Kategoria: Aktualności

  • „Piraci traktują porwanych jak bydło”. Rozmowa z dziennikarzem przetrzymywanym przez somalijskich piratów

    Mógł ćwiczyć jogę, ale przez ponad rok nie mógł zadzwonić do matki. Pilnowało go dziesięciu strażników, ale tylko z połową rozmawiał mieszanką angielskiego z somalijskim. Był okres, kiedy bardzo poważnie myślał o samobójstwie, bo nie wierzył, że zobaczy dom rodzinny. Przeżył. Gdy wrócił do domu, przez Facebooka skontaktował się z nim…jeden z porywaczy, którego Michael przepytał na okoliczność powstającej książki. Drodzy, poznajcie Michaela Scotta Moora, człowieka o stalowej psychice, który po 7 latach od porwania przez somalijskich piratów, potrafi już z tego żartować.

  • „Boję się, że już nigdy nie napiszę tak dobrej powieści, jak ostatnia”

    Prawda jest taka, że do tej rozmowy mogłem wybrać kilka tytułów, bo Zygmunt Miłoszewski naprawdę dużo powiedział. Trochę o książce, która ukaże się, jeśli nic nie pierdyknie, za rok, a także trochę o kolejnym projekcie literackim. Przyznaje też, że miał problem, żeby usiąść ponownie do pisania. Dlaczego? Dowiecie się z rozmowy. Jest też o postaciach z „Bezcennego”, dokumentacji na statku… Każdy wielbiciel twórczości Zygmunta znajdzie tutaj coś dla siebie. Nie, nie pytałem o Szackiego 😉

  • „Mój dziadek prawdopodobnie widział żywą Krystynę Skarbek jako jeden z ostatnich”

    Vincent V. Severski opowiadał w moim podcaście (klik), że przy pisaniu książki o Krystynie Skarbek współpracuje z Piotrem Niemczykiem, którego dziadek – Stanisław Cat-Mackiewicz, widział ją żywą najprawdopodobniej jako jeden z ostatnich. Jak wygląda zbieranie materiałów dotyczących jej życia? Jak sobie poradzić z tym, że w obiegu jest kilka dat i miejsc urodzin? Czy kilkadziesiąt minut przed śmiercią zjadła kolację z jego dziadkiem? Posłuchajcie, co o tym wszystkim mówi Piotr Niemczyk, którego można słuchać godzinami.

  • Wszystko zostaje w rodzinie, czyli dziś premiera „Przeciwko bratu”

    Pisałem na Facebooku kilka dni temu, że dawno nie czytałem tak dobrego debiutu. Zdanie podtrzymuję, czekam na kolejny tom (będą trzy). Z czym kojarzy się Częstochowa, to specjalnie nie będę tutaj wyjaśniał, więc scenerię mniej więcej macie w głowie. Jest Jerzy – szef policji oraz jest Stanisław – biskup pomocniczy, który tak naprawdę trzęsie kurią. Tak się składa, że panowie są braćmi, a tytuł książki idealnie oddaje to, co w książce się dzieje. Który z nich jest czarnych charakterem, a który niewinną (?) owieczką? Co wspólnego z całą historią ma pewna prawniczka, a kto zasadza się na częstochowskie grunty. Sporo rzeczy zostaje tutaj w rodzinie. Niestety, nie mogę Wam o wszystkim napisać. Tak naprawdę, to każde kolejne słowo, będzie słowem za dużo. Dziś premiera „Przeciwko bratu” – polecam i na pewno Marcin Dudziński jeszcze się tutaj pojawi.

     

  • „Niektórzy skakali z mostu, żeby nie dożyć wojny”

    Być może nie jesteście w stanie uwierzyć w tytuł naszej rozmowy, ale to prawda. Jak pisze Marcin Zaborski w swojej książce, skok z mostu niczego jeszcze nie gwarantował, więc żeby mieć pewność śmierci, niektórzy dociążali się różnymi przedmiotami. „Lato’39. Jeszcze żyjemy” to rzecz o przedwojennym lecie właśnie. O konkursach na najpiękniejszy balkon, o ludziach, którzy zakłócali innym spokój za głośno słuchając radia, o wyprawach Polaków nad morze. Ludzie czerpali z życia garściami, bo przecież nie wiedzieli, że za kilkadziesiąt, kilkanaście, a w końcu kilka dni, wszystko się skończy. Dla niektórych skończyło się też życie. Jak więc wyglądało to ostatnie lato? Przeczytajcie koniecznie, ale najpierw posłuchajcie naszej rozmowy. Tak, głos może Wam się wydać znajomy, bo autor na co dzień prowadzi rozmowy w RMF FM.

  • „Cenne oceny, czyli jak stworzyć arcydzieło w 10 minut”. Lipcowy felieton Bartosza Szczygielskiego

    Zastanawialiście się kiedyś, ile prawdy jest w teoriach spiskowych? Nie mówię tutaj o twierdzeniach, że na Księżycu nikt nie wylądował, szczepionki powodują autyzm, a Ziemia jest płaska, jak deska do krojenia. Wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, że większość takich teorii jest zwyczajnie wyssana z palca. Ale co z teorią, że da się stworzyć arcydzieło, niezależnie od tego, jaką jakość prezentuje?

    Mam w sobie coś z masochisty, bo zamiast siedzieć wygodnie na kanapie i oglądać kolejny sezon ulubionego serialu, siedzę przy biurku i klikam w profile na portalu Lubimy Czytać. Portalu, który zapewne każdy szanujący się książkoholik doskonale zna, choć nie musi z niego nawet korzystać. Ja korzystam (rzadko, ale jednak), a kiedyś nawet pisałem tam oficjalne recenzje, ale o kulisach tego mówić nie będę, gdyż dałem słowo, a nie lubię go łamać. „Serce”, czyli moja ostatnia powieść miała także patronat Lubimy Czytać, co sobie chwalę, bo być może trafiłem do kilku nowych czytelników.

    I tak właśnie przeglądając portal przypomniałem sobie rozmowę z przyjacielem, który kilka lat temu zaproponował mi pracę. Nie zgodziłem się, bo pracę i kręgosłup moralny miałem i nadal mam, ale sam temat gdzieś tam do mnie powracał. Chodziło o to, żeby pisać „recenzje” oraz oceniać książki na różnych portalach. Oczywiście jednym z nich było Lubimy Czytać, ale w grę wchodziły także strony Empiku, Merlina i wielu innych internetowych księgarni. Jak taka praca miałaby wyglądać? Zakłada się kilkanaście różnych kont, podpina je pod kilkanaście różnych adresów mailowych i trzaska się „dziesiątkami”. Do tego dobrze dorzucić kilka sloganów: świetnie się czyta, wciąga jak diabli, najlepsza książka w moim życiu. Wiecie o co chodzi.

    Napisałem, że temat do mnie powracał, bo dostałem kiedyś taką propozycję, ale będąc już autorem, czyli: „hej, daj piątaka, a skoczy ci ocena tu i tam”. Oczywiście wiadomość nie brzmiała dokładnie tak, ale jej sens starałem się zachować. Wiem też, że tego typu maile trafiają do wydawców. Za relatywnie niewielką kwotę ludzie są w stanie zrobić z każdej książki, nawet mocno przeciętnej, arcydzieło. Przynajmniej w Internecie. Wydawać by się mogło, że teraz takie rzeczy powinny być niemożliwe, prawda? Jakaś weryfikacja po numerach IP? Cokolwiek, co ograniczałoby tworzenie kilkunastu fikcyjnych kont. No dobra, ale czy to dalej jest możliwe?

    www.unsplash.com/Tianyi Ma

    W dwie minuty założyłem nowe konto i dałem pewnej książce ocenę. Wybrałem pozycję na tyle popularną, że ani jej nie zaszkodziłem, ani nie zrobiłem dobrze. Z czystym sumieniem – 7/10. Ocenę usunę, bo nie chciałbym wpływać na całokształt. Zależało mi tylko na tym, by sprawdzić, czy mechanizm dalej działa i jak się okazuje działa, bo zrobiłem też… kolejne konto. I dałem kolejną ocenę. I kolejną. I kolejną z kolejnego konta. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że można w jednym domu korzystać z kilku kont, ale jednak sam proces weryfikacji powinien być solidnie przemyślany. Obawiam się, że teraz nie ma go w ogóle. Bo i po co, skoro interes się kręci, a wszyscy są zadowoleni?

    No dobra, wiemy już, że da się zawyżać oceny i nie spotka nas za to kara. Tylko czy ktoś tak robi? Dowodów nie mam, ale przejrzałem kilka ostatnich „hitów”, czyli książek, o których jest wszędzie diabelnie cicho, a na portalu mają wysoką ocenę z setkami głosów. Natrafiłem tam na sporo kont, gdzie nie jestem w stanie zobaczyć informacji o tym, co dany użytkownik jeszcze oceniał. Odbijałem się od pola z napisem „brak uprawnień”. W przypadku jednej książki natrafiłem na kilkanaście takich kont i każde z nich dało ocenę 9/10 lub 10/10. Do tego krótkie uzasadnienie i gotowe: mamy arcydzieło. Ciekawe jest to, że oceny w tym konkretnym przypadku nie przełożyły się na inne platformy, bo na Empik straszy okrągłe 0 recenzji i ocen, a na Legimi raptem kilkanaście.

    Sytuacja może działać też w drugą stronę, bo przecież bardzo łatwo obniżyć ocenę książki, bombardując ją ocenami 1/10. Wiem, że w takim przypadku można się zgłosić do LC i oni zareagują, ale tylko idiota odzywałby się w sytuacji, kiedy ma same 9 i 10, prawda?

    Po co w ogóle robić coś takiego? Odpowiedź jest prosta: dla czytelników nieświadomych. Takich, którzy jak ja, kiedyś wierzyli w to, że oceny faktycznie mają odzwierciedlać treść. Zachęceni wysoką oceną i dalej wierzący w jej prawdziwość, kupią książkę. Marketing, bejbe!

    Ja wiem, że takie rzeczy się robi i to przy każdym produkcie, bo książka przecież również takowym właśnie jest. Promocja ma też swoje ciemne strony, a zawyżanie ocen to tylko jedna z możliwości.

    Przeglądając oceny na portalach można dojść do wniosku, że co druga książka jest arcydziełem. Wiecie, tytułem, który ludzie będą pamiętali przez całe swoje życie i najchętniej do grobu zabiorą ze sobą tylko te najlepsze powieści. Patrząc na to, jak łatwo przyznawane są „dziesiątki”… to będzie bardzo duża trumna.

    Bartosz Szczygielski

  • „Na początku nęcę czytelnika, ale to powieść pułapka”

    Początek jest zabawny, uśmiechom nie ma końca, ale czym dalej w lekturę, tym coraz więcej grozy. To chyba najbardziej publicystyczna książka Jacka Dehnela. Z grobów wstają zombie, a w Polsce nie za bardzo wiemy, jak sobie z nimi poradzić. Czy przysługują im prawa wyborcze? Czy jeśli zmartwychwstał biskup, to ten urzędujący powinien abdykować? Jak uporządkować wycieczki z całego świata, których uczestnicy chcą koniecznie zrobić selfie z zombiakiem? W głowie czytelnika budzą się wszelakie demony, ale to słusznie, bo żyjemy przecież w Polsce 2019 roku, więc sami wiemy, co mamy za oknem. Z Jackiem Dehnelem rozmawiam trochę o polityce, trochę o micie, że jesteśmy narodem wybranym oraz nęceniu czytelnika i zostawianiu mu miodu, żeby jednak za nim podążył. Dokąd? Sprawdźcie sami i sięgnijcie po „Ale z naszymi umarłymi”.

     

  • Halo, halo, smakksiazki.pl nadaje!

    Wystarczy, że odpowiesz sobie na zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie. Co lubię w życiu robić? A potem zacznij to robić”. To już kultowy cytat z filmu „Chłopaki nie płaczą”, który idealnie oddaje moją pracę, a jednocześnie pasję. Czas na kolejny krok, ruszam z podcastem. W każdym odcinku będą goście, najpiewniej w liczbie trzech. W pierwszym odcinku posłuchacie Cezarego Łazarewicza, Vincenta V. Severskiego oraz Macieja Siembiedę.

    O czym rozmawiamy? Spokojnie, nie będzie o polityce, jest samo mięso, czyli to, co interesuje Was najbardziej – literatura. Dowiecie się sporo o najnowszych książkach gości. Cezary Łazarewicz dopieszcza książkę o Januszu Walusiu, a Vincent V. Severski o Krystynie Skarbek. Maciej Siembieda po raz pierwszy publicznie zdradza, o czym planuje napisać po ukazaniu się „Wotum”. Panowie wchodzili też w dyskusje ze sobą, będzie więc o rzekomym romansie Iana Fleminga z Krystyną Skarbek, o tym, co Siembieda znalazł na śmietniku, a także o tematach, które leżą na ulicy.

    Mam nadzieję, że nasza rozmowa urozmaici Wam drogę do pracy, na urlop, a może po prostu posłuchacie jej siedząc w domu. Podziękowania dla Antykwariatu Kwadryga, w którego progach będziemy nagrywać też kolejne odcinki. No to co, miłego odsłuchu, a kolejny odcinek już w sierpniu.

    https://soundcloud.com/smakksiazki/2019-07-11-podkast_1_dlugie_intro

  • Parszywa dwunastka

    Połowa roku za nami, książek się nazbierało, przy jednych pracowałem, inne czytałem dla siebie. Wybrałem te, które zrobiły na mnie największe wrażenie i doprowadziły mnie do stanu, którego oczekuję od literatury. Jakiego? Ano takiego, że jadąc samochodem, zmywając, czy skręcając meble, ciągle myślę o tym, co tam dalej się stanie. Jak to się wszystko skończy? Czy on ją, czy może ona jego? A może ogrodnik? Co przyniosą kolejne strony, jakie fascynacje, przeżycia? No, trudna sprawa tak wyselekcjonować. Zrobiłem więc rachunek czytelniczego sumienia, a poniżej jego efekt. Te książki polecam w ciemno. Bierzcie je na plażę, na poczekalnię przed gabinetem lekarskim, w podróż, do łóżka, na dłuższe posiedzenie w toalecie. Wszędzie.