Kategoria: Aktualności

  • Wilk stał się w Norwegii symbolem wszystkiego, co najgorsze

    Kiedy w październiku Mons Kallentoft powiedział mi, że nadciąga fala skandynawskich kryminałów z ekologią w tle, to powiem szczerze, że gdyby nie było to w trakcie spotkania z czytelnikami, to bym go puknął w czoło. Minęło jednak kilka miesięcy, i jeśli ktoś ma się w to czoło puknąć, to ja. Dziś premiera „Mężczyzn, którzy nienawidzą wilków”. Tak, tak, dobrze kojarzycie, podobny tytuł już był, nijakiego Stiega Larssona. Poleciałem do Oslo, poszliśmy z Larsem Lenthem do lasu, pogadaliśmy o wilkach, nienawiści, granicy ze Szwecją, relacjach międzyludzkich, a także nowym kierunku w literaturze – kryminale ekologicznym. Jeśli macie ochotę stać się właścicielami książki, albo przeczytać o niej więcej, to kliknijcie tutaj. Smacznego!

  • „Ta książka jest hołdem dla Tyrmanda, ale też rzuceniem mu rękawicy”. Rozmowa z Mariuszem Czubajem

    Fakty są takie, że jest to najbardziej dojrzała książka Mariusza Czubaja, bez dwóch zdań. Ballada o jazzie, Warszawie, klimatach lat sześćdziesiątych. Nazywanie „Około północy” kryminałem, to jednak dość duże nadużycie. Ballada z elementami kryminalnymi – o, to już o wiele bliższe prawdy. Uważni czytelnicy zwrócą uwagę na nazwiązania do, m.in. „Złego” Leopolda Tyrmanda, za co szacunek dla autora. Poszliśmy z Mariuszem na Powązki, bo tam rozpoczyna się jego książka. Tak się składa, że odwiedzieliśmy grób Krzysztofa Komedy w pięćdziesiątą rocznicę jego śmierci. Trzy wieńce, kilka zniczy, ale byliśmy około południa, więc może jeszcze ktoś później przyszedł, ktoś pamiętał. Dobra, nie będę Was zanudzał. Sądzę, że wyszła nam całkiem sprawna rozmowa, a Mariusz zaliczył swojego pierwszego, być może ostatniego, nekrodżoba. Od niego zaczynamy.

  • Kryminał Śląskiem pisany, czyli Nikiszowiec, Erwin Sówka oraz Grupa Janowska

    Zamordowany były portier, skradzione obrazy Erwina Sówki, w tle Grupa Janowska, a także Nikiszowiec oraz mroczna tajemnica z przeszłości. To „Zabij ich wszystkich” Roberta Ostaszewskiego w wielkim skrócie. Przewija się też polityk z niezbyt ciekawą przeszłością, a na nazwisko ma…Budka. Rozmawiamy o Nikiszu, przegranym przez Roberta zakładzie, w wyniku którego musi przejść na kolanach od stadionu Wisły Kraków do obiektu Cracovii, o języku śląskim, a także o drugiej części, która będzie miała miejsce w Świętochłowicach. Smacznego!

  • „Niektóre rozdziały nie podobają się ani lewicy, ani prawicy. Są więc chyba uczciwie napisane”

    Gawędziarz historyczny. Tak określiłbym w dwóch słowach Sławomira Kopra. Żeby była jasność, jest to komplement, bo historyków jest sporo, ale takich, którzy potrafią opowiadać, nie aż tak dużo. Nie przypadkowo spotkaliśmy się nad Wisłą, bo rozmawialiśmy o książce „Piekiełko nad Wisłą. Sceny z życia polskich elit pod okupacją”. Jak to się stało, że Józef Mackiewicz uszedł z życiem, mimo skazania go na śmierć? Dlaczego profesor Rudolf Weigl nie został noblistą? Czy rzeczywiście córka generała Władysława Sikorskiego opuściła Polskę w samochodzie Abwehry? Łapcie naszą rozmowę, bo facet naprawdę zna się na rzeczy.

  • „Pisarze to kłamcy”, kwietniowy felieton Jakuba Ćwieka

    Pisarze to kłamcy – powiedział kiedyś jeden z bohaterów noweli graficznej „Sandman” Neila Gaimana. Myślę, że wyraził się nieprecyzyjnie. Pisarze bowiem to coś więcej niż kłamcy. Kłamcą jest w zasadzie każdy z nas, a przynajmniej każdy, komu zdarza się kłamać. Pisarze natomiast, ci co sprawniejsi to oszuści. Artyści przekrętu.

    Ci spośród czytelników, którzy znają mnie z pisania czegoś innego niż te felietony, wiedzą, że do tej pory zajmowałem się przede wszystkim fantastyką. To bardzo szerokie pojęcie gatunkowe, zawiera w sobie bardzo wiele podgatunków, których nie będę teraz przybliżał, bo szkoda tu miejsca na wyliczanki. Jedyne co warto wiedzieć w tym momencie, to, że główna linia podziału fantastyki to science-fiction, gdzie zwykle podstawą jest taki czy inny wsparty naukowo twór czy konstrukt oraz fantasy, gdzie ważną rolę odgrywa magia i/lub elementy nadnaturalne. To bardzo, bardzo uproszczone definicje, ale na potrzeby tego felietonu tyle wystarczy.

    Pisarze fantastyki, jak wszyscy inni pisarze oszukują czytelnika. Robią to za pomocą fabularnych wolt, zmyłek, wypuszczania fałszywych tropów, ale jednocześnie umieszczają to w fantastycznej otoczce, która nieustannie przypomina czytelnikowi. To się nie dzieje. To nie mogłoby się zdarzyć, bo przecież nie ma magii, a my nie odkryliśmy teleportacji. I nawet jeśli problemy przedstawione w fantastycznej fabule są życiowe, uniwersalne i same w sobie bardzo realne, umysł czytelnika, zmuszony do nieustannego zawieszania niewiary na fantastycznym kołku, wie, że ma do czynienia li tylko z opowieścią. To trochę jak uczestniczenie w przedstawieniu iluzjonisty – by się dobrze bawić, zakładamy, że wierzymy, że to magia, ale przecież wszyscy wiemy, że nie. Twórców fantastyki, tak samo jak iluzjonistów, trudno potraktować do końca poważnie. A jeśli dodatkowo jest się krytykiem aspirującym do rangi autorytetu, bezpieczną drogą wydaje się nie traktować w ogóle. Nie widzieć.

    Rzecz w tym, że o ile pisarz fantasta od samego początku rysuje bardzo wyraźną granicę umowności, o tyle inni pisarze popularnych gatunków, choć stosują w większości te same sztuczki, już tego nie robią. To nie są iluzjoniści we frakach i cylindrach. To oszuści rodem z oscarowego „Żądła”.

    Piszę o tym wszystkim teraz, bo to są właśnie myśli towarzyszące mi przy okazji publikacji mojej pierwszej powieści niefantastycznej „Szwindel”. Książka ta bierze na cel właśnie oszustów, ludzi, którzy żerując na naszych marzeniach, na słabościach i lękach, a także na schematycznym myśleniu, sprawnie i gładko robią nas w konia. Myśląc o niej teraz, zastanawiam się, jak bardzo, mówiąc o tej pozycji tu i tam, wciskam potencjalnym czytelnikom kit.

    No bo zacznijmy od samego napisu na okładce. Widnieje tam słowo KRYMINAŁ, którego długo nie byłem pewien. Sam, przedstawiając ten tytuł czy to wydawcy czy znajomym, określałem go mianem caper story lub heist story, co oznacza ten rodzaj opowieści, w której przestępstwo, zwykle związane z kradzieżą lub oszustwem właśnie przygotowywane jest na oczach odbiorcy. Dobrym przykładem byłby tu mój ukochany „Vabank”, „Vinci”, ale też „Żądło”, „Ocean’s Eleven” ,czy trochę bardziej fantastycznie „Incepcja”. I tak, caper story to podgatunek crime story, więc z punktu widzenia definicji, słowo na okładce pasuje tam jak ulał. Ale…

    Co nam przychodzi do głowy, gdy słyszymy słowo kryminał? Czy opowieść o konstruowaniu dajmy na to napadu będzie naszym pierwszym skojarzeniem? Nie jest tak, że oczekujemy raczej trupa lub najmniej zaginięcia i żmudnego śledztwa prowadzącego nas do rozwiązania takiej czy innej zagadki? Czy to nie właśnie ta zabawa w, niejednokrotnie, makabryczne puzzle najbardziej ujmuje czytelników gatunku?

    A skoro jestem świadom tego, że przeciętny odbiorca tak sobie kryminał definiuje, czy sprzedając swoją powieść tym słowem oszukuję, bazując na utartym schemacie i modzie czy nie?

    Kwestia numer dwa. „Opowieść oparta na faktach” czy też „inspirowana prawdziwymi wydarzeniami”. Teoretycznie moja powieść spełnia ten wymóg. Obejrzałem kiedyś film, w którym był przedstawiony pewien numer, zainteresowałem się, poszukałem inspiracji i znalazłem prawdziwą historię, z której wziąłem kilka głównych założeń. Zmieniłem realia, zlokalizowałem, a następnie zbudowałem sobie bohaterów i relację między nimi i umieściłem to wszystko na tym fundamencie z elementami prawdziwej historii. Potem ubrałem to wszystko w inne prawdziwe opowieści, które, choć miały miejsce rzeczywiście, z tą pierwotną nie miały nic wspólnego.

    I teraz, gdybym miał podać tu proporcje prawdy do fikcji, wyszłoby pewnie pół na pół. Czy to uprawnia mnie do mówienia, że „Szwindel” jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami? Bo tak się składa, że to kolejne określenie, które dziś sprzedaje książki.

    Tyle, że czytelnik myśląc „inspirowane prawdziwymi wydarzeniami” zwykle myśli, że oto czyta zbeletryzowaną prawdziwą historię. Owszem, może tu i tam podkręconą dla efektu, gdzieniegdzie uzupełnioną domysłami, ale generalnie to prawdziwa opowieść. Czy wolno mi zagrać na tym myśleniu i wykorzystać je do swoich celów.

    Podobnych kwestii kłębi się w mej głowie mrowie. Do tej pory, jako fantasta nie miałem większości tych dylematów. Mogłem co najwyżej powoływać się na innych gatunkowych autorów, przylegać do nich i cieszyć się lub przeklinać fakt, że nazywają mnie polskim Gaimanem, Kingiem czy kim tam jeszcze się zdarzało. Ludzie, którzy przychodzili na moje show iluzjonisty, wiedzieli, że mogą się spodziewać, że pokażę im parę sztuczek i tylko od mojej sprawności i bezczelności zależy czy się połapią czy nie. Teraz ja, iluzjonista, wchodząc w nowy zupełnie obszar, już na wejściu dostaję arsenał nowych trików i informacje: nie ma wyjściowych granic. Kogo zrobisz, ten twój!

    Cóż, nie mogę się oprzeć tej pokusie. Obiecuję jednak – o ile obietnica oszusta warta jest cokolwiek – nie kroić nikogo za mocno i pilnować, by były to przekręty na najwyższym możliwym dla mnie poziomie.

    Jakub Ćwiek

  • „Wkrótce owady wyprą ze stołów steki i schabowe”

    Niektóre owady mogą nas uratować z zawalonego budynku, inne pomagają rozłożyć plastik, a jeszcze inne przyczyniają się do powstania antybiotyków. Wielu z nas się nimi brzydzi, a okazuje się, że są bardzo pożyteczne, chociaż niekoniecznie piękne. Wszystko fajnie, ale wyobrażacie sobie, że włączacie owady do Waszej diety? Wiecie, mają sporo białka, a smażone smakują podobno całkiem okej. Podobno już za kilka lat…posłuchajcie zresztą sami.

  • Dziś Rumunia, jutro Czechy, a pojutrze?

    Warszawskie Targi Książki coraz bliżej, pora więc na odkrywanie kart. Tegorocznym Gościem Honorowym będzie Rumunia, ale przy okazji rozmowy z Jackiem Orylem wyszło na jaw, że jest znany już przyszłoroczny Gość, a także prowadzone są rozmowy z krajami, które mają pojawić się w Warszawie za kilka lat. Jakie to kierunki, kogo możemy się spodziewać? Posłuchajcie.

  • Obszerny fragment „Galerii umarłych” Chrisa Cartera!

    Emocje już powoli opadają. Chris Carter przyjechał, zrobił furorę, po czym poleciał dalej. Dwa spotkania, kilkaset autografów oraz zdjęć, dwa spadające z kamienicy na Pradze kamienie – to skrótowy bilans wizyty brazylijskiego pisarza w Polsce. Miałem przyjemność prowadzić warszawskie spotkanie, na którym, a właściwie, przed którym, wykupiliście wszystkie książki. Nie dla wszystkich starczyło, ale…Wtedy wchodzę ja, cały na biało 😉 Mam dla Was baaaaaaardzo obszerny fragment „Galerii umarłych”. Wystarczy tylko kliknąć i zatopić się w lekturze blisko czterdziestu stron. Książkę znajdziecie w księgarniach już od najbliższej środy, ale jeśli chcielibyście narobić sobie apetytu w trakcie świąt, to śmiało, częstujcie się. Zamiast sernika 😉 Kliknijcie TUTAJ 😉 Jeśli natomiast chcecie kupić, to kliknijcie w okładkę. Wiadomo, jedno nie wyklucza drugiego 🙂 

     

     

  • „Czasem dostaję skany z odręcznymi dopiskami Stephena Kinga”

    Dlaczego tłumaczy Stephena Kinga nie zamyka się w piwnicach? Z jakiego powodu nie dostają książki do tłumaczenia w formie elektronicznej? Jak bardzo skrupulatny w doborze słów jest autor? To tylko część tematów, które porusza Rafał Lisowski, tłumacz „Instytutu”, który ukaże się w Polsce już jesienią. Łapcie!