Tag: Wydawnictwo Literackie

  • Omama, przelewy z Reichu i wewnętrzny Śląsk, czyli rozmowa z Anną Cieplak o „Rozpływaj się”

    Omama, która jest jednocześnie babcią i mamą, finansowa kroplówka z zachodu, żółwie, dinozaury i proteza miłości. Dziś premiera „Rozpływaj się” Anny Cieplak. Kapitalna opowieść o wewnętrznych demonach, które budzą się bez względu na wiek, a może nawet dojrzewają razem ze swoimi nosicielami. Czy można zdać egzamin z życia? A jeśli tak, to kto ma wystawić ocenę. Jest dużo Śląska, rozłąki, ale też nadziei, że kiedyś będzie lepiej, chociaż może będzie tylko gorzej. Poświęćcie kilkanaście minut na zobaczenie rozmowy, a potem kilka godzin na przeczytanie „Rozpływaj się”, bo książka jest warta każdej poświęconej jej minuty.

  • „Dziecko musi wiedzieć, że jesteśmy jego rodzicem, nie opiekunem”

    Co ma wspólnego Płużnica Wielka z Teksasem? Okazuje się, że całkiem sporo, bo ludzie z niej wyjeżdżający założyli w USA osadę Panna Maria, którą to na początku „Virgi” wstrząsają samobójstwa dzieci. Klaudiusz Szymańczak w swoim najnowszym kryminale nie tylko daje nam przygody szeryfa, agenta FBI i polskiego policjanta, ale też, a może przede wszystkim, pochyla się nad problemem samobójstw właśnie. Tutaj kat jest jednocześnie ofiarą, a gdzieś w tle majaczy tajemnica wymieszana z wierzeniami w siły nadprzyrodzone. Kto jest winny śmierci dzieci? Rodzice? A może nikt? Porozmawialiśmy w okolicznościach przyrody, które przypominają Teksas, a tematów poruszyliśmy naprawdę dużo. Zróbcie sobie dużą herbatę, siadajcie, posłuchajcie, a potem przeczytajcie „Virgę”, bo warto.

  • „Historia jest dla mnie podstawowym pożywieniem literackim”. Rozmowa ze Szczepanem Twardochem

    Pokora” to opowieść o synu górnika z Górnego Śląska, który wyrwany z jednego świata nie jest w stanie zapuścić korzeni już nigdzie indziej, ale też historia o wojnie, Europie, świecie i miłości. Rozmawiamy o samotności bohatera, podziałach klasowych, jarmarcznym postrzeganiu Śląska oraz serialu „Król” na podstawie książki Szczepana Twardocha, który już wkrótce pojawi się na ekranach dzięki Canal+.

  • O czym będzie nowa książka Szczepana Twardocha? Znamy szczegóły

    Powieść o rewolucji, wojnie i miłości. 11 listopada 1918. Leutnant Alois Pokora wychodzi ze szpitala na ulice zrewoltowanego Berlina. Stary świat się skończył. La Belle Époque umarła w okopach I wojny światowej. Nowy świat rodzi się w bólach: na froncie zachodnim i podczas rewolucji, przetaczającej się przez pokonane Niemcy. Alois nie należał do starego świata, nie należy też do nowego. Syn górnika z Górnego Śląska, zrządzeniem losu wyrwany z proletariackiej rodziny, wszędzie spotyka się z pogardą i odrzuceniem. Samotny i prześladowany, wierzy tylko w erotyczną relację z perwersyjną, dominującą Agnes. Jednak w świecie, który się skończył, nic nie jest prawdziwe. „Pokora” to porywająca powieść o miłości, wojnie i rewolucji. Historia o Berlinie i Śląsku, o Niemcach i Polakach, o podziałach społecznych i etnicznych. O pożądaniu, władzy, uległości i cenie, jaką płaci się w walce o godność.

    Piszę takie powieści, jakie sam chciałbym czytać: rozległe, wielogłosowe i wielotematyczne. I taka chyba jest Pokora, taki jest obraz George’a Grosza, który zdobi jej okładkę. Pokora opowiada o władzy i uległości, o cenie jaką płaci się walcząc o własną godność, opowiada o wojnie i o następującej po niej rewolucji na ulicach Berlina i Górnego Śląska, o klasowych niepokojach i o erotycznym napięciu w czasach płynnej, rozedrganej rzeczywistości. Akcja „Pokory” dzieje się sto lat temu, zacząłem ją pisać w kwietniu 2019 roku, a jednak wydaje mi się, że jest to powieść właśnie na takie czasy, w jakich przyszło nam żyć” — mówi Szczepan Twardoch.

    Szczepan Twardoch, to marka sama w sobie i każda jego nowa powieść wzbudza olbrzymie zainteresowanie. Pokora ma jednak szczególne znaczenie — mówi Marcin Baniak, Dyrektor Promocji w Wydawnictwie Literackim. To literackie paliwo, na które czeka cały rynek: księgarnie, czytelnicy dobrej literatury, krytycy i publicyści. Wydanie tej powieści ogłaszamy w trakcie pandemii, która z pewnością poważnie osłabiła rynek książki, czytelnicy też mają już prawo tęsknić do dużych literackich wydarzeń. Dlatego właśnie potrzebujemy Pokory. To najlepsza książka na nowe czasy, o ogromnym czytelniczym potencjale, a jednocześnie świetnie napisana i stawiająca wiele aktualnych pytań. Jest na co czekać”.

    Pokora będzie miała premierę 16 września. Tego samego dnia ukaże się niemieckie wydanie „Królestwa” — głośna kontynuacja Króla, świetnie przyjętego w tym roku przez krytyków w Stanach Zjednoczonych. 

  • Penderecki, Polański, FBI, Warszawa, Nowy Jork. Agent John Slade powraca!

    Mówiąc szerze, to w naszej rozmowie wszystko jest prawdą. Wszystko, oprócz ostatniego zdania. Bo gdy nagrywaliśmy rozmowę, to nikt nie wiedział, że będzie tak, jak właśnie jest. Dlatego prosimy o łagodny wymiar kary. Powraca agent John Slade, a z Klaudiuszem Szymańczakiem spotkałem się tym razem nie na ulicy, a w cywilizowanych warunkach – w studiu fotograficznym. Miejsce zresztą nie jest przypadkowe, bo zdjęcia odgrywają w „Mrocznym świcie” ważną rolę. I to nie cyfrowe, a te stare, wywoływane w ciemni. Znów mamy Warszawę i Nowy Jork, znów jest momentami brutalnie, brudno, mało sympatycznie, ale prawdziwie. Jest muzyka Pendereckiego, jest film Polańskiego, jest afera z duchownymi w tle. Klaudiusz był przez dwa lata policjantem, więc mundurowe procedury nie są mu obce. Zobaczcie naszą rozmowę o międzykontynentalnych zbrodniach, mrocznym świcie, a także zobaczcie psa, który pojawia się w książce, a na nagraniu w pewnym momencie zachowuje się forfiter z popularne filmu na youtubie – chce nam wskoczyć na tego 😉

  • „Wyrażam swoją miłość do Oslo”, Lars Saabye Christensen o „Śladach miasta”

    Jeśli słyszycie o trylogii skandynawskiej, to pewnie najpierw przychodzi Wam do głowy „Millennium” Stiega Larssona. Wtedy Lars Saabye Christensen mówi: potrzymaj mi piwo i patrz na to. Na to, czyli na „Ślady miasta”, trylogię dziejącą się w Oslo. Sam autor mówi, że oddaje hołd temu miastu. Pierwsza część pojawi się w księgarniach już w środę, a o czym będzie? Zostawiam Was z autorem, który o tym dokładnie opowie. Nagrywaliśmy się na korytarzu w trakcie frankfurckich targów książki, więc wybaczcie, że ktoś tam przechodzi w tle, albo słychać szum tłumu.

  • „Publiczność dobra, przedstawienie złe, krytyka mordercza”. Listy Sławomira Mrożka i Gustawa Herlinga-Grudzińśkiego

    Te listy są tak dobre, że do fragmentów będę wracał jeszcze długo, a jest, uwierzcie mi Państwo, do czego. Panowie rozmawiają w nich o wszystkim, co poniektórych obgadują (np. Gombrowicza), dostaje się też  Madonnie, tak, tej piosenkarce. Piszą do siebie o problemach banalnych, a także kluczowych. Poruszają kwestie własnej twórczości, są razem w chwilach radości i choroby. Moją ulubioną korespondencją jest ta Sławomira Mrożka oraz Stanisława Lema, ale tutaj  też jest bardzo dużo smaczków. Zarówno dotyczących życia obu panów, jak i literatury jako takiej. Łapcie kilka listów, naprawdę warto.

    Chiavari, 26 czerwca 1964

    Szanowny Panie,

    osobno przesyłam Panu egzemplarz mojej sztuki napisanej ostatnio. Nie spodziewam się, żeby ta sztuka została teraz opublikowana i wystawiona w Polsce, chociaż wiem, że „Dialog” i Teatr Współczesny starają się o pozwolenie władz. Nie spodziewając się więc zobaczyć jej na razie w druku – chyba że w jakiś nagły sposób zmieni się na lżejszą obecna sytuacja w kraju – chciałbym zaznajomić Pana z tym tekstem.

    Właściwie jest to naprawdę moja pierwsza sztuka trzyaktowa, nieoszukanej objętości, oby nie za cenę pewnych dłużyzn. Różni się także od poprzednich mniejszą „parodystycznością”.

    Byłbym wdzięczny Panu za uwagi po jej przeczytaniu.

    Proszę o zwrot maszynopisu, choć to nieładnie z mojej strony, wbrew nawet zwyczajowemu prawu, że „niezamówionych rękopisów redakcja nie zwraca”. Ale mam tylko trzy kopie, którymi muszę obsłużyć agentów i ewentualnych tłumaczy.

    Jeszcze raz przepraszam i łączę najlepsze pozdrowienia i wyrazy szacunku.

    Sł. Mrożek

    Neapol, 3 lipca 1964

    Drogi Panie,

    dziękuję za list i za egzemplarz Pana nowej sztuki. Pochlebia mi bardzo, że ma Pan pewne zaufanie do mojego sądu, ale obawiam się, że jest ono niezbyt uzasadnione: jako czytelnik (i to dość pilny) tekstów dramatycznych miałem wielokrotnie okazję uprzytomnić sobie z żalem, że brak mi tego, co ludzie teatru nazywają „wyobraźnią sceniczną”. Spróbuję jednak, skoro Pan sobie tego życzy, powiedzieć w paru słowach, co myślę oTangu, ale proszę pamiętać, że należy moje uwagi brać „cum grano salis”.

    Pomysł jest wyborny i bardzo mądry, myślę, że w żadnej ze swoich dotychczasowych sztuk nie sięgnął Pan tak głęboko i z taką przenikliwością. Ale pomysł taki (jak sądzę) wymaga niezmiernie wyważonego zbalansowania dwóch elementów: realistycznego, lub prawie, i groteskowego czy „parodystycznego”. Udało się to Panu bardzo dobrze w pierwszym akcie, który wydaje mi się najlepszy. Potem następuje zakłócenie równowagi, groteska absurdalna (chwilami zbliżona do bufonady) odrywa się niemal zupełnie od ziemi. Kiedy więc dochodzi do puenty z Edkiem pod koniec trzeciego aktu, zawisa ona jakby w próżni, brak jej tego dramatycznego wyrazu, jaki powinna posiadać; jest świetnie pomyślana, ale słabiej przygotowana. Jakkolwiek moje wyczucie teatru jest kiepskie, wyobrażam sobie, że można temu zaradzić, usuwając sporo dłużyzn w drugim akcie i chyba także w trzecim (zwłaszcza w pierwszej połowie). Część odpowiedzialności za to zakłócenie równowagi ponosi również Ala, najbardziej nijaka i blada postać w sztuce.

    Będę wkrótce pisał do mojego wydawcy włoskiego (Rizzoli), pozwolę sobie więc (jeśli Pan nie ma nic przeciwko temu) zwrócić mu uwagę na Tango. We Włoszech, jak Panu już zapewne wiadomo, książkowe wydania sztuk cieszą się dużym powodzeniem (może dlatego, że nie ma tu w praktyce teatru).

    Łączę najserdeczniejsze pozdrowienia, mam nadzieję, że moje uwagi na coś się Panu przydadzą.

    Gustaw Herling-Grudziński

     

    Chiavari, 2 marca 1966

    Drogi Gustawie,

    złożyłem podanie o wizę w ambasadzie amerykańskiej i czekam. Mam zgłosić się po odpowiedź koło 10 bm. Tymczasem mam inne kłopoty. Okazało się, że mój samochód jest nieważny już od prawie dwóch lat. Jego istnienie na numerach celnych jest przestępstwem. Jedyne wyjście to albo zarejestrować go jako samochód kraju, którego paszport i obywatelstwo posiadam, albo zrzucić go ze skały do morza, i to ukradkiem. Do Polski przecież nagle nie pojadę przez głupi samochód, ze skały zrzucać także przykro. Jedyne wyjście to uzyskać residenza w Chiavari i zarejestrować go jako samochód włoski.

    Ale tu właśnie dalszy ciąg. Muszę mieć przedłużenie prawa pobytu w Italii, które mam w tej chwili tylko do 20 maja br. Zresztą, tak czy tak, musiałbym się starać o przedłużenie tego prawa. Zastanawiam się jednak, czy w tym roku już nie poprosić o wizę pobytową na „tempo indeterminato”. Raz, że w ten sposób łatwiej mogę dostać residenzę, dwa, że byłby już spokój z tym wiecznym odnawianiem wizy.

    Wstrzymuję się jednak do chwili, dopóki nie usłyszę Twojej rady. Bo także może by trzeba w ruch puścić znowu jakieś poparcia. A jeżeli poparcia, to może lepiej już „tempo indeterminato”? Wtedy takie poparcie mogłoby być odpowiednio wyzyskane, głupio także o takie poparcie zabiegać co rok*. Podanie o „tempo indeterminato” z poparciem załatwiłoby już tę sprawę definitywnie. Mój znajomy Paczowski otrzymał swego czasu takie indeterminato, więc jest precedens. (On ma paszport taki sam jak ja).

    Na razie nie mogę używać samochodu. Dobrze, że czekają, aż uzyskam residenzę, i nie wytaczają mi procesu.

    Znowu zawracam Ci głowę. Niestety, muszę.

    Będę Ci dawał znać o wszystkim. Na razie pozdrawiam Cię serdecznie.

    Twój

    Sł. M.

    Neapol, 14 marca 1966

    Mój Drogi,

    przepraszam za zwłokę w odpowiedzi: byłem chory, dopiero od dwóch dni czuję się lepiej.

    O ile wiem, „soggiorno indeterminato” dają tylko emigrantom. Mam przyjaciół Amerykanów, którzy od piętnastu lat mieszkają we Włoszech (i pracują tutaj), a mimo to co roku muszą odnawiać swoje prawo pobytu. Przeczyłaby temu Twoja wzmianka o Paczowskim, ale ja takich precedensów nie znam. Najlepiej będzie, jeśli przyjedziesz do Rzymu i przez Silonego (z pomocą Chiaromontego) dotrzesz do owego urzędnika z Min. Spraw Wew. Wyjaśni Ci on, jak naprawdę sprawy stoją. Zresztą i tak musiałbyś przyjechać do Rzymu, żeby załatwić „soggiorno” choćby na rok.

    Ja jadę do Rzymu jutro, ale tylko na pięć dni. W pierwszych dniach kwietnia wybieram się na trzy tygodnie do Paryża. W maju pojadę pewnie na trzy tygodnie na Sycylię, w roli… reportera.

    Otrzymałeś już zapewne od Giedroycia wszystkie książki, które Ci obiecałem podczas naszego spotkania. Mieliśmy tu wizytę pp. Chiaromonte, przyjechali na dwa dni z Mary McCarthy i z jej mężem.

    Ściskam mocno

    Gustaw

    Sławomir Mrożek, fot: smakksiazki.pl

    Londyn, 2 czerwca 1966 [karta pocztowa]

    Niespodziewanie wyjechałem. Publiczność dobra, przedstawienie złe, krytyka dla mnie mordercza (z jednym wyjątkiem). Wrócę za 10 dni najwięcej.

    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Sł.

    Neapol, 30 czerwca 1966

    Mój Drogi,

    dziękuję Ci za list i za kartkę z Londynu. Będziesz musiał mi dokładnie opowiedzieć, jak tam było w tym Londynie.

    Zrezygnowałem z Jugosławii, natomiast 5 lipca wybieram się na dwa tygodnie do Nerano pod Sorrento. Potem, według wszelkiego prawdopodobieństwa, Neapol aż do 7 września. We wrześniu wyskoczę chyba na tydzień do Piemontu. W związku z tym podaj mi łaskawie dokładny kalendarzyk Waszego lata. Gdybyście we wrześniu byli w Chiavari, wstąpiłbym do Was chętnie na dzień–dwa w drodze do Piemontu. Rzym odpada: jeśli się tam w ogóle wybiorę (w sierpniu), to na bardzo krótko.

    Przyznanie Wam zwykłych paszportów na dwa lata nie jest oczywiście rozwiązaniem idealnym, ale chwilowo dobre i to. W ciągu tych dwóch lat może się stać mnóstwo rzeczy, nie ma więc potrzeby planować na zbyt odległy dystans.

    Tarn jest (mówię to z przykrością) głupcem. Twoja sztuka może się podobać albo nie, ale odmawianie jej jakichkolwiek zalet jest nonsensem. Masz przypuszczalnie rację: chcą Cię na gwałt przekonać, że nie służy Ci pobyt za granicą. Co może, ale nie musi być prawdą: także na łonie Ojczyzny zdarza się każdemu dobremu pisarzowi napisać czasem rzecz słabszą.

    Ściskam Cię mocno, ukłony dla Mary.

    Sł.

    Gustaw

  • Karl Ove Knausgård: „piłka nożna jest grą magiczną”

    Wczoraj późnym wieczorem reprezentacja Polski zakończyła rozgrywki grupowe w eliminacjach do przyszłorocznych Mistrzostw Europy. W piłce nożnej, ma się rozumieć. Wygraliśmy, co było do wygrania, przegraliśmy chyba tylko jeden mecz, czyli bardzo przyzwoicie. Futbol jest tematem ogólnoświatowym. Dyskutuje się o nim w autobusach, pociągach, przy piwie, na portalach społecznościowych, a także w listach. Te ostatnie wysyłali między sobą w trakcie Mistrzostw Świata w 2014 Karl Ove Knausgard oraz Frederik Ekelund. Korespondencja ukazała się w postaci książki „U siebie i na wyjeździe”. Co prawda piłka nożna jest tutaj tematem przewodnim, ale panowie rozmawiają też o ojcostwie, pisaniu książek, a Karl opowiada nawet o podróży i pobycie w Polsce. Polecam nie tylko fanom najpopularniejszego na świecie sportu, bo jest tu też sporo ponadczasowych rzeczy. Co o futbolu sądzi Karl Ove Knausgard? Łapcie krótkie wideo.

  • „Boję się czekania latami na wielkie wyróżnienie”. Olga Tokarczuk z literackim Noblem

    Wszyscy się tego spodziewali, ale mam wrażenie, że dzisiejsza decyzja Akademii Szwedzkiej jednak wszystkich zaskoczyła. Po dwudziestu trzech latach literacki Nobel znów wraca nad Wisłę, a w uzasadnieniu czytamy, że Olga Tokarczuk otrzymała tę nagrodę za wyobraźnie narracyjną, która z encyklopedyczną pasją prezentuje przekraczanie granic jako formę życia”. Co teraz? Autografy, zdjęcia, wizyty w zakładach pracy, no i pewnie kolejna książka. Olga Tokarczuk jest już w takiej sytuacji, że niczego nie musi, a wiele, a może nawet wszystko, może. Gdy rozmawiałem z nią kilka miesięcy temu mówiła, że boi się klątwy czekania na dużą nagrodę. No to ma. Zasłużenie. O skali sukcesu niech świadczy fakt, że w księgarniach zaczyna brakować jej książek. Coś wspaniałego. 

    Zobaczcie materiał.