Kategoria: Aktualności
-
Znana reżyserka napisała książkę o boreliozie
Fani literatury znają Magdalenę Piekorz jako reżyserkę filmu „Pręgi”, który powstał na podstawie „Gnoju” Wojciecha Kuczoka. Już piętnastego maja w księgarniach pojawi się „Nieobecność” – książka Piekorz oparta na prawdziwej historii zmagań reżyserki z boreliozą.
Dramatyczna opowieść o próbie, na jaką potrafi wystawić życie, i przezwyciężaniu słabości nieposłusznego ciała. Historia o tym, co może się stać, kiedy wszystko w jednej chwili wywraca się do góry nogami. To także gorzka relacja o służbie zdrowia: systemie bezradnym wobec choroby, która nie jest jeszcze do końca zbadana. To wreszcie opowieść o upadku i rozpaczliwej walce o życie.
Ta historia zaczyna się jak romans…
Pola jest tancerką Opery Wrocławskiej. Wraca z urlopu na próby spektaklu „Giselle”, w którym chciałaby zagrać tytułową rolę. Zatrudnienie przez dyrekcję teatru nowego choreografa daje nadzieję, że zmieni się także obsada, na co Pola po cichu liczy. W pociągu, którym wraca do rodzinnego Wrocławia, kobieta poznaje 35-letniego Krzysztofa. Mężczyzna jest nią wyraźnie zainteresowany. Mimo początkowych trudności znajomość zaczyna się rozwijać.
Rozpoczynają się próby do spektaklu. Na krótko przed premierą Pola zaczyna źle się czuć. I choć Krzysztof uważa, że to zwykłe zmęczenie i stres, dziewczyna wie, że jej organizm nigdy się tak nie zachowywał. Mimo to „stawia się do pionu” i nie opuszcza spektaklu. Współautorką książki jest Ewa Kopsik. „Nieobecność” ukaże się nakładem Wydawnictwa Sonia Draga.

-
Znamy nominacje do Kryminalnej Piły!
Emocje sięgnęły zenitu, organizatorzy podgrzewali atmosferę, bo niektórzy przez cały dzień odświeżali profil Kryminalnej Piły. W końcu są! Jedni się cieszą, inni smucą – jak to w życiu. Jedno jest pewne. Ktoś z poniższej piątki zgarnie tegoroczną nagrodę. Kto? O tym przekonamy się już w kwietniu. Łapcie komentarze nominowanych, które będą się pojawiały w miarę ich zdobywania. Nie wszyscy mogą odebrać telefon, albo dać się złapać na Facebooku 😉 Nominowani to: Małgorzata Rogala, Robert Małecki, Jacek Ostrowski, Ryszard Ćwirlej, Marek Krajewski.
Robert Małecki: „Ta nominacja jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem i nobilitacją. Cieszę się jak dziecko, bo konkurencja była ogromna i wytrawna! Mam nadzieję, że jurorom przypadł do gustu nie tylko mój nowy bohater, komisarz Bernard Gross, ale również zimowy obraz Chełmży, niewielkiego miasta pod Toruniem, którego powieściowi mieszkańcy skrywają swoje mroczne tajemnice”.
Małgorzata Rogala: „O matko, weszłam na Facebooka, a ludzie piszą, że „Grzech zaniechania” nominowany do Kryminalnej Piły. Jedyna kobieta wśród nominowanych panów. Nie wiem, co mam powiedzieć, Panie Adamie, może to, że „Grzech…” jest poruszającą książką, i bardzo się cieszę, że została doceniona przez jury”.
Ryszard Ćwirlej: „Jesteś siewcą dobrej nowiny, bo właśnie zmywam naczynia, nie widziałem jeszcze nominacji. Bardzo się cieszę, bo przecież jestem już weteranem Kryminalnej Piły. Z tego co mówisz, to stawka jest bardzo wyrównana. Słyszałem sporo dobrego o książce Jacka Ostrowskiego, Robert Małecki jest odkryciem Kryminalnej Piły, Marek Krajewski to marka sama w sobie, a nazwisko Małgorzaty Rogali również nie jest mi obce”.
Jacek Ostrowski: „Jestem bardzo zaskoczony i wzruszony. Tym bardziej, że to mój pierwszy pełnokrwisty kryminał. Cieszę się, że coraz więcej czytelników i krytyków zaczyna darzyć sympatią Zuzę Lewandowską”.
-
Miłosz, Wałęsa, Chotomska. Wszyscy ludzie Kobiety Pracującej
Pisała pamiętnik, miała problemy z arytmetyką, całe życie podporządkowała pracy, no i tak, żadnej pracy się nie bała. Dokładnie osiem lat temu zmarła Irena Kwiatkowska, którą już chyba na zawsze będziemy kojarzyć z serialem „Czterdziestolatek” oraz rolą Kobiety Pracującej. Jaka była prywatnie? Co ją łączyło z Czesławem Miłoszem? Dlaczego słuchała Radia Maryja i dlaczego miała dużo uwag do swojego wyglądu? O tym wszystkim, a także o wielu innych sprawach związanych z aktorką, rozmawiam z Marcinem Wilkiem, autorem książki „Kwiatkowska. Żarty się skończyły”. Za nami zobaczycie Teatr Syrena, czyli miejsce bardzo ważne dla bohaterki książki.
-
Wiosna, ach to ty! Co przeczytać w marcu?
Wiosna (nie łączyć z polityką) zbliża się wielkimi krokami, w końcu będzie można czytać w plenerze. Może jeszcze nie w marcu, chociaż pewnie będą takie dni, że usiądziemy z lekturą na ławce. Co przeczytać? Co wybrać? Na co wydać pieniądze? Serwuję Wam listę książek, które bym kupił w ciemno. Czy skorzystacie, to już zależy od Was, ale polecam. Smacznego! Aha, klikając na okładki, przeniesiecie się na stronę ze szczegółami dotyczącymi danej książki.
-
„Czytelnictwo – jak przez Ministerstwo (nie) jest promowane. Lutowy felieton Wojciecha Chmielarza
W połowie lutego Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosiło wyniki programu „Promocja czytelnictwa”. Od razu pojawiły się głosy krytyczne, bo dofinansowania nie dostał chociażby Festiwal Conrada czy Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie. Ale moim zdaniem są poważniejsze powody do zmartwienia.
Oczywiście „Conrada” jest żal. To w końcu najważniejsza chyba impreza literacka w Polsce. Licząca się do tego w Europie. Taka, na którą chętnie przyjeżdżają gwiazdy światowego formatu. Ale też nie mam wątpliwości, że ze wsparciem ministerstwa lub nie, festiwal sobie poradzi. Znajdą się inni sponsorzy. Swoje być może dołożą czytelnicy, bo przykład Europejskiego Centrum Solidarności pokazuje, że jest to możliwe. Na pewno nie będzie łatwo. Być może będzie skromniej. Ale festiwal sobie poradzi. Podobnie z Literackim Sopotem. Zresztą, odejście od dofinansowania dużych imprez literackich być może nawet, zaryzykuję taką tezę miałoby jakiś sens, gdyby zamiast tego stała za tym jakaś głębsza myśl. Ja jednak niestety takiej nie widzę.

Literacki Sopot, fot: smakksiazki.pl Osobiście mnie boli, że dotacji nie dostały takie imprezy jak Festiwal Literacki Góry Literatury, Festiwal MiedziankaFest czy Festiwal im. Zygmunta Haupta w Gorlicach. Wszystkie trzy prezentują bardzo wysoki poziom. Mają już swoją markę. I przede wszystkim, odbywają się nie w wielkich miastach, ale w często zaniedbanych kulturalnie miasteczkach. Wydaje mi się, że jest coś niesamowicie pozytywnego i ważnego w tym, że do takich miejscowości jak Gorlice, Miedzianka czy Nowa Ruda przyjeżdżają najważniejsze nazwiska polskiej literatury. I mogą tam liczyć na wspaniałą publiczność. Dzieją się przy tym jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze, następuje aktywizacja i integracja lokalnej społeczności. Widziałem to na własne oczy. Mieszkańcy, organizatorzy, wolontariusze – wszyscy są niewiarygodnie (i słusznie) dumni z tego, co udało im się osiągnąć. Wkładają w organizację festiwalu ogromną ilość pracy i robią wszystko, żeby kolejna edycja była jeszcze lepsza od poprzednich. Po drugie, w Polsce powoli wykształca się pewna moda na jeżdżenie na letnie festiwale literackie (Góry Literatury i MiedziankaFest). Pojawiła się publiczność, która lubi swój urlop spędzać jeżdżąc po Polsce za ulubionymi autorami. To zjawisko, które należałoby wspierać i promować. Ministerstwo ma jednak inne plany. Jakie? Tego nie wiem.
Nie wiem również w jaki sposób można promować literaturę, totalnie przy tym olewając literaturę gatunkową i komiks. Dotacji nie dostała żadna impreza związana z fantastyką, kryminałem czy horrorem. Żadna! Na wsparcie nie mogą liczyć festiwale kryminału, czy to takie, który miałby się odbyć w większym mieście, czy te z mniejszych ośrodków. Odpadły takie uznane konwenty fantastyczne jak Falkon i Pyrkon. Tymczasem, jak to napisał u siebie na Facebooku Marcin Zwierzchowski (publikujący min. w Nowej Fantastyce, Tygodniku Polityka) są to dla wielu młodych ludzi wydarzenia wręcz formacyjne. Dają możliwość odnalezienia, jak to określa publicysta – „swojego plemienia”. A ja się z nim absolutnie zgadzam. To właśnie na takich fanowskich imprezach można znaleźć podobnych nam miłośników gatunku. To tam poznamy swoich ulubionych pisarzy. Weźmiemy udział w prelekcjach, spotkaniach, warsztatach. I wreszcie, co najważniejsze – to najczęściej są imprezy, które powstają oddolnie. W oparciu o kluby fantastyki, czytelników kryminałów, środowiska fanowskie albo po prostu są dziełem garstki zapaleńców, którym kiedyś wpadł do głowy szalony pomysł. Jeśli gdzieś promować literaturę, czytelnictwo to właśnie tam! To ci ludzie wiedzą, czego pragną czytelnicy. Są na bieżąco z kulturalnymi zjawiskami, trendami i na bieżąco na nie reagują. Dają czytelnikom to, czego ci oczekują i pozwalają zdobyć nowych. Tymczasem Ministerstwo z jakiegoś powodu postanowiło nie zauważyć ich ciężkiej pracy.

Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, fot: materiały prasowe Kto w takim razie dostał dotację? 180 tysięcy złotych przypadnie Fundacji Augusta hr. Cieszkowskiego na produkcję programu telewizyjnego „Kronos”. Nawet zakładając, że audycja jest wartościowa, to niech mi ktoś wytłumaczy w jaki sposób program typu gadającej głowy (na czarnym tle), emitowany na antenie niszowej TVP Kultura miałby promować czytelnictwo. To dla mnie przykład skrajny, ale dużo jest w wynikach konkursu inicjatyw, które z założenia są kierowane do bardzo ograniczonego grona osób. Do specjalistów w danych dziedzinach. Czytelników już zaangażowanych. Wręcz wyrafinowanych. Pewnie tym wszystkim działaniom przydałoby się ministerialne wsparcie, ale czy koniecznie z programu, który ma promować czytelnictwo!? W obecnej sytuacji trzeba zachęcać ludzi, żeby w ogóle wzięli książkę do ręki, a nie przekonywać ich zapoznania się z twórczością awangardowych poetów czy mało znanych, trudnych pisarzy.
A na koniec odrobina optymizmu. W ramach programu spore kwoty wyłożono na promocję czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży. Nawet biorąc pod uwagę, że przynajmniej część tych projektów budzi moje poważne wątpliwości, to widać w tym jakąś głębszą myśl. Mam nadzieję, że przyniesie do pozytywne skutki. No i drugi powód do optymizmu – jest jeszcze czas na złożenie odwołania. Co prawda pula pieniędzy jest dużo mniejsza, ale jest szansa, że Ministerstwo naprawi część swoich błędów.
Wojciech Chmielarz
-
Sztokholm, miasto uwodziciel
Jeśli uwielbiacie Skandynawię, a konkretnie Szwecję, a jeszcze konkretniej Sztokholm, to tej książki nie możecie przeoczyć. Sama autorka mówi, że stolica Szwecji to sprytny uwodziciel. Jakie to miasto jest naprawdę? Co kryją w sobie dzielnice Sztokholmu, jak wpływa na nie polityka, ile czasu zajmuje dotarcie z centrum na bezludną wysepkę? O tym wszystkim przeczytacie już na początku kwietnia, bo wtedy w księgarniach pojawi się najnowsza książka Katarzyny Tubylewicz „Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą”. Poczujcie przedsmak, zobaczcie wideo.


















