Kategoria: Aktualności

  • „Rzucenie dziennikarstwa dla pisania książek? Rozważam”

    Ledwie kilka dni temu na księgarskich półkach pojawiła się jego najnowsza książka „Smak suszy”. Z Tomaszem Sekielskim rozmawiam o jego thrillerze politycznym, potencjalnym zamachu terrorystycznym w Polsce, a także, jak w tytule, o pokusie rozwodu z dziennikarstwem na rzecz bycia pisarzem na pełen etat.

     

  • „Stało się wreszcie to”, październikowy felieton Wojciecha Chmielarza

    Stało się wreszcie to, co się stać musiało. Moda na kryminał przyniosła konkretne owoce i dorobiliśmy się kilku mocnych festiwali. A najlepsze, w przeciwieństwie do samego gatunku, jeszcze przed nami. I tak, będzie to pierwszy mój prawdziwie entuzjastyczny felieton

    Jednego zawsze zazdrościłem autorom i fanom fantastyki – konwentów. Jest ich co najmniej kilkadziesiąt. Od takich zupełnie małych, organizowanych przez grupkę zapaleńców w miejscowej szkole, poprzez średnie, ale z tradycjami, aż po wielkie, profesjonalnie przygotowane imprezy, jak słynny już poznański Pyrkon, rodzący się Warsaw Comic Con czy kolejne edycje Polconów (ciągle jednak fanowskie). Na polu kryminału przez lata była posucha. Mieliśmy tylko Międzynarodowy Festiwal Kryminału we Wrocławiu. Wreszcie można głośno powiedzieć, że ten stan się zmienił.

    W tej chwili oprócz kilku mniejszych wydarzeń mamy w Polsce cztery ważne imprezy. Rok festiwalowy zaczyna się od Kryminalnej Piły wymyślonej i organizowanej przez Leszka Koźmińskiego z Wyższej Szkoły Policji w Pile oraz przez Miejskie Centrum Kultury w Pile. Leszek Koźmiński (razem z Pawłem Leśniewskim) to w ogóle cisi bohaterowie polskiego kryminału. Trzeba by kiedyś zrobić jakąś zrzutę i ufundować im specjalną nagrodę za to, co zrobili dla gatunku. Na Kryminalną Piłę zaproszono mnie raz. Było strasznie fajnie. W ogóle mam wrażenie, że ze względu na współpracę z Wyższą Szkołą Policji ten festiwal jest najbardziej lubiany przez autorów właśnie. Obawiam się tylko o jego rozwój. Piła to ludnościowo niewielkie miasto, więc organizatorom może być trudno rozwinąć skrzydła. Natomiast coraz większego znaczenia nabiera przyznawana przez Kryminalną nagroda dla Najlepszego Kryminału Miejskiego.

    Kolejny jest Międzynarodowy Festiwal Kryminału we Wrocławiu. Czyli legenda. Najbardziej prestiżowy, z najciekawszym programem, największą ilością gości no i co tu dużo ukrywać – z Nagrodą Wielkiego Kalibru, marzeniem każdego autora kryminału. Rozwój gatunku w Polsce nieodłącznie związany jest z tym wydarzeniem. Jeśli chcecie się Państwo dowiedzieć, kogo warto czytać, co nowego się pojawiło, na co zwrócić uwagę, trzeba się wybrać do Wrocławia. Irek Grin wraz z całą ekipą rok do roku przygotowują dla pisarzy i czytelników prawdziwe święto.

    Potem mamy wakacyjną przerwę a na jesień czas na dwa wydarzenia, za które nieustannie trzymam kciuki. Pierwszym jest Poznański Festiwal Kryminału Granda. Impreza młoda. W tym roku odbyła się zaledwie trzecia edycja, ale z roku na rok jest coraz ciekawiej. Do polskich autorów dołączyli goście zagraniczni. Największe jednak wrażenie na mnie robią tłumy na spotkaniach. Przez cały dzień na sali zasiada co najmniej ponad setka osób. Jeszcze trochę krąży w okolicy. Jest więc dobrze, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Granda musi popracować trochę nad „wychowaniem” sobie publiczności. Nie chodzi mi tutaj oczywiście o tłumaczenie uczestnikom, żeby nie śmiecili i nie gadali na spotkaniach, ale o przyzwyczajenie ich do tego, że impreza odbywa się co roku i warto na nią przychodzić. To niestety robota na lata. Jest potencjał, żeby zrobić z Grandy naprawdę wielkie wydarzenie. Pyrkon pokazał, że w stolicy Wielkopolski jest na takie rzeczy zapotrzebowanie.

    Festiwal Granda w Poznaniu, fot: smakksiazki.pl

    Wreszcie, ostatnia kalendarzowa czyli trójmiejska Afera Kryminalna. Wydarzenie o tyle ciekawe, że powstał całkowicie oddolnie. Najpierw czytelnicy zawiązali Oliwski Klub Kryminału, a potem z tego wykiełkował sam festiwal. Czyli impreza mocno fanowska, która w tym roku zrobiła mocny krok do przodu, zapraszając Stephana Anhema i Johana Theorina. Szczególnie fajne jest to, że Afera odwiedza też mniejsze ośrodki w okolicy Trójmiasta, takie jak Rumia czy Wejherowo.

    Mamy więc już w tej chwili cztery mocne festiwale. Jeden bardziej fachowy (Kryminalna Piła), jeden dojrzały i prestiżowy (MFK) i dwa, które mają ogromny potencjał, żeby zgromadzić na organizowanych przez siebie wydarzeniach tysiące fanów gatunku. Trzymam kciuki, żeby to się udało i naprawdę głęboko wierzę, że najlepsze dopiero przed nami. Trochę w kontrze do samej kondycji gatunku, ale to akurat temat na inny felieton.

    Wojciech Chmielarz

  • W podróż do Warszawy z 1930 roku zabiera Was Grzegorz Kalinowski

    Moi drodzy, nie trzeba być z Warszawy, żeby zafascynować się tą książką. Dziś premiera „Pogromcy grzeszników”, dajcie się więc zabrać w przeszłość, a konkretnie ponad 80 lat wstecz. Poczujcie klimat warszawskich uliczek, tropcie przestępców, poznajcie miasto od zupełnie innej strony. Grzegorz Kalinowski zdradza, że pisanie było terapią w trakcie choroby, wyjaśnia dlaczego w jego książkach pojawiają się prowadzący „Milionerów”, „Familiadę”, czy „Jeden z dziesięciu”. Obejrzyjcie do końca, a dowiecie się, gdzie będziecie mogli spotkać autora w najbliższym czasie.

  • „Okrakiem nad klawiaturą i etatem”, felieton Roberta Małeckiego

    Weny nie ma, powiedzmy to sobie raz na zawsze. Nie ma na pewno. Jest tylko silna wola, która – po dniu spędzonym w pracy – każe ci skleić tyłek z krzesłem i uruchomić laptop. To wbrew pozorom lepsze i sprawdzone w bojach rozwiązanie.

    Bo z weną zajedziesz nie dalej jak do drugiego rozdziału. Klej ma lepsze właściwości. Ale rzecz nie o wenie będzie, tylko o łączeniu pracy zawodowej z pisaniem, bo wtedy – zdaje się – że i klej nie zawsze pomaga.

    Pisanie udaje mi się łączyć z etatem już od kilku lat, ale zawsze dzieje się to kosztem rodziny i wolnego czasu. Wtedy właśnie zdarza się, że klej puszcza. A siedzenie okrakiem daje w kość. Głównie ogonową. Ale nie narzekam. Serio. Czasami mam nawet wrażenie, że wyrywanie z resztek dnia każdej wolnej chwili na pisanie dobrze mojemu pisaniu robi.

    Zanim jednak wrócę do rzeczywistości, dajcie chwilę pomarzyć. Idealny dzień wygląda tak. Odwożę syna do szkoły, siadam do klawiatury, odbieram syna ze szkoły. Proste, jak dobry blues. Dalej niech życie toczy się obecnym rytmem, lubię takie jakie jest. Po szkole obrzędy zakupowe, taniec przy garach, przegląd lekcji, kolacja, rzadko serial, film lub mecz. Dopiero potem laptop, stukanie w klawiaturę, opadanie powiek, sen, przeklęty dźwięk budzika. I tak w kółko. Gdyby marzenie się spełniło, wieczorami nadal otwierałbym plik z zapisem powieści i sprawdzał jakież to bzdury wypisywałem rano.

    Nie mam więc wygórowanych marzeń. Chciałbym tylko, żeby czas obecnie poświęcany na pracę na etacie można było poświęcić na pracę nad powieścią. Co by to zmieniło? Zacząłem się nad tym zastanawiać. W pierwszej chwili pomyślałem, że wszystko! Potem podrapałem się po głowie i skrzywiłem. Niewiele by tych zmian było. Fakt, robiłbym to, co kocham, tyle tylko, że dziś i tak to robię w wolnych chwilach. Czyli generalnie, zmęczony jak koń po westernie. Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

    Pisarze przy pracy, fot: smakksiazki.pl

    Czego dotyczyłaby więc ta zmiana w moim przypadku? Nie byłaby to walka o lepszą powieść, a jedynie o wyższy komfort pracy. Czy wobec tego nadal chciałbym zamienić etat na pisanie? Tak. Nie narzekam na obecną sytuację, ale jednak wciąż marzę o tym, by pisanie było „number one”. Skoro tak, to muszę wiedzieć, co stracę, kiedy osiągnę cel.

    Mariusz Czubaj, pisarz, ale i profesor, antropolog kultury, mówi, że kiedy tworzy kryminalne story z pracy naukowej czerpie garściami. Poza tym, wiadomo, etat daje stabilizację i nie trzeba martwić się o to, czy powieść spływa z księgarnianych półek jak z maszyny drukarskiej, czy też pokrywa je kurz w magazynie. Stabilizacja ważna sprawa. Ale jest jeszcze coś, co uświadomił mi z kolei autor „Powtórki”, Marcel Woźniak. Samotność. Siadasz i piszesz zamknięty w czterech ścianach, podczas gdy znajomi w pracy. Wiadomo. Oni kawka na schodach, papierosek, śmichy-chichy, a ty nie masz komu opowiedzieć o tym, jak po jednym odcinku dałeś się wkręcić w oglądanie dwóch sezonów „Forbrydelsen” i wieczorami już nie piszesz, tylko oglądasz. Nikt nie podrzuci ci gazety i nie powie: „przeczytaj ten tekst, może ci się przyda do nowej fabuły”.

    Z jednej strony, może to i lepiej, nikt nie rozprasza, nie przeszkadza. Czas efektywnie spędzony nad klawiaturą. Super. Jednak miło czasem spotkać się z kolegą przy ekspresie do kawy. Nie dalej jak wczoraj, z takiego spotkania wyniosłem dwa arcyciekawe newsy, które wykorzystam podczas pisania kolejnej powieści.

    Robert Małecki, fot: smakksiazki.pl

    Czas na rachunek sumienia. Czy będę żałował jeśli stracę to wszystko, o czym mowa wyżej? Pewnie tak, a mimo to nadal marzę o chwili, w której zostanę swoim pracodawcą. Ta perspektywa kusi bardziej. Bo dziś, chyba żadna z koleżanek i kolegów z pracy nie wierzy, że zarywam noce, by popchnąć powieściową akcję. „Ten to te książki, to musi w robocie trzepać, bo ja po pracy to już zwłoki, siły nie mam nawet na leżenie”. Ile razy to już słyszałem… Nie zrażam się i za Młynarskim podśpiewuję: „Róbmy swoje”. Poza tym, jestem mistrzem w chomikowaniu urlopu i dopasowywaniu dni wolnych do imprez czytelniczych, festiwali, targów i promocji książki. Już w styczniu mogę precyzyjnie wypełnić plan urlopowy. Na wakacje czasu mało, ale od dawna tłumaczę sobie, że na prawdziwe przyjdzie jeszcze czas i że zrobię sobie dłuższe już po przejściu na jasną stronę mocy. W pierwszym dniu, kiedy przestanę siedzieć okrakiem nad klawiaturą i etatem.

    Kiedy to się stanie? Wciąż nie znam odpowiedzi. Ale grunt, że wraz z debiutem, czyli w 2016 roku, wyruszyłem w drogę, by ją odnaleźć.

    ROBERT MAŁECKI

    PS. Kłaniam się i dziękuję Ani Bińkowskiej, Marcie Guzowskiej, Mariuszowi Czubajowi, Przemkowi Semczukowi, Bartkowi Szczygielskiemu i Marcelowi Woźniakowi za to, że mimo licznych zajęć, udzieli mi arcyciekawych wypowiedzi.

    Anna Bińkowska („Tu się nie zabija”)

    Można poczuć się jak Batman – w dzień spędza się czas w normalnej pracy, wieczorami – walczy z przestępczością (co prawda w świecie wymyślonym). Nie jest to najbardziej komfortowy układ świata, a „małe oszustwa”, czyli rozważania o wieczornym trupie w pracy, są mocno utrudnione – ciągłe telefony, maile i projekty zdecydowanie nie idą w parze z kreatywnym zbrodniczym myśleniem. Większość pisarzy startowała jednak „na dwóch etatach” i jakoś dawała radę, więc nie ma co narzekać.

    Marta Guzowska (m.in. „Ofiara Polikseny”, „Reguła nr 1”, laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru)

    Akurat moja praca archeologa bardzo pomaga w pisaniu: moje powieści dzieją się zazwyczaj w archeologicznych okolicznościach i dzięki pracy nie tylko wpadają mi do głowy pomysły na fabule, ale też nie muszę robić dodatkowego riserczu, bo on i tak jest zrobiony. Niezależnie od tego uważam, że wszystko, co przeszkadza w pisaniu, paradoksalnie w nim pomaga. Stephen King napisał kiedyś, że pisarz jest jak ostryga, która musi wyprodukować perle. A do tego potrzeba nie tylko czasu i spokoju, ale też ziarnka piasku. Moim ziarnkiem piasku, a właściwie trzema ziarnkami, jest moja rodzina. Ale to może być praca, widok z okna, sąsiad… To, co przeszkadza pisarzowi, zazwyczaj wychodzi na dobre powieści.

    Mariusz Czubaj (m.in. „Zanim znowu zabiję”, „R.I.P.”, dwukrotny laureat Nagrody wielkiego Kalibru)

    Nie chciałbym porzucić pracy na uczelni, bo moje obserwacje – jako antropologa – wykorzystuję w literaturze. A poza tym nie czuję się zakładnikiem rynku i jednak nie muszę drżeć: sprzeda się, czy nie sprzeda?

    Przemysław Semczuk (m.in. „Wampir z Zagłębia”, „Frankenstein”, laureat Nagrody Prezydenta Lublina – Kryształowej Karty Polskiego Reportażu)

    Mogę to ująć w dwóch słowach: szukam etatu. Więc gdyby ktoś słyszał o dobrze płatnej pracy dla zdolnego dziennikarza, to ja bardzo chętnie.

    Bartosz Szczygielski („Aorta”, laureat Nagrody Specjalnej im. Janiny Paradowskiej)

    Mówienie o pisaniu, jak o czymś co nie jest pracą, trochę mnie boli. Nie jest tak, że łączę pisanie z pracą tylko łączę pracę z pracą. I tak, to cholernie ciężkie, bo po ośmiu godzinach, do których trzeba dodać czas na dojazd, doba ulega znacznemu skróceniu. Wygospodarowanie z niej jeszcze kilku chwil, takich które pozwolą mi się skupić odpowiednio, zawsze było problematyczne. Siedzę więc po nocach, a o weekendach przeznaczonych tylko na odpoczynek, mogę zapomnieć. Nie mam jednak na co narzekać, bo mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że się spełniam. To ciężkie, ale nikt nie obiecywał, że będzie inaczej.

    Marcel Woźniak („Powtórka”)

    Pisanie daje wolność myśli, które służą, jako cenny oręż w walce w dzisiejszym świecie. Słyszałem jednak, że nie ma większej samotności, niż samotność samuraja i pisanie jest trochę taką samotnią. Bener (bohater powieści R. Małeckiego – przyp. red.) nazwałby to pewnie skazaniem na bluesa.

  • Cytując klasyka: „Kraków, dawna stolica Polaków”

    Niepowtarzalny klimat Krakowa, bogaty program towarzyszący, kilkuset wystawców, pisarzy i dziesiątki tysięcy miłośników literatury to najlepsza rekomendacja dla jednego z najważniejszych wydarzeń  kulturalnych w Polsce. Już za niespełna tydzień rozpoczną się 21. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie®. Hasłem przewodnim tegorocznej edycji są słowa portugalskiego pisarza Fernando Pessoi „Czytam i staję się wolny”. Wolność tę możemy mnożyć, udając się w podróż z bohaterami każdej branej do ręki książki. Możemy przeżywać zdarzenia, sytuacje, emocje, których być może nigdy nie doświadczymy we własnym życiu. Gdy czytamy książkę, nasza wyobraźnia jest niczym nieograniczona, wolna od scenografii, postaci aktorów odgrywających swoje role. Zwolenników czytania nie brakuje, co potwierdzają tłumy bibliofilów odwiedzających od lat imprezę. 21. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie® odbędą się w dniach 26-29 października w EXPO Kraków.

    Bonjour!

    Gościem Honorowym tegorocznych Targów jest Francja. Przez wielu z nas kraj ten kojarzony jest z pięknym Paryżem, malarstwem, winami czy smakowitymi croissantami. To także niezwykle ważny ośrodek kultury, w którym rodziła się wybitna i popularna na całym świecie literatura. Każdy miłośnik książek z pewnością zna publikacje Antoine de Saint-Exupérego, Aleksandra Dumasa, Marcela Prousta czy Victora Hugo.  Na Targach nie zabraknie również współczesnych klasyków francuskiej literatury. Spotkamy m.in. Erica-Emmanuela Schmitta, Geoffroy de Pennarta oraz słynnego francuskiego rysownika Serge’a Blocha. Program przygotowany na Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie® jest bardzo bogaty, a wydarzenia towarzyszące będą odbywały się zarówno na Targach w EXPO Kraków, jak i w przestrzeni miejskiej Krakowa. Zwiedzający mogą liczyć na szereg atrakcji, przygotowanych nie tylko przez organizatora i Wystawców, ale także przez Instytut Francuski, Ambasadę Francji i partnerów wspomnianych instytucji.

    fot: materiały prasowe

    Jubileusz Konkursu o Nagrodę im. Jana Długosza

    Wydarzeniem stanowiącym idealne dopełnienie Targów jest prestiżowy Konkurs o Nagrodę im. Jana Długosza, który w tym roku obchodzi swoje dwudziestolecie. Jubileusz sprawił, iż Kapituła otrzymała rekordową liczbę zgłoszeń. Do tegorocznej Nagrody Jury nominowało następujące pozycje:

    1. Przemysław CzaplińskiPoruszona Mapa, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016

    2. Agnieszka Draus, Brzmienie i sens. Studia nad twórczością Marka Stachowskiego, Wydawnictwo Akademii Muzycznej w Krakowie, Kraków 2016

    3. Agnieszka Gajewska, Zagłada i gwiazdy. Przeszłość w prozie Stanisława Lema, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Poznań 2016

    4. Jan GrosfeldDlaczego chrześcijanie potrzebują Żydów?, Wydawnictwo Świętego Wojciecha, Poznań 2016

    5. Łukasz KrzyżanowskiDom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta, Wydawnictwo CZARNE, Wołowiec 2016

    6. Emil Marat, Michał WójcikPtaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Znak Literanova, Kraków 2016

    7. Marcin Napiórkowski, Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944-2014, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016

    8. Grzegorz PiątekSanator. Kariera Stefana Starzyńskiego, Grupa Wydawnicza Foksal, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2016

    9. Andrzej Leon SowaKto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji,Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016

    10. Jan TokarskiObecność zła. O filozofii Leszka Kołakowskiego, Universitas Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowy, Kraków 2016

    Laureat otrzyma 30 000 zł i statuetkę dłuta śp. prof. Bronisława Chromego. Na ostateczny werdykt Jury, laudację oraz radość zwycięzcy będziemy jednak musieli poczekać do 26 października.

    Stałym elementem programu Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie® są również konkursy na książkę edytorsko doskonałą, najlepszą książkę na jesień, najlepszy podręcznik i skrypt akademicki. Po raz drugi wyłonione zostanie również najlepsze wydawnictwo o górach.

    Plejada literackich gwiazd

    Wśród licznych autorów zaproszonych na Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie® swoją obecność potwierdzili m.in.: Katarzyna Bonda, Jakub Ćwiek, Jacek Dukaj, Marek Krajewski, Camilla Läckberg, Roma Ligocka, Ewa Lipska, Andrzej Maleszka, Jakub Małecki, Łukasz Orbitowski, Zygmunt Miłoszewski, Remigiusz Mróz, Nela Mała Reporterka, Olga Tokarczuk, Nicholas Sparks, Adam Zagajewski i wielu wielu innych. Pełna, na bieżąco aktualizowana lista autorów, którzy pojawią się na 21. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie®, jest dostępna na stronie www.ksiazka.krakow.pl.

    fot: materiały prasowe

    Od soboty 28 października na terenie Targów pojawi się specjalna Strefa Autorów, w której będzie można otrzymać autografy od niezwykle popularnych twórcóworaz zrobić sobie z nimi pamiątkowe zdjęcie. Wielbiciele komiksów również  powinni być zadowoleni – dla nich po raz trzeci zorganizowany zostanie Salon Komiksu, a w nim powiększająca się z każdym rokiem liczba wydawnictw zaprezentuje swoją niezwykle barwną ofertę. Specjalnie z myślą o najmłodszych przygotowano Salon Książki Dziecięcej i Młodzieżowej oraz Dziecięcą Strefę Warsztatową dla maluchów.  Bo czytać można w każdym wieku – nawet jeżeli nie osobiście, to przy aktywnym współudziale rodziców! Na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie® każdy znajdzie coś dla siebie. Bogatą ofertę publikacji zaprezentują Wystawcy w Salonie Wydawców Religijnych i Salonie Wydawców Religijnych i Naukowych.

    Udogodnienia dla Zwiedzających

    W tym roku organizatorzy wydarzenia przygotowali nową, jeszcze bardziej intuicyjną bezpłatną aplikację, zawierającą pełen program, interaktywną mapę stoisk oraz listę autorów. Co należy zrobić, aby mieć całe Targi w swoim telefonie? Wystarczy pobrać aplikację o nazwie „Meeting Aplication” z AppStore bądź Sklepu Play. Następnie zeskanować QR kod, który znajduje się na stronie www.ksiazka.krakow.pl lub wpisać nazwę eventu – Targi Książki w Krakowie w aplikacji. Gotowe!

    Ze względu na olbrzymie zainteresowanie Targami i wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Zwiedzających, organizatorzy wprowadzili szereg dodatkowych udogodnień i atrakcji. Wszyscy chętni mogą za pomocą jednego kliknięcia zakupić bilet on-line (EKOBILET), stanowiący przepustkę do niezwykłego świata literatury. Dodatkowo prowadzona jest przedsprzedaż biletów, które można kupić w punktach InfoKraków na ul. św. Jana 2 i w Pawilonie Wyspiańskiego na pl. Wszystkich Świętych 2.

    Podobnie jak rok temu przygotowano specjalne busy targowe. Będą kursowały spod Centrum Handlowego M1 do EXPO Kraków. Organizatorzy Targów zachęcają, aby właściciele aut pozostawili je na specjalnie wynajętym parkingu przy M1 i przesiedli się do busów.

    fot: materiały prasowe

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie® co roku zaskakują swoją bogatą ofertą i potwierdzają, że książki to nie moda trwająca jeden sezon, a niekończąca się opowieść. Cztery dni spędzone w Krakowie to prawdziwa literacka podróż po różnych światach, których twórcami są ulubieni autorzy. Warto udać się w tę podróż między 26 a 29 października!

    Informacje techniczne:

    Adres:

    Międzynarodowe Centrum
    Targowo-Kongresowe
    EXPO Kraków

    Ul. Galicyjska 9

    Godziny otwarcia
    26.10. 10:00-17:00
    27-28.10. 10:00-19:00
    29.10. 10:00-17:00

    Ceny biletów
    Bilet normalny: 
    8 zł
    Bilet ulgowy: 
    6 zł (uczniowie, studenci)
    Karnet czterodniowy: 
    21 zł

    Dzieci do lat 7, emeryci i renciści wstęp bezpłatny. Po rejestracji bezpłatny bilet wstępu dla gości branżowych.

    Szczegółowy program znajduje się na stronie www.ksiazka.krakow.pl 

  • „Drach” po śląsku? Już wkrótce!

    Książka ukazała się w 2014, ale już za moment znów będzie o niej głośno. Dlaczego? Szczepan Twardoch zapowiedział, że „Drach” ukaże się po śląsku.

    Ta informacja pewnie ucieszy czytelników z Górnego Śląska, bo autor zapowiedział, że książka ukaże się w całości, czyli chodzi nie tylko o dialogi, w ich języku, czyli po śląsku. Na ten moment wiadomo tyle, że premiera będzie miała miejsce w przyszłym roku, a książkę przełożył Grzegorz Kulik. 

  • „Fałszywe święto, czyli rzecz o targach”. Felieton Jakuba Ćwieka

    Nadeszła jesień i rozpoczął się dla rynku książkowego sezon targowy. Kiedy piszę te słowa, właśnie dobiega końca wydarzenie we Frankfurcie, jesteśmy nieomal w przededniu Targów w Krakowie, a potem jeszcze Katowice, Łódź, Wrocław – wszystko to jeszcze zanim po raz pierwszy w tym roku zafałszujemy kolędy.

    Można by powiedzieć, że to fajnie, bo po raz kolejny zadamy kłam histerycznemu wieszczeniu końca książki. Ponownie licznie i tłumnie będziemy obchodzić te przeciągające się aż po zimę książkowe święto. Istny festiwal czytelniczy. Pokażemy, jaką stanowimy my, czytelnicy, siłę.

    Tyle, że wcale nie…

    Uważam, że nazywanie targów książki czytelniczym świętem jest określeniem mocno nieadekwatnym. Choć nie, to eufemizm. Nazywanie ich w ten sposób bliskie jest przyznaniu pokojowego Nobla Barrackowi Obamie. Gdzieś tam komuś gdzieś dzwoni, że pokój i POTUS (jak akronimicznie określa się prezydenta Stanów Zjednoczonych) mają ze sobą jakiś związek, wzajemny wpływ i tym podobne. Ale żeby zaraz nagroda?

    Z Targami jest podobnie. Ich związek z książkami jest dość oczywisty – książki tam są. Ich związek z czytelnikami też – ludzie, którzy na targi książki przychodzą, bardzo często czytają książki. Samo wydarzenie jednak zaprzecza generalnie wszystkiemu, czym czytanie jest.

    Przede wszystkim, tak uważam, czytelnictwo i czytanie należałoby świętować w sposób następujący: po pierwsze, czytając. Po drugie, prowadząc na temat książek ciekawe rozmowy między czytelnikami, ale i z autorami. Po trzecie, to wielce wskazane, zachęcać się wzajemnie do fajnych, interesujących lektur. Po czwarte wreszcie – umożliwić tychże książek zakup.

    No i o co ci chodzi, Ćwiek? – powie ktoś w tym momencie. Przecież to wszystko na Targach jest! I faktycznie, na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z każdym z tych elementów. Ale przyjrzyjmy się im bliżej.

    www.unsplash.com/Tom Hermans

    Czytanie. Jestem dość hardkorowym czytaczem czy ogólnie odbiorcą treści, a przez to rozumiem, że nie przeszkadza mi gwar dajmy na to komunikacji miejskiej – w skrajnych przypadkach mam słuchawki. Nauczyłem się też na przykład chodzić z książką przed nosem lub audiobookiem w uszach po ulicach. Nie rozpraszam się łatwo i mam dość dużą swobodę szybkiego wskakiwania w tekst i jego nastrój, nawet po dłuższej przerwie. A mimo to na Targach, nawet w wyznaczonych do tego kącikach, czytanie to zajęcie ekstremalne. I to wcale nie dlatego, że jestem autorem, ciągle mnie ktoś zaczepia, rozpoznaje, zagaduje. Nie, jest tam zwyczajnie masa przewalających się ludzi, z których każdy szuka choć odrobinę wytchnienia od tłumu, z którym płynął ostatnie dwadzieścia stoisk z umiarkowaną opcją nawet przejrzenia ofert. Leżak, fotel, kanapa jawią się jako rajska wyspa, z tym, że atakowana nieustannie przez łodzie uchodźców. I albo jesteś tym uchodźcą, krążącym, by dorwać zwalniające się miejsce, albo siedzisz na tej kanapie i każde słowo jest wyrzutem sumienia, bo czujesz na sobie tysiące spojrzeń. A nawet jeśli jesteś twardy, robi się wokół ciebie ciaśniej, ciaśniej, ciaśniej i uświadamiasz sobie nagle, że siedząc, jesteś niżej niż wszyscy, że fala już Cię ogarnia, dusisz się. Wtedy zamykasz książkę, wstajesz i ani się obejrzysz, wyspa Twojego fotela ma już nowego króla. Takie to czytanie.

    Ciekawe rozmowy owszem, są, zdarzają się. Zwykle wiąże się to z fajnym doborem panelistów i prowadzących, którzy jednak ograniczeni czasem, mnogością kolegów na jednej kanapie i możliwościami hali targowych, właściwie nie mają możliwości większych niż zasygnalizowanie jakiejś tezy. Rozwinąć właściwie myśl? Albo się nie zdarza, albo niknie to wszytko niczym łzy na deszczu w zalewie komunikatów z radiowęzła, muzyki z innych stoisk, reklam i zapowiedzi z kolejnych. To kakofonia, która dociera do nas w przelocie, bo przecież, jeśli nie załapaliśmy się na kilka siedzeń, to płyniemy z prądem.

    Katowice z lotu ptaka, zdjęcie dzięki uprzejmości www.tvs.pl

    Spotkania z pisarzami? Tak, jasne, są. Czasem nawet, zdarza się, uda się zamienić dwa słowa, choć zwykle jednak autorska obecność na stoisku to podpisywanie pod presją kolejki, albo – jeśli autor mniej znany – wyłapywania potencjalnych czytelników na uśmiech i błagalne spojrzenie. Ale spotkania z pisarzami są. Pomiędzy dużo atrakcyjniejszymi spotkaniami z politykami, aktorami, piosenkarzami, sportowcami – i jasne, pretekstem zawsze jest jakaś tam książka czy uformowany w książkę produkt medialny, ale bądźmy szczerzy – za wyjątkiem kilku autorów, którym udało się zdobyć rozpoznawalność z twarzy, akurat pisarze są w tym ogonku ogonków na szarym końcu.

    Wreszcie polecanie dobrych książek. Problem w tym, że na Targach każda książka jest najlepsza. Jest wyśmienitością, bo o to przecież w targach chodzi. By sprzedać. By ładnie zapakować, dodać zakładkę, odjąć z ceny, to na prezent, to dla mnie, a to dla dziewczyny, żeby nie marudziła, że czytam, a to na stosik, a to bo wszyscy stoją, a to, a to, a tamto… W końcu wracasz ze stosem najlepszych książek na świecie, takich, których inaczej byś nie kupił, a tak to podobał ci się tytuł albo oprawa stoiska, albo po prostu wpadłeś w zakupowy szał. Kładziesz te książki na stosie publikacji kupionych jeszcze na poprzednich targach, bo cholera mało czasu ostatnio, a ty ciągle masz co czytać przecież.

    A mimo to, wbrew wszystkiemu, co napisałem powyżej, lubię Targi. Te warszawskie, krakowskie, wrocławskie, katowickie (na łódzkich jeszcze nie byłem). Lubię teraz jako autor, lubiłem jako czytelnik. Tyle, że lubię je nade wszystko jako opcję do przejścia się, pozwiedzania, nacieszenia oczu. Tak, jak przyjemność zawsze sprawia mi odwiedzenie sieciowej księgarni w galerii handlowej. Może coś się rzuci w oko, może coś sobie zapiszę. Ale tak jak salonu Empiku nie nazwę Świątynią Książki, tak Targów nie nazwę Świętem Czytania.

    Zresztą książka nie potrzebuje Świątyń ani Świąt. Książka jest nieomal samowystarczalna. Potrzeba jej wyłącznie Ciebie, drogi Czytelniku. Twojej całkowitej uwagi i zaangażowania. Reszta nie ma znaczenia.

    Jakub Ćwiek

  • „Kraków lub Warszawa w mojej kolejnej książce? Możliwe”. Dan Brown w ogniu pytań

    Dan Brown, pisarz, którego najnowsza książka „Początek” ukaże się w 56 językach, podczas czwartkowej konferencji zorganizowanej na Targach Książki we Frankfurcie opowiedział dziennikarzom o tym, jak wyglądały początki jego kariery, jak wygląda jego przygotowanie do pisania książki, o fascynacjach symbolami. I to jeszcze nie wszystko. Choć dziś ciężko w to uwierzyć pierwsza książka autora była sprzedażową klapą. Najnowsza powieść już w przedsprzedaży sprzedała się w kilku milionach egzemplarzy. Poniżej najważniejsze wątki, które zostały poruszone podczas konferencji prasowej. 

    „Początek” to kolejna książka, której bohaterem jest Robert Langdon. Akcja powieści osadzona jest w Hiszpanii, którą autor poznał już w czasie studiów – przez pewien czas studiował historię na jednym z hiszpańskich uniwersytetów. Podczas przygotowań wielokrotnie podróżował do tego kraju. Szczególnie zafascynowało go Muzeum Guggenheima w Bilbao, dlatego to miejsce odgrywa w powieści ważną rolę. Podczas wizyty w barcelońskiej Sagrada Familia odkrył natomiast miejsce, które idealnie nadawało się na miejsce zbrodni. Pytany o to, dlaczego to właśnie Hiszpania stanowi tło jego powieści opowiedział o swojej fascynacji Katalonią i o tym, że Hiszpania wydała mu się idealnym miejscem, ponieważ łączy w sobie silne tradycje katolickie i nowoczesność, o czym świadczyć może m.in. to, że jeden z najpotężniejszych superkomputerów na świecie znajduje się w Barcelonie.

    W nawiązaniu do poprzednich książek z serii o Langdonie padły też pytania o fascynację Europą. Odpowiedział, że jest wielbicielem europejskiej historii i przywiązania do niej, uwielbia również europejską architekturę. Przyznał, że choć kocha USA i jest dumny z tego, że jest Amerykaninem, to podoba mu się mniej konsumpcyjny, w porównaniu z jego ojczyzną, styl życia Europejczyków. Zwrócił też uwagę, że jedna z jego powieści była osadzona w Waszyngtonie, choć podkreślił, że w istocie jest to miasto stworzone na wzór europejskich miast.

    Pytany o to, w jaki sposób merytorycznie przygotowywał się do napisania tej książki powiedział, że przede wszystkim bardzo dużo czytał. Na lekturę publikacji dotyczących między innymi ewolucji, sztucznej inteligencji i prognoz dotyczących przyszłości ludzkości poświęcił ponad 6 miesięcy. Przez kolejne kilka rozmawiał z ekspertami zajmującymi się interesującymi go dziedzinami.

    fot: www.smakksiazki.pl

    Podstawową kwestią, którą próbuje rozstrzygnąć „Początek” jest pytanie, czy Bóg jest w stanie zwycięsko wyjść z konfrontacji z nauką? Podczas konferencji autor opowiadał, że jak dotąd kolejni bogowie wyznawani przez naszych przodków przegrywali starcie z coraz nowszymi odkryciami nauki i przyznał, że to skłoniło go do postawienia pytania czy wierzenia i religie nie są w pewien sposób wyrazem ludzkiej naiwności? Podczas rozmowy z dziennikarzami Dan Brown podkreślił, że w jego odczuciu współczesne wielkie religie: chrześcijaństwo, islam, judaizm są do siebie bardziej podobne, niż zwykliśmy myśleć. Zwrócił uwagę, że niezależnie od wyznawanej religii, każdy z nas w pewnych chwilach, patrząc na rozgwieżdżone niebo czy trzymając w ręku nowonarodzone dziecko chce wierzyć, że musi być coś ponad nami. Różnice między religiami pojawiają się dopiero wtedy, gdy uczucia te próbujemy wyrazić słowami.

    Temat religii i Boga pojawiał się w pytaniach dziennikarzy jeszcze kilkukrotnie. Jeden z pytających zwrócił uwagę autora na to, że Michel Houellebecq dowodzi w swoich książkach, że ludzkość potrzebuje Boga. W odpowiedzi na to Dan Brown zwrócił uwagę na to, że na świecie istnieje około miliard ateistów. Ponownie wyraził również opinię, że Bóg, choć stanowi dla wielu ludzi strukturę pozwalającą zmierzyć się z chaotyczną rzeczywistości, w przyszłości może nie być ludziom potrzebny. Podkreślił też, że nie należy utożsamiać kwestii religijności z moralnością.

    Podczas konferencji Dan Brown został spytany również o to, dokąd jego zdaniem zmierza ludzkość. Autor przedstawił dwie teorie na ten temat: jedną, mówiącą o tym, że w najbliższych dekadach relacje między ludźmi będą silniejsze niż kiedykolwiek dotąd i drugą, zakładającą, że w związku z ewolucją ludzkości w przyszłości ludzie przestaną potrzebować religii. Autor opowiedział o tym, że część specjalistów zajmujących się prognozowaniem przyszłości skłania się ku temu, że sztuczna inteligencja może stanowić ratunek dla ludzkości i nadzieję na lepszą przyszłość. Zwrócił również uwagę na to, że inni badacze są zdania, że każda technologia stworzona przez człowieka prędzej czy później została wykorzystana jako broń i że zapewne taki los czeka też sztuczną inteligencję. Podsumowując Dan Brown podkreślił, że wierzy, że na świecie jest więcej kreatywnej energii niż tej destrukcyjnej i jest w związku z tym optymistą.

    fot: www.smakksiazki.pl

    Dan opowiedział również źródłach swojej fascynacji zagadkami. Jego matka była organistką w kościele. To dzięki niej, przewracając jej nuty, dowiedział się wszystkiego o muzyce. Ojciec Dana Browna był natomiast matematykiem. Co roku, w święta, Dan i jego brat dostawali zamiast prezentów kartki z zadaniami, których rozwiązanie prowadziło do kolejnych zadań i w efekcie do odnalezienia prezentu. Dzięki temu zapewne zagadki zawsze kojarzyły mu się z dobrą zabawą. I właśnie dlatego zagadki odgrywają w książkach Browna tak ważną rolę – ponieważ chce, by jego książki były dla czytelnika dobrą zabawą. Autor został spytany przez jednego z dziennikarzy, czy zagadka znajdująca się w najnowszej książce nie wydaje mu się zbyt prosta. W odpowiedzi autor zwrócił uwagę, że na tym właśnie powinna polegać dobra zagadka – znając rozwiązanie czytelnik powinien czuć, że był o krok od jej samodzielnego rozwiązania.

    Autor spytany o książki, które czyta, opowiedział, że aktualnie czyta książkę Life 3.0. opowiadającą o sztucznej inteligencji i o tym, jak nasze dzisiejsze decyzje kształtują obraz przyszłości. Jednocześnie podkreślił, że czyta wyłącznie książki non-fiction, choć stara się również na bieżąco śledzić sytuację na rynku książek beletrystycznych.

    W odpowiedzi na pytanie, czy zamierza kiedyś skończyć pisać powiedział, że nigdy nie zamierza zrezygnować z pisania książek.

    Dan Brown został zapytany o jego najbliższą wizytę w Polsce, opowiedział, że jego wydawca planuje dla niego zwiedzanie. Czy to oznacza, że Warszawa i Kraków znajdą się w kolejnej książce autora? Autor nie powiedział „nie”.

    Pojawiło się pytanie o to jak Dan Brown radzi sobie z krytyką. Autor zauważył, że każda osoba wykonująca kreatywny zawód, czy to pisarz, muzyk czy malarz kieruje się w swojej pracy swoim własnym gustem i czasami zdarza się, że krytycy tego gustu nie podzielają. Każdy wolałby, żeby było inaczej, ale wykonując kreatywny zawód należy z krytyką się pogodzić.

    fot: www.smakksiazki.pl

    Autora pytano również o to, czy w obliczu przyznania literackiej nagrody Nobla poczytnemu brytyjskiemu autorowi Kazuo Ishiguro zastanawiał się nad tym, jaką sam chciałby otrzymać nagrodę. Przyznał, że pisząc książki ani przez chwilę nie myśli o nagrodach. Chce natomiast, żeby jego powieści skłaniały do myślenia i do dyskusji. Pisze takie książki, jakie sam chciałby przeczytać.

    Czy to oznacza, że autor ma w planach napisanie książki non-fiction? Okazuje się, że tak i że ma już jej ogólny zarys.

    Podczas konferencji padło również pytanie o to, czy Dan Brown lubi swojego bohatera. Odpowiadając na nie, autor stwierdził, że uważa, że Robert Langdon nie tylko jest od niego mądrzejszy, ale również prowadzi ciekawsze życie. I nie ma znaczenia to, że bohater w rzeczywistości przemawia słowami autora. Wszak napisanie tego, co Langdon wypowie w kilka sekund zajmuje autorowi czasem kilka dni.

     

  • „Nie płakałem po Matrasie”, październikowy felieton Bartosza Szczygielskiego

     

    Do ostatniej kropli krwi powinniśmy bronić księgarni przed ich masowym zamykaniem. To dobro narodowe, bez którego wszyscy pogrążymy się w odmętach zidiocenia. Przykujmy się więc do drzwi i własną piersią zastopujmy to całe szaleństwo. Tylko najpierw przejrzymy, co tam ciekawego w internetach.

    Pod koniec września w sieci można było przeczytać, że jedna z największych sieci księgarń w Polsce jest już na wykończeniu. Nic jej nie uratuje i tylko kwestią czasu będzie jej całkowite zniknięcie z rynku. Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy w mediach ukazały się informacje o problemach finansowych Matrasa, bo to przecież o nim mowa. Zapewne wszyscy o tym słyszeliśmy i być może nawet się tym przejęliśmy. Przez chwilę.

    Przeczytałem niejeden artykuł o tym, że Matras ma kłopoty finansowe i mówiąc szczerze, nie specjalnie się tym przejąłem. Ani wtedy, gdy gruchnęła ta wiadomość, ani ostatnio. Nie dlatego, że nienawidzę księgarni i życzę im tego, czego życzy się osobie stojącej przed tobą w kolejce do Toi-Toi’a, gdy jesteś już po którymś tam piwie, a na scenę ma zaraz wyjść twoja ulubiona kapela. Nie. Uwielbiam księgarnie. Szczególnie takie, które wiedzą o tym, co trzymają na swoich półkach.

    www.unsplash.com/Clem Onojeghuo

    Niestety, ale coraz rzadziej zdarza się taka sytuacja, kiedy wchodzę do sieciowej księgarni i mogę mieć pewność, że sprzedawca będzie wiedział, co mi polecić. I nie chodzi nawet o to, że na pierwszy rzut oka będzie on w stanie poznać moje gusta. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to możliwe. Jestem realistą. Boli mnie co innego. Odnoszę wrażenie, że przychodząc do takiej księgarni znajduję się nie w sklepie, ale w dziwnej Instagramowej rzeczywistości. Miejscu, gdzie najważniejsze nie są książki, ale to, by jak najlepiej je wyeksponować. Brakuje tylko porozstawianych przy półkach zapachowych świeczek, drewienek, kawałków lasu i wszystkiego tego, co można umieścić w kadrze, by dostać kilka dodatkowych serduszek. Książki owszem są, ale dokładnie te same, które widzę na Instagramie.

    Wielkie sieci, ale też i małe księgarnie, nastawione są na zysk. Biznes rządzi się swoimi prawami i ja to doskonale rozumiem, co nie oznacza, że mi się to podoba. Kupujemy oczami. Ja też kupuję oczami, ale chciałbym wchodząc do księgarni wiedzieć, że zostanie mi polecone coś… innego. Nie to, co aktualnie jest na topie i zostało odpowiednio wsparte przez prężne wydawnictwo, ale pozycję, którą sprzedawca poleci mi z czystym sumieniem. Oczywiście, niektóre z powieści na wystawkach są wartościowe, ale zmieniają się tak szybko, że czasem trudno nadążyć nad tym, co warto w ogóle wziąć do ręki. A co dzieje się z tymi pozycjami, które nie mają dużego wsparcia? No cóż, one nie istnieją.

    I to właśnie najbardziej bolało mnie, gdy wchodziłem do Matrasa. Miałem wrażenie, że przeglądam broszurę reklamową. Ładnie opakowaną i skrojoną pod… każdego. By znaleźć coś, co mnie interesowało, musiałem sam dokopać się do tego na półce. O ile miałem szczęście i książka była w ogóle dostępna. Sądzicie pewnie, że marudzę, bo przecież żadna księgarnia nie ma wszystkiego. Są takie i to w miejscu, gdzie właśnie jesteśmy. W Internecie.

    www.unsplash.com/Susan Yin

    Ceny książek nie należą do najniższych, choć i tak w porównaniu z tym ile kosztują one u naszych zachodnich sąsiadów, możemy mówić o szczęściu. Nie dziwne więc, że szukamy promocji. I to po części zniszczyło Matrasa, czyli wojna cenowa. I to zanim jeszcze internetowe zakupy stały się tak modne. Razem z Empikiem obie sieci zaczęły się przebijać, która zaoferuje swoim klientom najniższe ceny. I ekstra. Szkoda tylko, że wszyscy na tym ucierpieliśmy. W jednych księgarniach zaczęły pojawiać się przedmioty, które z literaturą miały mało do czynienia, a w drugich, by jakoś wyjść na prostą, przestano płacić dostawcom. Więc fani autora mogli kupić jego nową powieść taniej, ale on sam miał problem, a raczej jego wydawnictwo, które za tą samą powieść mogło w ogóle nie dostać pieniędzy. Empik sobie poradził, a Matras chyba nie. Ucierpieli wszyscy.

    Zastanawiałem się, czemu Matras nie skupił się na tym, by rozbudować swoją sprzedaż internetową wtedy, kiedy jeszcze mógł? Być może nie wierzono w to, że klienci zrezygnują z przychodzenia do stacjonarnych księgarń. I jest w tym trochę racji, bo przecież dobrze obejrzeć towar przed zakupem. Tylko, że w sieci też można przeczytać kawałek tego, co zamierzamy kupić. Widać wygrało przeświadczenie i przyzwyczajenie do przeszłości. Szkoda.

    O zamkniętych księgarniach zapomnimy równie szybko, jak o wszystkim innym, co nie jest z naszym życiem bezpośrednio związane. Pojawią się nowe miejsca gdzie kupimy powieści, bo rynek nie znosi próżni. Chciałbym wierzyć w to, że nie będą wyglądały jak kadr z Instagrama.

    Ja tymczasem odpalę kolejną kartę w przeglądarce, gdzie sam zdecyduję, czego chce.