualny sukces tytułu, to już zupełnie inna sprawa. Tak naprawdę teraz mogę powiedzieć, że wydałem dwie książki.

    Na czym polega różnica?

    Przede wszystkim, teraz moje książki są do kupienia w księgarniach. Czytelnik może je zdjąć z półki, dotknąć, przewertować, kupić. Poza tym kwestia marketingu. Wydawnictwo organizuje za ciebie spotkania z czytelnikami, rozmowy z mediami, udział w targach książki etc. Samemu nie jest łatwo. Ważne jest również to, że mail od zawodowego wydawcy, w którym możesz przeczytać, że ktoś zainteresowany jest podjęciem ryzyka i wydaniem twojej książki, stanowi dowód na to, że twoja twórczość jest, z punktu widzenia literackiego, coś warta, a nie jest tylko subiektywnym odczuciem, skażonym miłością twórcy do swojego dziecka.

    OK. To twoja druga książka po „Mędrcu kaźni” wydana nakładem Wydawnictwa MG. „Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć” o czym, tak w skrócie opowiada twoja powieść?

    Książka „Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć’’ opowiada historię z życia trzech grabarzy, a właściwie parotygodniowy wycinek z ich życia, pewnej ciepłej jesieni, gdzieś w południowej Polsce. Grabarze zatrudnieni są na cmentarzu w miejscowości o nazwie Ponura. Tomasz, Rysiek i Młody, główni bohaterowie powieści, to mężczyźni w różnym wieku. Tomasz, najstarszy z nich, to rodzaj życiowego mądrali, abnegata, a zarazem mentora i nauczyciela – głównie dla Młodego. Rysiek natomiast, reprezentuje najbardziej chyba pragmatyczną stronę życia dojrzałego faceta. Pracując na cmentarzu, prowadzą rozmowy o świecie i życiu – również tym poza grobowym – w oparach wódki i dymu papierosowego. Komentują rzeczywistość, głównie ją kontestując.

    Nie są sami

    Tak. Odwiedzają ich goście i stali bywalcy cmentarza, dając powody do kolejnych dyskusji. Specjalnie zresztą użyłem formy stali bywalcy, bo jak się przekonasz, w książce jest wiele wątków nadprzyrodzonych, fantastycznych.

    Nie jest to jednak książka z gatunku fantasy.

    Boże broń! Nic z tych rzeczy. Tak więc, mamy tytułową śmierć, zblazowaną i chyba trochę przemęczoną. Więcej w niej z robotnika, niż myśliciela. Jest również stara dewotka Walazkowa, która mimo dość tradycyjnych poglądów i kategorycznych sądów, daje się lubić. Handlarz i wytwórca zniczy Pan Ćwięczek, czyli taka małomiasteczkowa wersja klasy średniej. Człowiek prostolinijny ale ambitny. Kto jeszcze? Madame helikopter, stara, lokalna prostytutka i wiele, wiele innych, dziwnych postaci, które nadają tej powieści sporo kolorytu.

    Zapomniałeś jeszcze o Murnałowskim

    A no właśnie. Wampir alkoholik, symbol upadku środkowej Europy. Tak, to bardzo ważna postać – i zabawna i tragiczna zarazem.

    Skąd pomysł na umiejscowienie powieści właśnie na cmentarzu?

    Na pewno stoi za tym moje zamiłowanie do makabreski i turpizmu oraz czarnego humoru w stylu Macieja Zembatego. Ale głównie chodziło mi o to, że ten cmentarz to rodzaj symbolu. Metafory wewnętrznego świata ludzi, którzy mają problem z akceptacją rzeczywistości, która ich otacza. Ten cmentarz jest odpowiedzią na niezgodę wobec narastających zjawisk, takich jak wszechobecna pochwała prostactwa, tandety, demonstracja pospolitości determinująca nasze potrzeby i gusta, dewaluacji pojęć, takich jak sztuka, czy artysta. Tak naprawdę książka skierowana jest do ludzi, którzy nie potrafią uznać pewnych zasad, jakimi kieruje się współczesny świat, którzy nie żyją tylko po to by wybudować nowy dom, by być wysportowanym i z wieczne naklejonym uśmiechem na gębie podskakiwać na bieżni w markowym ubraniu. I w końcu do ludzi, dla których nie liczy się tylko to, co praktyczne i opłacalne. To właśnie ta grupa, która nie widząc możliwości wpływu na kierunek biegu współczesnego życia, przyjmując postawę wycofania, emigruje gdzieś w głąb samych siebie, otacza się wyselekcjonowaną grupą znajomych i w ostatecznym rozrachunku stawia sobie taki wewnętrzny, cmentarny mur, po to by funkcjonować trochę poza resztą.

    Mówisz, że główni bohaterowie książki to kontestatorzy rzeczywistości. W takim razie, czy przedstawiane przez nich poglądy nie będą ocierać się o coś, co dzisiaj nazywane jest dzisiaj hejterstwem?

    Poglądy, które prezentuje w powieści za pośrednictwem wykreowanych przeze mnie bohaterów w żaden sposób nie wpisują się w definicję tzw. „hejterstwa”. Chociaż, tak jak w przypadku mojej pierwszej książki „Mędrca kaźni” podejmującej trudny temat kary śmierci, mogę śmiało powiedzieć, że poziom i styl prowadzenia dialogu w Internecie był dla mnie bodźcem do wypowiedzenia się o ważnych sprawach w książce, niejako w kontrze do wszechobecnej demagogii. Moi bohaterowie starają się używać w dyskusji argumentów, wspartych przykładami z życia i własnymi przemyśleniami. Kpią również, zaznaczam w sposób sympatyczny, z postaw i prezentowania poglądów, opartych o zasadę „nie, bo nie”, „bo tak”. Poza tym, ja sam ma wielki dystans do samego siebie, swojej wiedzy i niezłomności poglądów, czego dałem wyraz w książce, poddając krytyce Tomasza.

    Powieść jest pełna anegdotek, przypowieści, przeróżnych historyjek, czarnego humoru. Skąd brałeś inspiracje?

    Na pewno literacką inspiracją była i jest dla mnie twórczość Bohumila Hrabala. To mistrz opowiadania o prostych historiach, które zdarzają się zwykłym ludziom, a które nie opowiedziane w odpowiedni sposób, po prostu poszłyby w niepamięć. Taka jest zresztą w moim odczuciu rola pisarza. Twórca, to człowiek obdarzony pewną dozą wrażliwości i spostrzegawczości. Jego zadaniem jest właśnie dostrzeżenie niuansów życia, takich drobnych smaczków i przekazania ich dalej. Chodzi o zwrócenie uwagi, a następnie wyciągniecie morału. A wracając do książki, to wiele z opowieści snutych przez moich bohaterów miało miejsce w rzeczywistości. Chociażby Walazkowa, to przerysowany obraz babci mojej żony, która raczyła nas historiami z życia, często nie z tej ziemi.

    Jak ekshumacja świeżo pochowanego dziadka, który we śnie skarżył się na ziąb w mogile?

    Na przykład. Historia autentyczna.

    Bawisz się też konwencjami.

    To prawda. Lubię parodie, byle nie wulgarne. W mojej książce pojawia się na przykład rozdział pod tytułem Widzenie Ćwięczka, które nawiązuje do Dziadów Adama Mickiewicza i w ogóle do polskiego romantyzmu. Jest też opowiadanie o oblivokrach, które będzie się czytelnikom pewnie kojarzyć z postaciami trzech wiedźm z Makbeta. Jest jeszcze parę innych, podobnych zabiegów.

    To już zupełnie na koniec, dlaczego należy przeczytać tę książkę?

    Myślę, że dla wielu z czytelników książka ta będzie dowodem na to, że nie odnajdując przyjemności w oglądaniu kolejnego, wielce utalentowanego, jednodniowego celebryty znikąd, może i jesteśmy niedostosowanym, naburmuszonym dziwadłem, ale nie jedynym na tym świecie. Że są ludzie, którzy również jak ja i ty, nie toną w zachwytach nad zgrabnym brzuchem prezenterki prognozy pogody, mającej ambicję zagrania Lady Makbet i to zaraz po wydaniu swojej książki o diecie bezglutenowej i nie imponuje im tandetny blichtr prowincjonalnych polityków i biznesmenów w drogich garniturach ale brudnych butach.

  • „Jest to opowieść bajkowa, a przecież bajki są bardzo ważne w naszym życiu”.

    Dotychczas pisała scenariusze, teraz przyszedł czas na debiut literacki. „Załatw pogodę, ja zajmę się resztą” to komedia romantyczna nie tylko dla kobiet. Dziś premiera książki, więc łapcie wywiad z Renatą Frydrych. Kamera smaku zastała autorkę w trakcie sesji zdjęciowej. 

     

    https://youtu.be/AD1_hUagPmg